czwartek, 27 czerwca 2019

Oczarował mnie drozd śpiewak







Nie z wyrachowania, oczywiście, tylko dlatego, że taka jestem – trochę narcystyczna, trochę skromna, piszę do Ciebie. Troszeczkę mogę zmienić swoje zachowanie, stosując się do norm i reguł, które w różnych środowiskach obowiązują. Ty też możesz się troszeczkę nagiąć. Może spróbuj dodać coś innego do swojej codzienności. Wstydliwy balast odrzuć precz.

Nie wpadaj w panikę, kiedy coś Ci się nie uda – zawsze są jakieś możliwości, mimo, że zegar biologiczny tyka. Nic nie jest idealne – ani świat, ani my sami. Życie, to proces, który biznes podzielił na etapy – nie próbuj się dopasować za wszelką cenę. No oczywiście, że możesz co nieco poprawić w swoim wyglądzie. Pomyśl, czy zabiegi stylisty albo nowoczesne kosmetyki pokonają Naturę? Coś przemija, coś się rodzi – to są codzienne smutki i radości, poczucie pustki albo entuzjazm wspólnoty.

Tego roku na moim działkowym ganeczku uwił gniazdko drozd śpiewak. Widziałam z jaką troską dorosłe ptaki strzegły zjawiskowe niebieskie jaja. Słyszałam śpiewy, trele, a nawet skrzeczące piski, gdy porozumiewały się ze sobą, widząc w pobliżu moje koty. Aż w końcu udało mi się zobaczyć pierwszy lot maluchów. Bezcenne.

   

Piękno tkwi w narodzinach, tak samo jak w przemijaniu. Nie trzeba za wszelką cenę być doskonałym, ale próbować trzeba. Przecież ptak nie może całe swoje życie spędzić w gnieździe. To Natura decyduje o wielu kwestiach. Ja czuję się niedoskonała i niedokończona. Może dlatego tak łatwo zachwycam się przejawami życia. Najbardziej tymi unikatowymi, ulotnymi.

Bywa mi też bardzo trudno, np. gdy na mojej drodze stanie ktoś, kto nie słucha argumentów. Poziom komunikowania się osiąga wówczas zero. w świecie przyrody to chyba oznacza śmierć – skąd te urocze maluchy drozda śpiewaka miałyby wiedzieć, że nadszedł czas na bezpieczne opuszczenie gniazdka, gdyby nie śpiew i powietrzne wygibasy dorosłych?

Kiedy spotkam na swojej drodze kogoś, kto unika dialogu, złoszczę się, bo budzi to we mnie mordercze instynkty. Staram się więc omijać taki gatunek, bo jak wynika z logiki, nie komunikując się z innymi, dąży taki ktoś - na własne życzenie - do zagłady. Taki ktoś sądzi, że ma monopol na rację – to, że może się mylić nie wchodzi w grę. A przecież każdy ma prawo do swojej opinii. 

Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje relacji z innymi. Gdy brakuje nam stymulacji społecznej, czujemy się samotni, wyobcowani, popadamy w depresyjne stany. Jeśli ktoś nie buduje relacji, żąda przyjęcia wyłącznie swojej argumentacji, a rozmowa bardziej przypomina monolog, inni izolują się od niego. Powstaje błędne koło. Nazywaj własne emocje. Wyrażaj własne poglądy. Informuj na czym opierasz własne przekonania. Jeśli rozmowa wydaje Ci się zadaniem ponad Twoje możliwości, wyślij codziennie choć jedną wiadomość – nawiązuj kontakt z ludźmi. Tylko tak można nauczyć się budowania relacji. Nie zapomnij odpowiedzieć.

czwartek, 31 stycznia 2019

Pełnia Zdrowia




Psychiczny dobrostan wyznacza stan naszego zdrowia. Dla jednych taki stan nazywa się szczęściem, dla innych sukcesem, a jeszcze inni mówią o tym Pełnia Zdrowia

Definicja zdrowia przyjęta przez Światową Organizację Zdrowia wyjaśnia, że zdrowie to nie tylko całkowity brak choroby, czy kalectwa, ale także stan pełnego, fizycznego, umysłowego, duchowego i społecznego dobrostanu.

Jak się czujesz? Czy nic Cię nie boli? Czy Twoje potrzeby są zaspokojone – nie odczuwasz lęku, smutku? Jesteś zadowolony ze swojego życia i pełnionych ról? Jesteś dobrym ojcem, mężem, bratem, szefem? Czy wokół Ciebie są osoby, z którymi możesz dzielić się planami, marzeniami, troskami, dyskutować o wszystkim i niczym nie mając przy tym poczucia bezsensownego upływu czasu? Wierzysz w Moc silniejszą od Twojej?


Brak psychicznego dobrostanu to coś, czego wszyscy doświadczamy. Życie bywa trudne, czasami trudniejsze, a nawet bardzo trudne. Różnie manifestujemy przeżywane troski: płacząc, narzekając, śpiąc w nadmiarze albo nie śpiąc wcale. Jedni piją, inni się objadają, niektórzy się złoszczą, a jeszcze inni zaczynają aktywnie biegać. W zależności od mody i możliwości uciekamy w świat książek albo „zmieniamy” swoje awatary w Sieci. Niektórzy zmieniają partnerów inni swoje ciała w salonach piękności, jeszcze inni ciągle zmieniają wszystko co się da: stroje, meble, diety, poglądy, partnerów, traktując drugiego człowieka jak rzecz. Bywa też tak, że dopada nas szereg przypadłości wymagających interwencji lekarzy specjalistów.

W odpowiedzi na doświadczany stres czujemy fizyczny ból. Kiedy ciało boli, pomyśl jaka może być przyczyna?
Zdarza Ci się obudzić z odczuciem bólu w stawach, które ograniczają Twoją sprawność i przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu? Boli, ale nie potrafisz wskazać żadnych objawów świadczących o jakiejś konkretnej chorobie? Może być tak, że ból po jakimś czasie sam znika i wszystko wraca do normy.

Choroba, z perspektywy medycznej, to biologiczna dysfunkcja ciała. Kiedy lekarze na podstawie wskaźników opisujących choroby mówią, że wszystkie parametry są odpowiednie, zgodne z normą, a Ty czujesz się chory – czas na wizytę u psychiatry i psychologa.

Cierpisz faktycznie. Nikt tego nie kwestionuje. Lekarz wie, że cierpisz i nie zamierza bagatelizować Twojego cierpienia – zastanawia się, czy przyczyna Twojego stanu nie ma przypadkiem natury psychologicznej?

Nie sprzeciwiaj się. Nie obrażaj. Nie zaprzeczaj. Nie jesteś szalony, ani psychicznie chory. Lekarz nie może z całą pewnością stwierdzić, jaka jest przyczyna Twojego cierpienia, potrzebny jest szczegółowy wywiad – możliwe, że to stłumiony stres ujawnia się w formie fizycznych dolegliwości.

Wpływ psychiki na ciało dostrzegano od dawna. Grecki lekarz Hipokrates 400 lat przed naszą erą wykorzystywał analizę snów w leczeniu swoich pacjentów. Jednak aż do XX wieku panował pogląd, że cierpienie człowieka nie poddające się leczeniu było przejawem szaleństwa albo opętania przez złe moce. 

Mimo, że w czary przestaliśmy wierzyć, to jednak wolimy szukać czynników zewnętrznych odpowiedzialnych za nasze złe samopoczucie. Wszelkie zło mieści cię w wirusach, pestycydach, słupach wysokiego napięcia, a na pewno w intencjach sąsiada.

Objawy, których powodem jest stres lub lęk są wytworem Twojego umysłu. To, jak wyglądają, zależy od Twojej wiedzy o chorobach i funkcjonowaniu ludzkiego ciała.

Świat jest pełen rzeczy, których nie możemy zobaczyć, a jednak wiemy lub wierzymy, że istnieją. Jesteśmy świadomi naszych myśli, ale jak myślimy? – to już nie jest takie oczywiste.

Cierpisz faktycznie. Nikt tego nie kwestionuje. Twój gniew mówi o tym, że wiadomość, jaką przekazał Ci lekarz została usłyszana. To pierwszy krok do zdrowienia.

Człowiek zdrowy wyraża swoje emocje, nawet te nieprzyjemne, opowiada o wydarzeniach, w których uczestniczył, nawet, jeśli jego postawa może być oceniona przez słuchających jako nieodpowiednia. Człowiek zdrowy potrafi zmienić swoje zamiary, mieć pod kontrolą własne zachowania i kierować swoimi myślami. Rozumie przekonania, które wyznaczają mu kierunek działań. Planując swoje zachowania wybiera wartości, których przestrzeganie nie łamie norm i zasad obowiązujących w środowisku, w którym nawiązuje satysfakcjonujące relacje. Słyszy treść komunikatów, którymi posługują się inni ludzie, rozumie je i traktuje jak źródło wiedzy, dzięki której wzbogaca dialogi i buduje relacje.

Osoba, która słyszy, że jej choroba ma podłoże psychiczne czuje się oskarżona o to, że kłamie, udaje lub jedynie wyobraża sobie swoje objawy i cierpienie. Ten mechanizm można też zaobserwować w skrajnie odmiennej sytuacji – kiedy bardzo pragniesz wyzdrowieć i masz nadzieję, że leczenie, które otrzymujesz będzie skuteczne Twoje samopoczucie poprawia się dzięki Twojej woli i mocy Twojego umysłu.

Wszyscy od czasu do czasu miewamy objawy fizyczne, których przyczyny tkwią w psychice. Każdy z nas jest inny. Łatwo zaszufladkować drobne odchylenia od normy jako nieprawidłowość, podczas gdy w rzeczywistości jest to dowód na to, że trochę się od siebie różnimy.


Inspiracje do napisania tego tekstu zaczerpnęłam z książki Suzanne O’Sullivan „Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych”.


poniedziałek, 24 grudnia 2018

... a bliźniego swego jak siebie samego



Niczym nie zakłóconego czasu radowania się...
 
Możesz to zrobić. Przygotuj z bliskimi wigilijną wieczerzę. Pomagaj i okazuj wdzięczność, uważnie czekaj na pierwszą gwiazdkę. Zbliż się do tradycji ... podziel się szczerze tradycyjnym opłatkiem ... to Magiczna Chwila.
 
Prezentów moc Ci życzę. Radości. Miłości Nadziei. Niech przy wigilijnym stole znajdzie się ktoś, z kim szczerze porozmawiasz o swoich troskach. Nawet jeśli to tylko zmęczony wędrowiec. Niech nigdy nie zabraknie Ci marzeń.
 
Niech spełnią się świąteczne życzenia ... wszystkie ...
te, które ślesz innym i te, które od innych dostajesz.
  
I najważniejsze ...

Życzę nam wszystkim, aby po świętach pozostało coś więcej niż prezenty. By życzenia w słowach zawarte nie traciły mocy


piątek, 16 listopada 2018

Ogarnę się jeszcze, bo ufam



Ciężko jest ukryć rozczarowanie i żal kiedy uświadomisz sobie, że Twoje starania poszły na marne. Ogarnę się jednak, bo ufam.

Zaufanie nie jest zero jedynkowym zjawiskiem. Mogę Ci dać kredyt zaufania. Tak po prostu, kierowana ciekawością, co z tego wyniknie? Mogę Ci ufać w jednej sytuacji – zawsze wybierasz dobrą muzykę, ale nie zaufam Ci, a przynajmniej będę miała wątpliwości, prosząc Cię o pilnowanie upływu Czasu.

Czym jest zaufanie? To taki stan, kiedy nie potrzebuję i nie oczekuję od Ciebie żadnych wyjaśnień. Nie analizuję każdego Twojego zachowania, doszukując się intencji, które stanowią dla mnie potencjalne zagrożenie. 

Dlaczego ufasz lub nie ufasz? W dużej mierze to zależy od Twoich przekonań. Ja ufam lekarzom. Kiedy stanie się coś, co wymaga interwencji medycznej, jestem wzorową pacjentką i bez szemrania wykonuję każde polecenie. Ostatnie doświadczenie w tym obszarze zawdzięczam mojej Pani Stomatolog. Tkwiłam na fotelu z rozwartą paszczą i zastanawiałam się, skąd u mnie tyle zaufania? A może to lęk przed przypadkowym zranieniem? – przyszło mi do głowy? Na koniec pomyślałam, że jednak ufam mojej Pani Stomatolog, bo ufam sobie. Podjęłam decyzję, dokonałam wyboru, rozważyłam wszystkie za i przeciw, czemu mam się rozczarować? Uznaję jej profesjonalizm – dotychczas mnie nie zawiodła. Czasem nie mam wpływu na wszystko i wszystkich ale mogę się włączyć współpracując jak najlepiej potrafię, by osiągnąć cel. Siedziałam w napięciu w niekomfortowej pozycji, aż poczułam znużenie. Zadziwiające.


Zaufałam sobie również wtedy, kiedy wybrałam się na wędrówkę z osobami nieznajomymi. I nie zawiodłam się. Wszyscy mieliśmy podobne oczekiwania i ten sam cel odległy o jakieś 250 kilometrów. Oczekiwania mają znaczący wpływ na to jak interpretujemy rzeczywistość. Podobne oczekiwania, podobna interpretacja codzienności – podobne zwątpienia i troski, podobne radości – dały mieszankę stanów, które budowały atmosferę bezpieczeństwa i właśnie zaufania. Nikt nie obawiał się krytyki za sapanie, chrapanie, stękanie czy cieknący pot z czoła. Owszem zdarzały się napięcia i puszczały nerwy, kiedy nie potrafiliśmy odpuścić codziennych rytuałów i osobistych nawyków. Różniły nas przyzwyczajenia kulinarne, czas potrzebny na regenerację sił, temperament. Szybko jednak wypowiadaliśmy magiczne słowa – rób wszystko to, co potrzebujesz w wolności. Pragnęliśmy i potrzebowaliśmy tego samego – siły, by przejść wyznaczony odcinek drogi, chwili na własne rozważania, uwagi, by dostrzec uroki otaczającego świata i wymienić z innymi refleksje, podzielić się troskami, marzeniami. I to wszystko. Mało i dużo. Tyle samo, co sens codziennego życia. Być blisko siebie w zgodzie z innymi. Zaufanie, solidarność, odpowiedzialność dają odwagę do działania. Rodzi się wspólna tożsamość. Nie ufasz, nie nawiązujesz relacji. Nie dajesz i nie bierzesz. Brak wymiany kieruje Cię w towarzyski niebyt. Zamykasz się. Twoje pojęcie, kim jesteś, nie wzbogaca się o kolejną tożsamość grupową. Poczucie współbrzmienia emocjonalnego z innymi jest Ci obce.

Kiedy ktoś zawiedzie, trudno jest zaufać ponownie. Kiedy ktoś zawiedzie musisz zmierzyć się z przykrymi emocjami – odrzuceniem, wstydem, smutkiem. Te emocje najczęściej przykrywa złość. Czujesz rozczarowanie i może nawet lęk przed doświadczeniem kolejnego zawodu. I co? Długo wytrzymasz w tym niepewnym trwaniu? Jasne, że nie. Żeby nabrać przekonania, że inni są uczciwi w swoich zamiarach i działaniach, trzeba coś wspólnie zrobić, w coś się zaangażować, wyjść poza własną strefę komfortu. Kto jest gotów?

niedziela, 22 lipca 2018

Dziewiętnasta. Nie ma ciasta




- Która godzina? - pyta ktoś. – Dziewiętnasta – odpowiada inny. Trzeci na to ze zdziwieniem – nie ma ciasta?

Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy, a czas sobie płynie banalnie tik – tak. Okazuje się, że obfitość środków komunikacji, która wciąż rośnie, wcale nie poprawia naszych relacji. Nie słuchamy się, czy raczej mówimy do siebie bez należytej precyzji?

Osoby praktykujące medytacje stawiają taki dylemat – Czy w lesie słychać odgłos walącego się drzewa, jeśli w pobliżu nie ma nikogo, by go usłyszał? Odpowiedź jest prosta – oczywiście, że NIE słychać. Dźwięk słyszymy dzięki percepcji. Kiedy drzewo przewraca się, powstają fale dźwiękowe, ale nie ma żadnego odgłosu ani dźwięku jeśli, ktoś tego nie usłyszy.

Jeśli mówię coś do Ciebie, to jestem tylko nadawcą komunikatu – nie komunikujemy się. Możesz to zmienić, jeśli odbierzesz sygnał. Tak długo, jak nie usłyszysz, będę się tylko wypowiadać. Oczywiście mogę próbować różnych sposobów, by dotrzeć do Twojej percepcji. To trudne, bo to co dla mnie oczywiste i co potrafię jasno ocenić na podstawie własnych doświadczeń dla Ciebie takie nie jest – Ty masz swoje doświadczenia.

Lubię, rozwiązując zawiłości komunikacyjne, przywoływać powszechnie znaną przypowieść o czterech mędrcach, którzy na dodatek byli ślepcami i podróżowali razem przed świat. Pewnego dnia na swojej drodze spotkali przeszkodę i kompletnie nie mogli zrozumieć, jak ją pokonać. Pierwszy mędrzec mówił, że to kolumna lub filar, który na spodzie jest miękki i delikatny i porusza się bezszelestnie. Drugi twierdził, że to coś twardego i podłużnego i ma ostre zakończenie, o nie zbyt dużej średnicy. Trzeci przekonywał, że ma do czynienia z cienkim sznurkiem, a czwarty, że przed nim jest duża powierzchnia czegoś, co gdy się porusza wzbudza lekki powiew.

Jak wiadomo, każdy ma swój model świata zbudowany z własnych doświadczeń, systemu wartości, przekonań i systemu wiedzy o sobie, innych ludziach i świecie. Nie ma obiektywnej rzeczywistości. To percepcja każdego z nas, tworzy rzeczywistość. Czterej mędrcy, spotkali na swojej drodze słonia. Każdy starzec uruchomił swoją percepcję, dopuszczając do głosu tylko te bodźce, które miał w zasięgu ręki – jeden dotykał nogi, drugi słoniowego kła, trzeci ogona, a czwarty ucha. Każdy z nich dotykał innej części ciała słonia i upierał się przy swoich wnioskach. To taka piękna metafora ludzkiej natury – patrzymy z własnej perspektywy nie pamiętając, że zazwyczaj każdy ma swoją, a nawet "swojszą".

Widzimy i słyszymy to, co spodziewamy się zobaczyć i usłyszeć. Ktoś, kto uważa siebie za osobę słabszą, gorszą, mniej kompetentną, mniej zabawną – w każdej wypowiedzi znajdzie coś, co odczyta jako pretensję do siebie, kolejną krzywdę. Nawet, gdy autor wypowiedzi zaprzecza, będzie upierał się i bronił własnego przekonania, bo nie potrafi, albo nie chce spojrzeć z innej perspektywy.

Ktoś dotknięty starczym otępieniem ma trudności ze znalezieniem, a potem i wydobyciem „odpowiednich słów”. Kiedy słyszy „dziewiętnasta” i mówi „nie ma ciasta” trudno zgadnąć, o co chodzi? Czy to gra w rymy? A może niedosłuch – przecież słowa brzmią podobnie. Można też pomyśleć, że aktualnie w świecie chorego istnieje całkiem odmienna rzeczywistość, do której nie ma w tym momencie dostępu.

Szukanie innej perspektywy czasem jest bardzo trudne, ale warto to robić z całych sił. W rezultacie można zapobiec wielu nieszczęściom – nie dopuszczać do głosu uczucia izolacji, frustracji, przygnębienia. Po to właśnie jest potrzebna komunikacja. Mówić tak, by inni nas słuchali i słyszeli. Słuchać tak, by inni do nas mówili.

wtorek, 26 czerwca 2018

Dawca schematów




Nie wiem, co mnie bardziej wkurza od współpracy z kimś, kto nie czuje się odpowiedzialny za powierzone mu zadania. Istnieje wiele usprawiedliwień, czy wyjaśnień nie brania na siebie odpowiedzialności – ktoś może czuć lęk przed podjęciem niewłaściwej decyzji, inny na wszelki wypadek asekuruje się, jeszcze inny jest po prostu wygodny a może leniwy? Niezależnie od powodów, dla których ludzie nie chcą brać odpowiedzialności za swoją pracę, trudno budować z nimi zespoły.

Nie podejmujesz inicjatywy, bo nie lubisz nic zmieniać. Nie proponujesz żadnych rozwiązań, bo inni mają rację. Oczekujesz, że ktoś – może przełożony – da Ci jakiś schemat działania, według którego będziesz się poruszać. Opierając się na utartych wzorach i procedurach będziesz robić to, czego oczekuje od Ciebie dawca schematów.

A co robisz, gdy coś pójdzie nie tak? Zdarzają się przecież sytuacje zaskakujące, w których schematyczne działania się nie sprawdzają? Lęk, wygoda, może lenistwo sprawiają, że szybko i bez trudu wskażesz kolegę – może nawet z innego działu – który na trzysta procent jest winny zaistniałej sytuacji. Ty oczywiście jesteś Ok. Dlatego unikniesz kary.

To bardzo wygodne. Unikasz kary wskazując winnego. Kolejna asekuracja i czujesz się bezpiecznie. Nie dostrzegasz sensu, by coś zmienić. Stajesz się bierna i cicha. Masz przecież odpowiednie kompetencje i przełożonego – dawcę schematów. Po co się wysilać? Po co podejmować ryzyko? Wszystko się jakoś kręci.

Jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za realizację zadań, uczysz się bezradności. Stoisz w miejscu zamiast rozwijać się, poznawać nowe opcje i możliwości. Jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za własną pracę, ktoś niepotrzebnie traci czas na realizację nie swoich zadań. Co, jeśli nie znajdziesz takiego w zespole?

Inicjatywa, sprawczość i odpowiedzialność za własne decyzje są szalenie interesujące i budują poczucie bezpieczeństwa. Każdy ma prawo wyrazić własne zdanie, zwłaszcza gdy jest odmienne od zdania innych. Każdy ma prawo popełnić pomyłkę, czy błąd. Każde zachowania rodzą określone konsekwencje. W atmosferze bezpieczeństwa łatwo naprawić to, co nie działa albo działa wadliwie. Niedbale wykonane zadanie też można poprawić, ale wykonawca musi ponieść konsekwencje.

Ciągle zapominam, że nie od każdego trzeba wymagać decyzyjności. Nie każdy dąży do tego by się rozwijać, dlatego nie każdy traktuje odpowiedzialność, jak coś wartościowego. Nie każdy postrzega decyzyjność, samodzielność i odpowiedzialność jako atrybuty i powód do dumy. To one dają nam poczucie Mocy – sprawczości, kontroli, władzy, wolności.

A jeśli to Ty jesteś dawcą schematów? Budujesz dysfunkcyjny zespół, którego członkowie słyszą Twoje deklaracje odnośnie samodzielności w podejmowaniu decyzji i odpowiedzialności za nie. Kiedy jednak pojawia się zadanie, chcesz znać każdy krok pracownika, komentujesz, udzielasz mało konstruktywnych informacji zwrotnych i bez skrępowania blokujesz realizację projektu. Koło się zamyka. Ty tracisz autorytet. Pracownicy przestają się angażować, wiedząc, że ich działania mogą zostać zdyskredytowane na każdym etapie. Z lęku albo braku opłacalności. To nie istotne. 


Wkurzam się mniej – racjonalizacja pomaga mi zebrać myśli.

czwartek, 19 kwietnia 2018

... sens traci sens ...




System przekonań, to od niego zależy, co zrobisz ze swoim życiem. Przekonania mogą zabrać Ci wolność i przejąć kontrolę nad Twoim Ja. Co to jest „Ja”? Zlepek ocen i innych projekcji Twojego umysłu. Myślisz o sobie dobrze, to Cię zadawala. Niektórzy nazywają ten stan szczęściem.

Inaczej jest, jeśli myślisz o sobie źle – wtedy zazwyczaj Twoje samopoczucie leci w dół. Może zdarzyć się, że wówczas pojawią się u Ciebie myśli o zmianie. Co chcesz zmienić? Ciało? Zachowanie? Myśli? Emocje? A może mózg – to tam ponoć mieszka umysł? 

Zauważasz, że masz jakieś idee i myśli. Skąd się tam wzięły i tworzą Twoje Ja? Uczysz się świata od chwili narodzin. Uczysz się od innych. Uczysz się słów i ich znaczeń. Uczysz się chodzić, doświadczasz, wyciągasz wnioski, budujesz strategie. To wszystko tworzy Twój niepowtarzalny system przekonań. Twoje Ja.

Jestem twórcą struktury moich przekonań. Mogę stworzyć, co zechcę i uwierzyć w dowolne kłamstwo. Jeśli chcę. Wszystko zależy ode mnie. Kiedyś wierzyłam w Świętego Mikołaja. To była przyjemność – święta, prezenty, radość wspólnoty stołu. Dziś wiem, że nie trzeba czekać na Świętego Mikołaja, by było przyjemnie. Święty Mikołaj to piękna opowieść dla małych dzieci, którzy jeszcze nie wiedzą, czym jest wolność. System przekonań, który tworzy mnie – moje Ja – zależy ode mnie.

Wierzysz w to, co mówią inni. Budujesz przekonania. Jedne sprawiają Ci ból i cierpisz. Inne dają Ci radość i spokój. Możesz myśleć o swoich myślach. Czy wierzysz w kłamstwo czy w prawdę? Jaka jest definicja prawdy? Czym jest kłamstwo? Jakie przekonania tworzą Twoje Ja?

Widzisz to, co chcesz zobaczyć. Słyszysz to, co pragniesz usłyszeć. Jesteś obdarzony wyobraźnią zdolną wyrazić niezliczone idee. Tworzysz myśli, które opisują, co inni ludzie robią, myślą, co mówią o Tobie. Twój umysł – Twoje Ja – właśnie wymyśliło kolejną opowieść, prawdziwą tylko dla Ciebie. Wierzysz w nią. To dlatego łatwo Ci krytykować tych, co mają odmienne zdanie, oparte na własnym systemie przekonań. Wierząc w „swoją prawdę” łatwo Ci potępiać innych, kwestionować ich zachowania. w ten sposób uzasadniasz własne założenia – prawdę w Twoim świecie.

Prawda czy fałsz? Wierzysz bez reszty w to, w co wierzysz. To Ty decydujesz, co jest kłamstwem. Wierzysz w coś, bo masz potrzebę wiedzy. Wiedza daje Ci poczucie mocy. Wiedząc, możesz kontrolować i czuć się bezpiecznie w Twoim świecie.

Łatwiej uwierzyć Ci, że masz wiedzę w każdej sprawie. Nie lubisz zadawać pytań. Twój system przekonań zawiera też to:
kto pyta jest niekompetentny
Z takim przekonaniem budujesz obraz świata i siebie oparty na założeniach. Zweryfikuj je. Odzyskaj wolność.

Czasem chęć do zmiany pojawia się za późno. Kiedyś stracisz zdolność myślenia. Z czasem procesy poznawcze wpadają w szpony otępienia - starczej demencji. I już nie dowiesz się, co jest prawdą, a co fałszem. Wydaje się, jakby Twoje Ja zaczęło działać przeciwko Tobie. Nie wiesz kim jesteś, gdzie jesteś i po co jesteś. Chwytasz przypadkowe myśli, ale nie możesz ich wypowiedzieć. Jesteś jak ruiny odnalezionego przypadkiem miasta, które dawniej tętniło życiem. Intruz może ograbić to, co jeszcze pozostało, zbezcześcić, a nawet zatrzeć ślad istnienia. Ciekawy podejmie próbę odtworzenia historii dawnej świetności, ocali od zapomnienia okazując szacunek i oddając należny hołd twórcom.

Zapomniane ruiny przykrywa pokaźna warstwa kurzu. Podobnie ma się Twój system przekonań – Twoje Ja. Zgubił się gdzieś sens i porządek. To, co kiedyś sprawiało Ci radość już nie istnieje. Miasto jest puste, ciche, zapomniane, niepotrzebne. Nie ma sił, środków ani chęci, by się odbudować.

Nerwowo łapiesz każdy ślad, każdy symbol, każdy okruch tego, co znane – wtedy wiesz, że Ty, to Twoje Ja. Powoli sens traci sens. Włącza się automatyczny pilot. Ośrodki w mózgu sterują Twoimi funkcjami fizjologicznymi. Włączają się instynkty. Reakcje stają się kompletnie nieproporcjonalne. Alarm. Awaria i jedno pragnienie – żeby nie bolało.