Ciężko jest ukryć rozczarowanie i
żal kiedy uświadomisz sobie, że Twoje starania poszły na marne. Ogarnę się
jednak, bo ufam.
Zaufanie nie jest zero jedynkowym
zjawiskiem. Mogę Ci dać kredyt zaufania. Tak po prostu, kierowana ciekawością,
co z tego wyniknie? Mogę Ci ufać w jednej sytuacji – zawsze wybierasz
dobrą muzykę, ale nie zaufam Ci, a przynajmniej będę miała wątpliwości, prosząc
Cię o pilnowanie upływu Czasu.
Czym jest zaufanie? To taki stan,
kiedy nie potrzebuję i nie oczekuję od Ciebie żadnych wyjaśnień. Nie
analizuję każdego Twojego zachowania, doszukując się intencji, które stanowią
dla mnie potencjalne zagrożenie.
Dlaczego ufasz lub nie ufasz? W dużej
mierze to zależy od Twoich przekonań. Ja ufam lekarzom. Kiedy stanie się coś,
co wymaga interwencji medycznej, jestem wzorową pacjentką i bez szemrania
wykonuję każde polecenie. Ostatnie doświadczenie w tym obszarze zawdzięczam mojej Pani Stomatolog. Tkwiłam na fotelu z rozwartą paszczą
i zastanawiałam się, skąd u mnie tyle zaufania? A może to lęk
przed przypadkowym zranieniem? – przyszło mi do głowy? Na koniec pomyślałam, że
jednak ufam mojej Pani Stomatolog, bo ufam sobie. Podjęłam decyzję, dokonałam
wyboru, rozważyłam wszystkie za i przeciw, czemu mam się rozczarować? Uznaję
jej profesjonalizm – dotychczas mnie nie zawiodła. Czasem nie mam wpływu na
wszystko i wszystkich ale mogę się włączyć współpracując jak najlepiej
potrafię, by osiągnąć cel. Siedziałam w napięciu w niekomfortowej
pozycji, aż poczułam znużenie. Zadziwiające.
Zaufałam sobie również wtedy,
kiedy wybrałam się na wędrówkę z osobami nieznajomymi. I nie
zawiodłam się. Wszyscy mieliśmy podobne oczekiwania i ten sam cel odległy
o jakieś 250 kilometrów. Oczekiwania mają znaczący wpływ na to jak
interpretujemy rzeczywistość. Podobne oczekiwania, podobna interpretacja
codzienności – podobne zwątpienia i troski, podobne radości – dały mieszankę
stanów, które budowały atmosferę bezpieczeństwa i właśnie zaufania. Nikt
nie obawiał się krytyki za sapanie, chrapanie, stękanie czy cieknący pot
z czoła. Owszem zdarzały się napięcia i puszczały nerwy, kiedy nie
potrafiliśmy odpuścić codziennych rytuałów i osobistych nawyków. Różniły
nas przyzwyczajenia kulinarne, czas potrzebny na regenerację sił, temperament. Szybko jednak wypowiadaliśmy magiczne słowa – rób wszystko to, co potrzebujesz w wolności. Pragnęliśmy i potrzebowaliśmy
tego samego – siły, by przejść wyznaczony odcinek drogi, chwili na własne
rozważania, uwagi, by dostrzec uroki otaczającego świata i wymienić z innymi refleksje, podzielić się troskami, marzeniami. I to wszystko. Mało i dużo. Tyle samo, co sens
codziennego życia. Być blisko siebie w zgodzie z innymi. Zaufanie, solidarność, odpowiedzialność dają odwagę do
działania. Rodzi się wspólna tożsamość. Nie ufasz, nie nawiązujesz relacji. Nie dajesz i nie bierzesz. Brak wymiany kieruje Cię w towarzyski niebyt. Zamykasz się. Twoje pojęcie, kim jesteś, nie wzbogaca się o kolejną tożsamość grupową. Poczucie współbrzmienia emocjonalnego z innymi jest Ci obce.
Kiedy ktoś zawiedzie, trudno jest
zaufać ponownie. Kiedy ktoś zawiedzie musisz zmierzyć się z przykrymi
emocjami – odrzuceniem, wstydem, smutkiem. Te emocje najczęściej przykrywa złość. Czujesz rozczarowanie i może
nawet lęk przed doświadczeniem kolejnego zawodu. I co? Długo wytrzymasz
w tym niepewnym trwaniu? Jasne, że nie. Żeby nabrać przekonania, że inni
są uczciwi w swoich zamiarach i działaniach, trzeba coś wspólnie
zrobić, w coś się zaangażować, wyjść poza własną strefę komfortu. Kto jest
gotów?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz