piątek, 16 listopada 2018

Ogarnę się jeszcze, bo ufam



Ciężko jest ukryć rozczarowanie i żal kiedy uświadomisz sobie, że Twoje starania poszły na marne. Ogarnę się jednak, bo ufam.

Zaufanie nie jest zero jedynkowym zjawiskiem. Mogę Ci dać kredyt zaufania. Tak po prostu, kierowana ciekawością, co z tego wyniknie? Mogę Ci ufać w jednej sytuacji – zawsze wybierasz dobrą muzykę, ale nie zaufam Ci, a przynajmniej będę miała wątpliwości, prosząc Cię o pilnowanie upływu Czasu.

Czym jest zaufanie? To taki stan, kiedy nie potrzebuję i nie oczekuję od Ciebie żadnych wyjaśnień. Nie analizuję każdego Twojego zachowania, doszukując się intencji, które stanowią dla mnie potencjalne zagrożenie. 

Dlaczego ufasz lub nie ufasz? W dużej mierze to zależy od Twoich przekonań. Ja ufam lekarzom. Kiedy stanie się coś, co wymaga interwencji medycznej, jestem wzorową pacjentką i bez szemrania wykonuję każde polecenie. Ostatnie doświadczenie w tym obszarze zawdzięczam mojej Pani Stomatolog. Tkwiłam na fotelu z rozwartą paszczą i zastanawiałam się, skąd u mnie tyle zaufania? A może to lęk przed przypadkowym zranieniem? – przyszło mi do głowy? Na koniec pomyślałam, że jednak ufam mojej Pani Stomatolog, bo ufam sobie. Podjęłam decyzję, dokonałam wyboru, rozważyłam wszystkie za i przeciw, czemu mam się rozczarować? Uznaję jej profesjonalizm – dotychczas mnie nie zawiodła. Czasem nie mam wpływu na wszystko i wszystkich ale mogę się włączyć współpracując jak najlepiej potrafię, by osiągnąć cel. Siedziałam w napięciu w niekomfortowej pozycji, aż poczułam znużenie. Zadziwiające.


Zaufałam sobie również wtedy, kiedy wybrałam się na wędrówkę z osobami nieznajomymi. I nie zawiodłam się. Wszyscy mieliśmy podobne oczekiwania i ten sam cel odległy o jakieś 250 kilometrów. Oczekiwania mają znaczący wpływ na to jak interpretujemy rzeczywistość. Podobne oczekiwania, podobna interpretacja codzienności – podobne zwątpienia i troski, podobne radości – dały mieszankę stanów, które budowały atmosferę bezpieczeństwa i właśnie zaufania. Nikt nie obawiał się krytyki za sapanie, chrapanie, stękanie czy cieknący pot z czoła. Owszem zdarzały się napięcia i puszczały nerwy, kiedy nie potrafiliśmy odpuścić codziennych rytuałów i osobistych nawyków. Różniły nas przyzwyczajenia kulinarne, czas potrzebny na regenerację sił, temperament. Szybko jednak wypowiadaliśmy magiczne słowa – rób wszystko to, co potrzebujesz w wolności. Pragnęliśmy i potrzebowaliśmy tego samego – siły, by przejść wyznaczony odcinek drogi, chwili na własne rozważania, uwagi, by dostrzec uroki otaczającego świata i wymienić z innymi refleksje, podzielić się troskami, marzeniami. I to wszystko. Mało i dużo. Tyle samo, co sens codziennego życia. Być blisko siebie w zgodzie z innymi. Zaufanie, solidarność, odpowiedzialność dają odwagę do działania. Rodzi się wspólna tożsamość. Nie ufasz, nie nawiązujesz relacji. Nie dajesz i nie bierzesz. Brak wymiany kieruje Cię w towarzyski niebyt. Zamykasz się. Twoje pojęcie, kim jesteś, nie wzbogaca się o kolejną tożsamość grupową. Poczucie współbrzmienia emocjonalnego z innymi jest Ci obce.

Kiedy ktoś zawiedzie, trudno jest zaufać ponownie. Kiedy ktoś zawiedzie musisz zmierzyć się z przykrymi emocjami – odrzuceniem, wstydem, smutkiem. Te emocje najczęściej przykrywa złość. Czujesz rozczarowanie i może nawet lęk przed doświadczeniem kolejnego zawodu. I co? Długo wytrzymasz w tym niepewnym trwaniu? Jasne, że nie. Żeby nabrać przekonania, że inni są uczciwi w swoich zamiarach i działaniach, trzeba coś wspólnie zrobić, w coś się zaangażować, wyjść poza własną strefę komfortu. Kto jest gotów?

niedziela, 22 lipca 2018

Dziewiętnasta. Nie ma ciasta




- Która godzina? - pyta ktoś. – Dziewiętnasta – odpowiada inny. Trzeci na to ze zdziwieniem – nie ma ciasta?

Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy, a czas sobie płynie banalnie tik – tak. Okazuje się, że obfitość środków komunikacji, która wciąż rośnie, wcale nie poprawia naszych relacji. Nie słuchamy się, czy raczej mówimy do siebie bez należytej precyzji?

Osoby praktykujące medytacje stawiają taki dylemat – Czy w lesie słychać odgłos walącego się drzewa, jeśli w pobliżu nie ma nikogo, by go usłyszał? Odpowiedź jest prosta – oczywiście, że NIE słychać. Dźwięk słyszymy dzięki percepcji. Kiedy drzewo przewraca się, powstają fale dźwiękowe, ale nie ma żadnego odgłosu ani dźwięku jeśli, ktoś tego nie usłyszy.

Jeśli mówię coś do Ciebie, to jestem tylko nadawcą komunikatu – nie komunikujemy się. Możesz to zmienić, jeśli odbierzesz sygnał. Tak długo, jak nie usłyszysz, będę się tylko wypowiadać. Oczywiście mogę próbować różnych sposobów, by dotrzeć do Twojej percepcji. To trudne, bo to co dla mnie oczywiste i co potrafię jasno ocenić na podstawie własnych doświadczeń dla Ciebie takie nie jest – Ty masz swoje doświadczenia.

Lubię, rozwiązując zawiłości komunikacyjne, przywoływać powszechnie znaną przypowieść o czterech mędrcach, którzy na dodatek byli ślepcami i podróżowali razem przed świat. Pewnego dnia na swojej drodze spotkali przeszkodę i kompletnie nie mogli zrozumieć, jak ją pokonać. Pierwszy mędrzec mówił, że to kolumna lub filar, który na spodzie jest miękki i delikatny i porusza się bezszelestnie. Drugi twierdził, że to coś twardego i podłużnego i ma ostre zakończenie, o nie zbyt dużej średnicy. Trzeci przekonywał, że ma do czynienia z cienkim sznurkiem, a czwarty, że przed nim jest duża powierzchnia czegoś, co gdy się porusza wzbudza lekki powiew.

Jak wiadomo, każdy ma swój model świata zbudowany z własnych doświadczeń, systemu wartości, przekonań i systemu wiedzy o sobie, innych ludziach i świecie. Nie ma obiektywnej rzeczywistości. To percepcja każdego z nas, tworzy rzeczywistość. Czterej mędrcy, spotkali na swojej drodze słonia. Każdy starzec uruchomił swoją percepcję, dopuszczając do głosu tylko te bodźce, które miał w zasięgu ręki – jeden dotykał nogi, drugi słoniowego kła, trzeci ogona, a czwarty ucha. Każdy z nich dotykał innej części ciała słonia i upierał się przy swoich wnioskach. To taka piękna metafora ludzkiej natury – patrzymy z własnej perspektywy nie pamiętając, że zazwyczaj każdy ma swoją, a nawet "swojszą".

Widzimy i słyszymy to, co spodziewamy się zobaczyć i usłyszeć. Ktoś, kto uważa siebie za osobę słabszą, gorszą, mniej kompetentną, mniej zabawną – w każdej wypowiedzi znajdzie coś, co odczyta jako pretensję do siebie, kolejną krzywdę. Nawet, gdy autor wypowiedzi zaprzecza, będzie upierał się i bronił własnego przekonania, bo nie potrafi, albo nie chce spojrzeć z innej perspektywy.

Ktoś dotknięty starczym otępieniem ma trudności ze znalezieniem, a potem i wydobyciem „odpowiednich słów”. Kiedy słyszy „dziewiętnasta” i mówi „nie ma ciasta” trudno zgadnąć, o co chodzi? Czy to gra w rymy? A może niedosłuch – przecież słowa brzmią podobnie. Można też pomyśleć, że aktualnie w świecie chorego istnieje całkiem odmienna rzeczywistość, do której nie ma w tym momencie dostępu.

Szukanie innej perspektywy czasem jest bardzo trudne, ale warto to robić z całych sił. W rezultacie można zapobiec wielu nieszczęściom – nie dopuszczać do głosu uczucia izolacji, frustracji, przygnębienia. Po to właśnie jest potrzebna komunikacja. Mówić tak, by inni nas słuchali i słyszeli. Słuchać tak, by inni do nas mówili.

wtorek, 26 czerwca 2018

Dawca schematów




Nie wiem, co mnie bardziej wkurza od współpracy z kimś, kto nie czuje się odpowiedzialny za powierzone mu zadania. Istnieje wiele usprawiedliwień, czy wyjaśnień nie brania na siebie odpowiedzialności – ktoś może czuć lęk przed podjęciem niewłaściwej decyzji, inny na wszelki wypadek asekuruje się, jeszcze inny jest po prostu wygodny a może leniwy? Niezależnie od powodów, dla których ludzie nie chcą brać odpowiedzialności za swoją pracę, trudno budować z nimi zespoły.

Nie podejmujesz inicjatywy, bo nie lubisz nic zmieniać. Nie proponujesz żadnych rozwiązań, bo inni mają rację. Oczekujesz, że ktoś – może przełożony – da Ci jakiś schemat działania, według którego będziesz się poruszać. Opierając się na utartych wzorach i procedurach będziesz robić to, czego oczekuje od Ciebie dawca schematów.

A co robisz, gdy coś pójdzie nie tak? Zdarzają się przecież sytuacje zaskakujące, w których schematyczne działania się nie sprawdzają? Lęk, wygoda, może lenistwo sprawiają, że szybko i bez trudu wskażesz kolegę – może nawet z innego działu – który na trzysta procent jest winny zaistniałej sytuacji. Ty oczywiście jesteś Ok. Dlatego unikniesz kary.

To bardzo wygodne. Unikasz kary wskazując winnego. Kolejna asekuracja i czujesz się bezpiecznie. Nie dostrzegasz sensu, by coś zmienić. Stajesz się bierna i cicha. Masz przecież odpowiednie kompetencje i przełożonego – dawcę schematów. Po co się wysilać? Po co podejmować ryzyko? Wszystko się jakoś kręci.

Jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za realizację zadań, uczysz się bezradności. Stoisz w miejscu zamiast rozwijać się, poznawać nowe opcje i możliwości. Jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za własną pracę, ktoś niepotrzebnie traci czas na realizację nie swoich zadań. Co, jeśli nie znajdziesz takiego w zespole?

Inicjatywa, sprawczość i odpowiedzialność za własne decyzje są szalenie interesujące i budują poczucie bezpieczeństwa. Każdy ma prawo wyrazić własne zdanie, zwłaszcza gdy jest odmienne od zdania innych. Każdy ma prawo popełnić pomyłkę, czy błąd. Każde zachowania rodzą określone konsekwencje. W atmosferze bezpieczeństwa łatwo naprawić to, co nie działa albo działa wadliwie. Niedbale wykonane zadanie też można poprawić, ale wykonawca musi ponieść konsekwencje.

Ciągle zapominam, że nie od każdego trzeba wymagać decyzyjności. Nie każdy dąży do tego by się rozwijać, dlatego nie każdy traktuje odpowiedzialność, jak coś wartościowego. Nie każdy postrzega decyzyjność, samodzielność i odpowiedzialność jako atrybuty i powód do dumy. To one dają nam poczucie Mocy – sprawczości, kontroli, władzy, wolności.

A jeśli to Ty jesteś dawcą schematów? Budujesz dysfunkcyjny zespół, którego członkowie słyszą Twoje deklaracje odnośnie samodzielności w podejmowaniu decyzji i odpowiedzialności za nie. Kiedy jednak pojawia się zadanie, chcesz znać każdy krok pracownika, komentujesz, udzielasz mało konstruktywnych informacji zwrotnych i bez skrępowania blokujesz realizację projektu. Koło się zamyka. Ty tracisz autorytet. Pracownicy przestają się angażować, wiedząc, że ich działania mogą zostać zdyskredytowane na każdym etapie. Z lęku albo braku opłacalności. To nie istotne. 


Wkurzam się mniej – racjonalizacja pomaga mi zebrać myśli.

czwartek, 19 kwietnia 2018

... sens traci sens ...




System przekonań, to od niego zależy, co zrobisz ze swoim życiem. Przekonania mogą zabrać Ci wolność i przejąć kontrolę nad Twoim Ja. Co to jest „Ja”? Zlepek ocen i innych projekcji Twojego umysłu. Myślisz o sobie dobrze, to Cię zadawala. Niektórzy nazywają ten stan szczęściem.

Inaczej jest, jeśli myślisz o sobie źle – wtedy zazwyczaj Twoje samopoczucie leci w dół. Może zdarzyć się, że wówczas pojawią się u Ciebie myśli o zmianie. Co chcesz zmienić? Ciało? Zachowanie? Myśli? Emocje? A może mózg – to tam ponoć mieszka umysł? 

Zauważasz, że masz jakieś idee i myśli. Skąd się tam wzięły i tworzą Twoje Ja? Uczysz się świata od chwili narodzin. Uczysz się od innych. Uczysz się słów i ich znaczeń. Uczysz się chodzić, doświadczasz, wyciągasz wnioski, budujesz strategie. To wszystko tworzy Twój niepowtarzalny system przekonań. Twoje Ja.

Jestem twórcą struktury moich przekonań. Mogę stworzyć, co zechcę i uwierzyć w dowolne kłamstwo. Jeśli chcę. Wszystko zależy ode mnie. Kiedyś wierzyłam w Świętego Mikołaja. To była przyjemność – święta, prezenty, radość wspólnoty stołu. Dziś wiem, że nie trzeba czekać na Świętego Mikołaja, by było przyjemnie. Święty Mikołaj to piękna opowieść dla małych dzieci, którzy jeszcze nie wiedzą, czym jest wolność. System przekonań, który tworzy mnie – moje Ja – zależy ode mnie.

Wierzysz w to, co mówią inni. Budujesz przekonania. Jedne sprawiają Ci ból i cierpisz. Inne dają Ci radość i spokój. Możesz myśleć o swoich myślach. Czy wierzysz w kłamstwo czy w prawdę? Jaka jest definicja prawdy? Czym jest kłamstwo? Jakie przekonania tworzą Twoje Ja?

Widzisz to, co chcesz zobaczyć. Słyszysz to, co pragniesz usłyszeć. Jesteś obdarzony wyobraźnią zdolną wyrazić niezliczone idee. Tworzysz myśli, które opisują, co inni ludzie robią, myślą, co mówią o Tobie. Twój umysł – Twoje Ja – właśnie wymyśliło kolejną opowieść, prawdziwą tylko dla Ciebie. Wierzysz w nią. To dlatego łatwo Ci krytykować tych, co mają odmienne zdanie, oparte na własnym systemie przekonań. Wierząc w „swoją prawdę” łatwo Ci potępiać innych, kwestionować ich zachowania. w ten sposób uzasadniasz własne założenia – prawdę w Twoim świecie.

Prawda czy fałsz? Wierzysz bez reszty w to, w co wierzysz. To Ty decydujesz, co jest kłamstwem. Wierzysz w coś, bo masz potrzebę wiedzy. Wiedza daje Ci poczucie mocy. Wiedząc, możesz kontrolować i czuć się bezpiecznie w Twoim świecie.

Łatwiej uwierzyć Ci, że masz wiedzę w każdej sprawie. Nie lubisz zadawać pytań. Twój system przekonań zawiera też to:
kto pyta jest niekompetentny
Z takim przekonaniem budujesz obraz świata i siebie oparty na założeniach. Zweryfikuj je. Odzyskaj wolność.

Czasem chęć do zmiany pojawia się za późno. Kiedyś stracisz zdolność myślenia. Z czasem procesy poznawcze wpadają w szpony otępienia - starczej demencji. I już nie dowiesz się, co jest prawdą, a co fałszem. Wydaje się, jakby Twoje Ja zaczęło działać przeciwko Tobie. Nie wiesz kim jesteś, gdzie jesteś i po co jesteś. Chwytasz przypadkowe myśli, ale nie możesz ich wypowiedzieć. Jesteś jak ruiny odnalezionego przypadkiem miasta, które dawniej tętniło życiem. Intruz może ograbić to, co jeszcze pozostało, zbezcześcić, a nawet zatrzeć ślad istnienia. Ciekawy podejmie próbę odtworzenia historii dawnej świetności, ocali od zapomnienia okazując szacunek i oddając należny hołd twórcom.

Zapomniane ruiny przykrywa pokaźna warstwa kurzu. Podobnie ma się Twój system przekonań – Twoje Ja. Zgubił się gdzieś sens i porządek. To, co kiedyś sprawiało Ci radość już nie istnieje. Miasto jest puste, ciche, zapomniane, niepotrzebne. Nie ma sił, środków ani chęci, by się odbudować.

Nerwowo łapiesz każdy ślad, każdy symbol, każdy okruch tego, co znane – wtedy wiesz, że Ty, to Twoje Ja. Powoli sens traci sens. Włącza się automatyczny pilot. Ośrodki w mózgu sterują Twoimi funkcjami fizjologicznymi. Włączają się instynkty. Reakcje stają się kompletnie nieproporcjonalne. Alarm. Awaria i jedno pragnienie – żeby nie bolało.


środa, 7 marca 2018

Motywuję. Nie straszę.




Życie to nie jest bajka – mawiają osoby z pokolenia jeszcze przed Baby Boomers. Pamięcią ogarniają drugą wojnę światową, przeżyli śmierć bliskich, doświadczyli czym jest syndrom opuszczonego gniazda i cały wachlarz różnych strat. Opuściły ich zdrowie, uroda, młodość, marzenia etc. Pozostały wspomnienia zdarzeń, którym kiedyś towarzyszyła euforia, radość i takie, co wywołały poczucie beznadziei i ogromnego smutku.

Czas sprawia, że silne emocje ustępują. Zdarza się, że cierpienie trwa dłużej niepostrzeżenie trawiąc duszę i ciało. Cierpienie jest udziałem każdego Człowieka. Jest niemierzalne. Znam osoby, które przeżyły katastrofy, życiowe tragedie, wojny i na pytanie o to, jak było tam wtedy? Odpowiadają - normalnie, choć ja sama uważam, że mogło być strasznie. Znam też takie osoby, które nie radzą sobie emocjonalnie ze świadomością posiadania pryszcza na nosie, który zniknie tak szybko jak się pojawił albo złamanego paznokcia, który w ciągu kilku dni przyrośnie. Nie wolno porównywać, kto cierpi bardziej.

Cierpienie kojarzy się z depresją. Pewnie dlatego, że wyraża się w uczuciu przykrości i smutku. Źródłem cierpienia jest nieuzasadniony lęk. Cierpienie wywołuje ból – doznania w ciele i poza nim. Ból egzystencjonalny.

Taki ból może zwiastować depresję – chorobę, która destabilizuje, a niekiedy zupełnie uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie Człowieka. Za wystąpienie depresji odpowiada "chemia mózgu" - zmiany równowagi neuroprzekaźników. To choroba, która może pojawiać się u osób o różnych typach osobowości i różnych zakresach zdolności do radzenia sobie z problemami życiowymi – nie ważne, czy jesteś zaradna życiowo, czy borykasz się z  trudnościami – depresja nie jest chwilową słabością.

Z samej swej natury, depresja sprawia, że nie jesteś w stanie samodzielnie radzić sobie z wieloma codziennymi sytuacjami – dlatego trudno jest Ci bez pomocy specjalisty. Na nic się zda powtarzanie „weź się w garść”. Tylko księżniczki z bajek mają tę Moc – życie to nie jest bajka. Żądanie, by ktoś przestał mieć depresję jest jak żądanie, by sprawił zrośnięcie złamanej kości. Takie próby wymuszania „niemożliwego” wywołują u chorego poczucie rozczarowania własnymi staraniami, wstyd lub poczucie niezrozumienia.

Depresja diagnozowana jest coraz częściej, równie często bywa lekceważona. Objawy depresji często traktowane są z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że nie widzisz sensu życia, swoich sukcesów i możliwości? - pytają Cię bliscy i przyjaciele. Dlaczego nie masz apetytu? To nie prawda, że nie masz ochoty wyjść z nami do pubu – deprecjonują Twoje objawy pseudoprzyjaciele. Zdrowy chorego nie zrozumie.

Ktoś, kto zaprzecza temu, co czuje inna osoba jest w błędzie. Udajesz, że nie widzisz, bo nie umiesz, nie chcesz wchodzić w relacje z kimś, kto jest słaby? Choroba jest postrzegana jako słabość. Błąd. Nieprawdziwe, a nieraz krzywdzące opinie nie ułatwiają chorym na depresję podjęcia decyzji o leczeniu. A depresję można wyleczyć. Należy stosować leki, a wiele przypadków wymaga również zmiany stylu życia. Można się tego nauczyć podczas spotkań terapeutycznych. Terapia pomaga znaleźć źródła destrukcyjnych myśli i zrozumieć zachowania, które najczęściej niszczą relacje chorego z innymi ludźmi.
Leczenie trwa czasem całe lata. Chorzy podejmują terapię i wielokrotnie z niej rezygnują. Niektórzy unikają specjalistów, boją się stanąć z prawdą twarzą w twarz lub uważają, że terapia nic nie daje. Niektórzy też rezygnują z leków, bo te zmieniają "chemię mózgu". Fakt. Antydepresanty wspomagają działanie neuroprzekaźników, dzięki czemu nastroje chorego stają się bardziej stabilne i zanikają częste huśtawki nastroju. Najlepsze, co można zrobić, to motywować do leczenia i terapii.

Każdy z nas od czasu do czasu ma gorszy dzień, nie czuje się w pełni swoich możliwości. Smutek jest i powinien być naturalną reakcją na przykre dla nas wydarzenia. To, że czujemy przygnębienie i czasowy brak chęci do życia np. gdy świat nam się usunął spod stóp po stracie bliskiej osoby, świadczy o zdrowiu psychicznym - trzeba dać sobie czas na przeżycie straty, na żałobę.

Smutek w depresji trwa nieustannie i nie wiąże się z żadnym konkretnym wydarzeniem. Chorzy doświadczają poczucia pustki, niepokoju i ciągle towarzyszy im napięcie. Ich codzienność staje się nie do zniesienia z powodu odczuwanego bólu i mozołu. Każda, nawet najprostsza czynność wymaga wysiłku, do którego chory czuje się przymuszany.

Mózg, tak jak każdy inny organ w organizmie, może działać nieprawidłowo. I tak jak każdy inny organ ma prawo do leczenia farmakologicznego, wspieranego psychoterapią. Depresja nie minie jak grypa, czy lekkie przeziębienie. Bez wsparcia, w atmosferze niestosownych żartów, ośmieszania smutków i lekceważenia braku motywacji rodzi się stygmatyzacja chorych na depresję. Osoby stygmatyzowane rzadziej dzielą się własnymi problemami. Nie potrafią prosić o pomoc. Nie przyjmują leków, opuszczają umówione wizyty z terapeutą. Nie ujawniają swojej choroby w pracy w obawie przed dyskryminacją lub wykluczeniem społecznym albo kwestionowaniem ich kompetencji. Co więcej, uczą się maskować swoją chorobę.

Depresja jest najbardziej rozpowszechnionym zaburzeniem psychicznym na świecie. Zaburza nastrój, sposób myślenia, sprawia, że nie potrafisz sprostać codziennym obowiązkom, tracisz motywację do działania. Tracisz nadzieję na lepsze jutro. Depresja odbiera Ci poczucie własnej wartości. Tracisz zainteresowanie tym, co jeszcze wczoraj sprawiało Ci przyjemność. Zamykasz się w świecie swoich własnych myśli powoli tracąc wszystko i wszystkich.

Kochaj życie. Powtórki nie będzie – Sarah Morgan "Cud na Piątej Alei". 

Motywuję Cię, nie straszę.

środa, 7 lutego 2018

Tchórz, oszust, akwizytor



Rozmawialiśmy. Wiesz, która sprawa była dla mnie ważna? Czy w ogóle pamiętasz naszą rozmowę? Przyjaciele znają wartość zaufania, jakim się darzą. Podobno.

Jesteś dumna z moich dokonań? Nie słyszę i nie dostrzegam tego. Każdy może poklepać moje plecy, gdy odnoszę kolejny sukces. Wielu chętnie mnie pocieszy, kiedy coś się nie układa. Przyjaciel nie zazdrości. Przyjaciel jest.

Czasem codzienność absorbuje mnie tak, że nie jestem w stanie skoncentrować się na innych tak bardzo, jak bym chciała. Dlatego nie oceniam nikogo za "dziś" tylko za całokształt. Wyjaśniam sprawy, pytając o skutki, szukając intencji, poznając fakty. Nie manipuluję niemal bez przerwy jak oszust, który chce wszystko i wszystkich kontrolować, stwarza pozory "uczynnego i oddanego przyjaciela". Przyjaciel nie stara się być miły, bo taki właśnie jest.

Każdy człowiek ma swoje motywy działania - niektóre są dobre, a inne złe. Motywom towarzyszą emocje. Ponad dwa tysiące lat temu, Arystoteles dostrzegł, że pod wpływem silnych uczuć łatwo dajemy się oszukać - tchórz ze strachu, a kochanek z miłości ulegają złudzeniom. Tchórzowi nawet z powodu niewielkiego podobieństwa wydaje się, że widzi wroga, a kochankowi, ze widzi ukochaną.

Stany emocjonalne wywołujemy sami, albo zależą od czynników zewnętrznych. Jedno jest pewne - każdy odpowiada za swoje uczucia i zachowania.

- Jak możesz tak mówić? Przykro mi, że mi nie ufasz - wzbudzasz poczucie winy.

- Szef się z tego nie ucieszy. Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. Jesteś głupi, skoro nie rozumiesz - straszysz.

- Myślę, że jesteś dobrym specjalistą. Inni też tak mówią. Będę rozczarowana, jeśli się nie przyłączysz - przemawia potrzeba bycia lubianym.

czwartek, 11 stycznia 2018

Twoja racja to nie relacja





Niektórzy pojawiają się znienacka. Mieszają, mącą w naszych sercach. A potem znikają bez pożegnań. Żadne czary, tylko nasza naiwność pozwala byle komu się oswoić.
Antoine de Saint-Exupery Mały Książę.

Kiedy z Tobą rozmawiam, skupiam się na historii, którą mi opowiadasz. Wsłuchuję się w radość, smutek, lęk, wstyd i inne emocje, które czają się gdzieś za słowami. Czasem coś komentuję, o coś pytam, by uporządkować to, dokąd prowadzi nas ta rozmowa. Jaka jest Twoja potrzeba? Co dziś, teraz, właśnie w tym momencie jest dla Ciebie najważniejsze? Pamiętam, że to, co dziś istotne dla mnie może być dla Ciebie na ostatniej pozycji listy potrzeb do realizacji.

Dla mnie najważniejsza jest Wolność. Masz prawo myśleć, co tylko chcesz. Ja też mam to prawo. Masz prawo do opinii i ocen. Ja mam to samo prawo. Masz prawo do uczuć i ja je mam. Mam Wolność i Ty ją masz.

Mówisz mi, że mam rację. Racja to nie relacja. Nawet moja racja i Twoja racja nie daje relacji. Nie ma dwóch takich osób, które zgadzałyby się we wszystkim i zawsze. Spróbuj wysłuchać moich racji, zrozum je i poznaj moje emocje. Daj mi skorzystać z należnego mi prawa do Wolności, to Ona właśnie buduje relacje.

Relacja jest wtedy, gdy rozumiesz co mówię i jak się czuję, a nie wtedy kiedy pouczasz, że nie powinnam tak się czuć i nie mam racji. Im głośniej krzyczysz, tym mniej Cię słucham. Nie jestem wojownikiem na wojnie. Nie podejmuję zaczepek, nie wchodzę w gry. Nie interesuje mnie ani wygrana, ani przegrana – liczy się relacja. Podejmuję próbę i znów czekam. Nie dzieje się Nic. Realizuję różne sposoby wypełniania danego nam Czasu. Wsłuchuję się …

Nawet jeśli wierzysz, że masz rację, rozważ możliwość, że możesz się mylić. Pokora zawsze udoskonala relacje.
 Joyce Meyer

Racja może być żywnościowa, wtedy staje się Twoim pokarmem. Jest taka indiańska przypowieść według której w każdym Człowieku toczy się walka wilków. Jeden jest odważny, kieruje się zasadami i honorem, drugi kipi wrogością, chęcią zemsty i niebywałą agresją. Zwycięża ten, którego Człowiek karmi. Jaką racją karmisz swojego wilka?

Masz do wyboru: zazdrość, kłamstwo, lęk przed odrzuceniem albo porażką, koncentrowanie się wyłącznie na sobie albo szacunek, prawość, wspaniałomyślność, łagodność, takt, życzliwość, wyrozumiałość.


Moja naiwność pozwala mi wierzyć, że wszystko jest możliwe. Moja naiwność to moja ochrona przed zgorzknieniem i zwątpieniem. Naiwność pozwala mi ufać, że są ludzie, którzy nie zawiodą, gdy będę w potrzebie. Jestem optymistką, dlatego nie przyznajesz mi racji?