piątek, 7 lipca 2017

Wszyscy chcą czegoś ode mnie


foto: Zofia Cendrowska

Jak mam sprostać licznym wymaganiom i oczekiwaniom do mojej osoby, nie wypalając się przy tym i nie wycieńczając? Mam tego dość, za dużo tego! Jednocześnie chcę, żeby inni mnie potrzebowali. Boję się. Ja się po prostu boję, że kiedy Ci odmówię, będziesz potem zły na mnie i się ode mnie odwrócisz. – Nie to nie – już tak kiedyś powiedziałeś. Mówiłeś, że bardzo się rozczarowałeś i nie chciałeś mieć ze mną więcej do czynienia. I co się stało potem? Śmiałam się do łez. Do dziś, kiedy sobie przypomnę tamtą sytuację uśmiech nie zchodzi z mojej twarzy.

Mam w głowie mnóstwo fantazji na temat różnych katastrof:
Wszyscy się odwrócą, kiedy będę się upierała przy swoim zdaniu
Muszę wszystkim pomagać, jeśli chcę być lubiana
Nie ma sensu się starać, bo wszystko jest już przesądzone
Świat zwariował i na pewno wkrótce zginiemy od bomby jakiegoś szaleńca
Fantazje i wyobrażenia czasem wywołują większy strach niż rzeczywistość. Myśli są irracjonalne, ale wywołują prawdziwy stres. Pojawia się poczucie zagrożenia i bezradność. Nadciąga beznadzieja.

Dobrym rozwiązaniem na oswojenie wszelkich strachów może być rzeczywiste przeżycie tego, czego się obawiasz – naturalnie w bezpiecznym i humorystycznym kontekście. Dzięki temu zagrażająca fantazja natychmiast zostaje oswojona. To, co już raz przeżyliśmy w bezpiecznym otoczeniu, już nam nie straszne. Dzięki temu, że strach staje się mniejszy, nie musisz już tak usilnie unikać zachowania, które – rzekomo albo rzeczywiście – pociąga za sobą skutki, których się obawiasz. Dzięki temu, że już raz spotkałeś się z tym lękiem. Twój repertuar zachowań poszerzył się. Skorzystaj z zasobów.

Boisz się bliskości? Wielu ludzi ma z tym problem. Powiedz: - przerasta mnie ta bliskość, zamiast twierdzić, że to wszystko tutaj, cała ta praca to jakieś bagno. Kiedy uznasz, że to bliskość Cię przerasta, zrozumiesz, że potrzebujesz dystansu i czasu dla siebie, żeby się pozbierać. Teraz, weź jednak pod uwagę, że jednym z podstawowych zadań Człowieka jest komunikowanie się z innymi ludźmi. To, jaki jesteś, w dużej mierze określa, jak Cię widzą inni. Szerokie grono znajomych i uznanie w otoczeniu jest mile widzianą zaletą. Kontakt z drugą osobą, to potrzeba uniwersalna dla wszystkich kultur i genetycznie uwarunkowana. Bez kontaktu giniemy w obłędzie.

Kontakt umożliwia nam coś, co nazywamy samoaktualizacją. Widzisz, jak na Ciebie reagują inni ludzie, czujesz jakich ludzi lubisz bardziej, a jakich mniej i rozumiesz dlaczego? Robisz to codziennie, a świadomość tego, co robisz,  zależy od Twoich kompetencji społecznych. Czujesz strach przed bliskością, wolisz unikać ludzi? Tworzysz dystans i chłód odstraszając innych od kontaktów z Tobą? Nie dajesz sobie szansy poznania siebie. Nie rozumiesz swojego życia emocjonalnego, spychasz je na dalszy plan. Jesteś za to doskonałym specjalistą w swoim zawodzie. I co z tego, jeśli nie masz możliwości podzielenia się z kimś swoimi osiągnięciami. 

Kontakt z drugim Człowiekiem reguluje nasze życie hormonalne – obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu i podnosi stężenie oksytocyny, hormonu miłości (wyzwala potrzebę bliskości i przywiązanie). 

Bliskość to nie tylko przyjemność sama w sobie. Bliskość ma konkretne, praktyczne zastosowanie – kontakty z innymi ludźmi są podstawowym i najważniejszym elementem radzenia sobie ze stresem i utrzymywania higieny psychicznej.

Kiedy fantazje katastroficzne zaczynają dominować w mojej głowie zadaję sobie trzy pytania:
Co najgorszego może się wydarzyć?
Co najlepszego może się wydarzyć?
Który z tych scenariuszy wydaje mi się najbardziej prawdopodobny?

Każdy należy sam do siebie. Każdy wyznacza granice. Wszyscy chcą czegoś ode mnie, ale to ja decyduję ile im dam. Biorę za to odpowiedzialność i jestem świadoma konsekwencji.

czwartek, 22 czerwca 2017

Chwile są takie chwile



foto: Zofia Cendrowska


Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,
pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.
Kiedy wymawiam słowo Cisza, niszczę ją.
Kiedy wymawiam słowo Nic,
Stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie.

Tak brzmią „Trzy słowa najdziwniejsze” Wisławy Szymborskiej.
Szukam sensu i celu w życiu. Ty chyba też masz świadomość tego, co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze? Dążenie do TEGO daje energię i motywację do działania. TO pozwala wyznaczać sobie ambitne cele i rozumieć czego się pragnie.
Czasem mam poczucie osamotnienia i tracę poczucia bezpieczeństwa. Tak się dzieje, kiedy COŚ tracę. Niektórzy w takich chwilach sięgają do przekonań, które odbierają energię i chęci do działania:
Moje życie nie ma sensu
Nie czeka mnie już nic dobrego
Już nie wiem co jest dla mnie ważne
Są bogaci, bo kombinują i kradną
Nie wiem czego ja chcę
Ja nie mogę być szczęśliwy
Nie nadaję się do tego świata
Ludzie mnie nie szanują
Po co mam to robić? Dla kogo?

W TAKICH chwilach nie widzimy nic atrakcyjnego w przyszłości, bo nie mamy świadomości swoich wartości. Tkwimy w poczuciu krzywdy, upokorzenia i tylko maleńki płomyk nadziei pozwala nam egzystować.
W TAKICH chwilach pytam siebie:
Co najbardziej kochasz robić?
Z jakimi ludźmi lubisz pracować?
Co Cię ekscytuje, porusza, wzrusza, daje Ci energię?
W czym jesteś dobra? Jakie Twoje talenty i umiejętności cenisz w sobie?

Twoje życie ma sens, kiedy wiesz, co jest dla Ciebie ważne. Wiesz czego chcesz, co daje Ci satysfakcję i zadowolenie. Twoje życie ma sens, kiedy możesz dzielić się swoimi sukcesami z innymi. Wielkie rzeczy osiąga się w towarzystwie innych ludzi.
To jest przekonanie: Wielkie rzeczy osiąga się w towarzystwie innych ludzi. Przekonania są tym, w co wierzysz głęboko z prawdziwym uczuciem. Tworzą Twoją subiektywną rzeczywistość. Twoje przekonania to filtr, przez który widzisz świat. Czy potrafisz rozpoznać, która informacja z Twojego wewnętrznego albo zewnętrznego świata jest sprzeczna z TYM filtrem? Przekonania często nie odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości. Czy dopuszczasz myśl, że posługujesz się zniekształconą wiedzą na temat samego siebie i świata? Niektóre przekonania uskrzydlają Cię, a inne mogą stanowić bariery w radzeniu sobie z codziennymi wyzwaniami. Oto one:
Ja nic nie potrafię
Tego się nie da zrobić
Jestem za stary, za mało atrakcyjny
Ktoś powinien się tym zająć, zadbać o mnie!
To niesprawiedliwe, że tak mi źle! To ich wina!
Co to za zły świat? Co za ludzie?

Na szczęście przekonania, to nasze myśli, które możemy zmienić, jeśli TEGO chcemy. Trzeba się przy tym sporo napracować, zmierzyć się ze swoimi nastrojami. A to oznacza nawiązanie kontaktu z emocjami i własnym ciałem. Trzeba rozpoznać swoje nawykowe działania i myśli. Trzeba przyjrzeć się swoim codziennym rytuałom. Trzeba ponazywać swoje nastroje i wszystko to, co boli i gdzie boli. Warto próbować. Potrzeba wiele cierpliwości i pokory. No i wiary, że Przyszłość zaczyna się Tu i Teraz.




czwartek, 8 czerwca 2017

Myśl o tym jak myślisz


Przychodzi niespodziewanie. Ten moment, w którym kolejne trudności i wyzwania uznajesz za normalne. Dotychczas świetnie sobie radziłeś. Tym razem jest inaczej. Z życia powoli znika Radość. Każdy kolejny dzień wymaga od Ciebie coraz więcej energii, by w nim wytrwać.

Co się stało z moim życiem? Dlaczego czuję się tak bardzo wypalona, zużyta? Kiedyś byłam radosna, pełna życia. Gdzie to się podziało? Co się stało z moją energią? 
Masz za dużo do zrobienia. Myślisz, że wciąż brakuje Ci czasu. Czujesz się źle - noce bywają bezsenne a dni jakieś ospałe. Obojętniejesz. Zaczyna boleć Cię Twoje ciało - głowa, ramiona, szyja, kark, barki. Czujesz się jak tragarz. Myślisz, że sam dźwigasz obowiązki i te domowe i zawodowe. Nikt nie jest w stanie Cię wyręczyć, wesprzeć.
Wrażenia z ciała, emocje i myśli nakręcają się nawzajem. Są jak naczynia połączone - to, co czuje Twoje ciało, pochodzi od emocji i myśli. Jeśli coś stanie się z Twoim ciałem, myśli i emocje o tym wiedzą.
Dlatego jestem taki nieszczęśliwy? Co dziś jest ze mną nie tak? Co zrobiłem źle?  Do czego to doprowadzi?
Czasem taki nastrój znika tak szybko, jak się pojawił. Czasem masz wrażenie, że to stan permanentny i związany z Tobą na stałe. Jest sposób, by wyjść poza ten schemat.

Spójrz na siebie z innego punktu w czasie, spójrz na siebie z innego miejsca. Zmiana perspektywy może zmienić Twój nastrój. Można wyjechać na urlop, by zdystansowac się do trudnosci w pracy. Można poczekać kilka dni, aż emocje opadną po sprzeczce z bezwzględnym przełożonym. Można przyglądać się swoim myślom, zauważać wrażenia płynące z ciała albo nazywać dręczące Cię emocje.

Ty sam możesz zmienić nastrój - wystarczy, ze staniesz się uważny na siebie, własne intencje. Pilnuj, by Twoje intencje były spójne z działaniami. Jeśli coś krytykujesz, znaczy to, że czegoś nie akceptujesz.  A przecież nie na wszystko masz wpływ. Trzeci dzień pada? Wykorzystaj to, zamiast narzekać na pogodę. Pamiętaj, że myśli pojawiają się i znikają. One są Twoim wewnętrznym bieżącym komentarzem na temat Ciebie i świata. Tobie deszcz nie podoba się, ale są tacy, którzy w deszczu tańczą. Zaakceptuj to. Uznaj lęki i wszystkie uczucia i emocje, które się pojawiają. Pochodzą z Twojej przeszłości, karmią się Twoimi przekonaniami, albo wywołują je napięcia i  siniaki na Twoim ciele. Daj im uwagę. Poświęć sobie chwilę. Rozwijaj świadomość siebie. Myśl o  tym jak myślisz.

poniedziałek, 29 maja 2017

emocje i chwasty





Każdy nosi w sobie własne emocje. Wśród nich jest złość. Złość i agresja najlepiej są cenione na polu bitwy. W cywilizowanym świecie, prowadzenie wojen należy do zawodowych wojskowych, ale i tam obowiązują reguły wyrażania agresji. Codzienne, zwyczajne konflikty dobrze jest rozstrzygać w drodze negocjacji i kompromisu wypracowanych za pomocą dialogów i relacji. 

Praca zawodowa, życie towarzyskie i rodzinne to miejsca, w których uczymy się współpracy i bycia ze sobą w różnych sytuacjach. Wymiana myśli i doświadczeń pozwala nam rozwijać się i doskonalić. Na złość i agresję jest miejsce tam, gdzie włącza się rywalizacja, np. w sporcie. 

Prawo zabrania złości i agresji. W rodzinach, towarzystwach, miejscach pracy obowiązują kodeksy pełne norm, procedur, nakazów i zakazów. Wolno jest być wolnym Człowiekiem. Wolno się złościć, a za czyny agresywne ponosi się odpowiedzialność. Niektórzy dorośli zabraniają swoim dzieciom złościć się niemal od urodzenia. To źle. No bo, czy jakiejkolwiek emocji można zabronić BYĆ?

Złość to taki, często nieprzyjemny stan emocjonalny, któremu towarzyszy pojawienie się dużej dawki energii, a energia ta domaga się niemal natychmiastowego wyrażenia. Niemowlęta krzyczą, gdy domagają się ciepła, pożywienia albo poczucia bezpieczeństwa. W złości Ty też podnosisz głos, krzyczysz, mówisz szybko. Lekka irytacja potrafi nagle zmienić się w niszczycielską furię. 

Kiedyś Człowiek potrzebował takiego stanu emocjonalnego gniewu, by przeżyć. Dziś ten stan również oznacza maksymalne zmobilizowanie do działania. No to działaj, Człowieku.

Złościsz się wówczas, kiedy jakaś Twoja potrzeba jest niezaspokojona albo grozi Ci utrata czegoś. Złość czujesz wewnątrz siebie. Zdarza się, że czujesz się zaproszony przez swoją złość do działania – do agresji, przemocy, przekraczania wszelkich granic. Złość sama w sobie nie jest niczym złym. Złość jest trudnym uczuciem, podobnie jak smutek, wstyd, zazdrość – trudne uczucia nie są złe. One coś do Ciebie mówią:
 – Nie chcę. Nie zgadzam się. Potrzebuję. 
Niezwykle ważną funkcją złości jest stawianie granic i obrona samego siebie. Złościsz się? To znaczy, że nie masz ochoty uczestniczyć w tym, co właśnie wokół Ciebie się dzieje. Nie ma w Tobie zgody na sytuację, w której się aktualnie znajdujesz. Korzystaj ze złości. Korzystaj mądrze, by przynosiła Ci coś dobrego, wartościowego. Ważne jest, jakie zachowania podejmiesz, bo te podlegają ocenie innych. Sam też oceniasz to, co robisz. Jeśli trudno Ci zapanować nad swoją złością, pewnie obawiasz się, że nie dasz rady jej kontrolować. Tak rodzi się Twój lęk. Ładunek emocjonalny rośnie. Ładunki mają to do siebie, że nierozbrojone - wybuchają – następuje eksplozja na zewnątrz albo implozja do wewnątrz. 

Wybuchasz na zewnątrz, tracisz przyjaciół może zdobywasz jakieś dobra, no i z pewnością stajesz się posiadaczem określenia: Agresor, Samiec Alfa, Pan i Władca. Wybuchasz do wewnątrz i fundujesz sobie rodzaj emocjonalnej śmierci, zwanej też depresją. 

Możesz też dać sobie prawo do wyrażenia własnej złości. Można czuć złość. To oczyszczająca siła, której nie należy się bać. Można wyrażać swoją złość, ale jej wyrażanie nie może być bezrozumne. Warto wiedzieć, co jest źródłem złości? 

Czy Twoja złość pojawiła się teraz, czy zalega w Tobie od dawna i domaga się wyrażenia? Pamiętaj, że mechanizmy obronne, które służą Tobie abyś myślał o sobie "dobrze", podsuwają Ci w tym celu różne usprawiedliwienia dla Twoich zachowań. Pomyśl i odpowiedz: - Na kogo właściwie jesteś zły? Czy Twoja reakcja nie jest przesadzona? Czego nie potrafisz zaakceptować?

Rozważania nad własną złością zacznij od zaakceptowania, że wiele osób ma problem z odczuwaniem i wyrażaniem złości. Częstym zjawiskiem jest wyrażanie złości albo w sposób nadmiarowy, nieadekwatny do przyczyny, albo wobec niewłaściwych osób. Uczucia nigdy nie pojawiają się bez przyczyny. Trzeba nauczyć się tę przyczynę prawidłowo zidentyfikować. Złość jest jak ogień, ale czy warto używać jej do palenia wszystkich mostów?

Złość pomogła wielu ludziom zmienić swoje życie, pozbyć się z niego tego, czego nie chcemy i nie jesteśmy w stanie znieść. Dzięki złości możemy odnaleźć niezaspokojone potrzeby.

Lęk, Złość, Ból, Smutek, Wstyd, Radość, Wstręt to uczucia, które w dzisiejszym świecie wcale nie są łatwo akceptowane. Najczęściej nie akceptowany jest smutek, lęk, złość. Ludzie pełni niewyrażonych własnych smutków, lęków i złości nie chcą kontaktów z trudnymi emocjami innych ludzi. 
– Nie ma się co smucić.
– Nie płacz, nie ma się czego bać.
– Jak się będziesz złościć, spotka Cię kara.
– Nie złość się, złość piękności szkodzi.
– Nie złość się, szkoda zdrowia i tak nic nie zmienisz. 
Nie ma emocji dobrych i złych – jedne przeżywamy z łatwością i są przyjemne, inne bywają przykre i trudniej się z nimi funkcjonuje. Emocje są nie po to, byś je ignorował, tylko po to, byś je odczytywał, jak znaki drogowe – jedne informują, drugie ostrzegają, kolejne domagają się od Ciebie natychmiastowej reakcji. Nie ma uczuć nieważnych – każde uczucie potrzebuje Twojej atencji. A, że jesteś zwierzęciem społecznym, Ty i Twoje uczucia domagają się atencji innych. 

W bajkach, które znam z dzieciństwa, bohaterowie często musieli oddzielać ziarna od chwastów. Ta żmudna praca przynosiła określone nagrody. Ktoś, kto umie rozdzielać rzeczy ważne od mniej ważnych, pożyteczne i życiodajne od zaśmiecających – ten będzie potrafił spełniać nie tylko dziwne oczekiwania swoich mało życzliwych znajomych, współpracowników, przełożonych, ale doczeka się wsparcia od natury – choćby w postaci fantastycznych widoków, zapachów, dźwięków. Wsparcie przyjdzie od innych ludzi – komuś trzeba opowiedzieć o naszym szczęściu, żeby nie doszło do implozji.


sobota, 25 marca 2017

Emocje nazwij słowami




Słowa są po to, by opisywały rzeczywistość. Nieodłącznym elementem rzeczywistości są emocje. Strata i żal po stracie. Zdrada i ból rozstania. Śmierć i pustka w duszy. Rozdarte serce zszywam wytrwale i z pietyzmem, zwłaszcza jego poszarpane brzegi. Pustka będzie, bo jest wynikiem matematycznej logiki. Jeśli odejmiesz od jakiejkolwiek liczby jedność, otrzymasz zawsze liczbę mniejszą.

Czas leczy rany, a przynajmniej uzdrawia. Ból powoli znika i pozwala dostrzec radość. Noszę w sercu tych i to, co kocham. Noszę wszędzie gdzie jestem i z kim jestem. Mam TO w sercu, bez względu na to, co robię w danej chwili. To dlatego mogę, o tym, co mam w sercu, mówić.

Zdarza się, że chcę milczeć, a nawet uronić łzę. To znak, że moje serce zalewa smutek. Smutek jest jak fala. 
Przypomnij sobie, jak to jest, kiedy stoisz bosą stopą na piaszczystym brzegu morza. Gdzieś z daleka nadciąga kolejna fala i zalewa Twoje stopy. Jakież to wrażenie, gdy powolutku zapadasz się w nasiąknięty wodą piasek? Przyjemne, dopóki świeci słońce, morze szemrze i w każdej chwili możesz zawrócić i wyjść na ląd.

Wyobraź sobie morską falę tak ogromną, że przelewa się nad Tobą, przed Tobą, rozbija się o Ciebie, ale w żaden sposób nie możesz jej zatrzymać. Nie walcz z nią. Nie możesz odeprzeć nacierającej wody.

Walka z czymkolwiek lub z kimkolwiek przynosi zmęczenie, wyczerpanie, cierpienie. Podobnie jest ze smutkiem. Jeśli nosisz go w sercu, to ciągle drażnisz poszarpane rany. Jego rozmiar powiększa się z nadejściem kolejnej fali.

Nie stłumisz smutku, nie zgnieciesz, nie pokonasz. Możesz dać się ponieść fali. Może zdarzyło Ci się obserwować fragment kory drzewa albo jakiś inny przedmiot targany przez fale. Są chwile, gdy fala rzuca ten przedmiot w dół, wciąga pod powierzchnię wody, niemal zakopuje w piasku, by w kolejnej chwili wydobyć znów na powierzchnię i ponieść w głąb morza. Można potem obserwować jak ten przedmiot spokojnie dryfuje w pełnym słońcu, dopóki któraś fala nie porwie go znów, by w końcu wyrzucić na brzeg.

Można podobnie przeżywać smutek. Nie warto walczyć, gdy Cię zalewa niespodziewanie. Lepiej zamienić go w słowa.

Jest sztorm na morzu. Pojawił się nieoczekiwanie. Kąpiesz się w ciepłym morzu i nawet nie zauważasz zbliżającej się fali. Targa Tobą, by w końcu wyrzucić na brzeg. Jesteś zmęczony, obolały, brak Ci tchu. Przerażenie miesza się z radością. Udała Ci się współpraca z żywiołem. 

Kiedy emocje są jak fale podczas sztormu, umysł płata nam rozmaite figle. Czasem czujemy się jakbyśmy znajdowali się w jakimś czasoprzestrzennym tunelu. Nie rozumiemy, o czym mówią do nas inni. Rozmowa nie klei się. 

Bezmyślnie gapię się przez okno lub w resztkę kawy na dnie filiżanki. Nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Bez żadnych ograniczeń umiemy już – my ludzie – pozwolić, by dla każdego z nas chwila wspomnień z rozdartego serca była nią po prostu.

Ból jest bólem. Ból jest jak ogień, co pali od środka. Ból jest jak miecz, co tnie i niszczy wszystko, co znajduje się w polu jego rażenia. Jeśli zagasisz ból, będzie Cię i tak nękał nowymi pożarami. Pukał codziennie do Twoich drzwi. Budził się w Tobie na nowo w nieoczekiwanych sytuacjach i próbował kierować Twoim życiem.

Nie ignoruj go. Pokaż go światu. Nazwij go. To właśnie do prowadzenia rozmów o emocjach potrzebne jest środowisko i atmosfera, w której możesz czuć się na tyle swobodnie, by mówić o tym, co czujesz. Nie ma znaczenia, czy to jest radość, czy smutek, czy gniew, czy zły nastrój. Pozwól, by inni poznali to, co przeżywasz. To część Twojej rzeczywistości. 

Nie unieważniaj swoich uczuć, bo unieważniasz też siebie. Złość, gniew, smutek to uczucia, a w uczuciach nie ma nic złego. Dopiero od tego, co z nimi zrobisz, zależy, czy one Ci się przysłużą, czy Ci zaszkodzą. Jesteś zagniewany – przyznaj się do tego – sam przed sobą. Chcesz żyć w tym gniewie, smutku? Może jednak lepiej się od tego uwolnić?

Ciężar smutku jest wprost proporcjonalny do ciężaru miłości, jaką darzyłeś obiekt, który uruchomił smutek. Nie ma znaczenia, czy strata ma związek z rzeczą, miejscem, zdrowiem, czy kochanym Człowiekiem. Dla smutku nie istotne jest, czy strata jest bezpowrotna.


„Mój ból nie osiągnął jeszcze dna, na którym mógłbym się oprzeć. Nie miałem jeszcze pod stopami punktu, od którego mógłbym rozpocząć moją wspinaczkę z powrotem ku górze. To prawda, że wiara stanowi pewną kotwicę. Jednak to był wciąż czas, gdy łańcuch kotwiczny jeszcze się rozwijał, nie osiągnąwszy gruntu. Musiałem pozwolić temu czasowi, by na razie był tym, czym miał być” – Gregory Floyd.

Zamieniać emocje w słowa, „wygadywać” z siebie emocje, to dbałość o zachowanie równowagi pomiędzy cierpieniem a nadzieją na zdrowe życie. Nadzieja, to oczekiwanie, że potrzeby i pragnienia zostaną zaspokojone. Kiedy mówisz o emocjach, możesz coś z nimi zrobić, gdy chowasz je w sobie i tłumisz, powstają problemy. Doświadczasz ciężaru, osamotnienia, smutku, zaburzeń związanych z jedzeniem, snem i odnoszeniem się do innych. Jesteś wyczerpany fizycznie i psychicznie. To nie znaczy, że nie ma nadziei, oznacza to, że jest się pogrążonym w smutku i tak jak naciśnięcie klaksonu nie sprawi, że samochód pojedzie szybciej, tak jednorazowa rozmowa nie sprawi, że problem zniknie. Pewne jest, że nadzieja dotyczy przyszłości. Smutek jest w teraźniejszości. Po Twojej stronie jest aktywność.

Ból słabnie. Przerażenie ustępuje. Smutek rozrzedza się. Serce przestaje krwawić. Pojawia się akceptacja tego, co się zdarzyło. Mądrzejszy, bogatszy, smutniejszy idziesz realizować Człowieczy los i starasz się, by  dla każdego z nas chwila wspomnień z rozdartego serca była nią po prostu.

środa, 15 marca 2017

Być szczególnym przypadkiem






Ferment wprowadzam. Podżegam. Prowokuję. Kombinuję. Każdy kombinuje. Rodzimy się i  kombinujemy jak tu przykuć uwagę dorosłych, żeby spełniali nasze potrzeby. Ci, nie dość, że spełniają, to jeszcze są dumni z tego, jak rośniemy, uczymy się i radzimy sobie w świecie. Kupują nam coraz bardziej skomplikowane zabawki, byśmy się radośnie zajęli swoim sprawami i dali im czas na własne życie. Poczucie naszej wartości ma wzrastać proporcjonalnie do ceny i technologicznego zaawansowania kolejnego gadżetu. Co więcej, inteligentne dzieci się nie nudzą.

Tajemnicze słowo „potrzeby” pozostanie tajemnicze tak długo, dopóki nie wyczerpią się Twoje strategie przykuwania uwagi innych. Pewnego dnia przychodzi ten moment, w którym logujesz się w sieci kontaktów społecznych i sprawdzasz, czy udało Ci się rozwinąć najistotniejsze sfery: emocje, relacje, intelekt, dające smak szczęśliwego życia.

- Muszę, muszę być jakaś. 
- Muszę być jakiś.  
- Muszę być idealna, perfekcyjna, dawać przykład. 
- Muszę wytrzymać, kto jak kto, ale ja dam radę.  
- Muszę się wysilać, pracować wytrwale, dawać z siebie wszystko. 
- Muszę dbać o innych, troszczyć się, sprawiać im radość.
- Muszę się pośpieszyć, pracować szybciej, zoptymalizować działania. 

Co jeszcze musisz robić, aby czuć się w porządku sam przed sobą? Który nakaz jest dominujący u Ciebie? Co wpływa na Twoje życie i postrzeganie siebie jako Człowieka? Jesteś OK, jeśli ...co musisz? ... dasz radę, gdy ... co się wydarzy?

Poznaj wszystkie swoje "muszę" i zacznij zamieniać je na "chcę", "mogę", "pragnę", robię to! Uznaj swoje nakazy i rozpocznij program naprawczy. Nie warto utwierdzać się w przekonaniu, że deficyty są błahe i, że inni też tak mają. Owszem, mają, nawet deficyty mają i to one utrudniają nawiązywanie i podtrzymywanie relacji. Ograniczają poczucie satysfakcji, radości, bo zawsze coś zrobisz "następnym razem." Dlaczego nie teraz? Dlaczego nie dziś? Dajesz radę, ale jakim kosztem? Ile musisz płacić za deficyty? Może lepiej zainwestować w wyrównanie zasobów?

Podejmujesz kolejną pracę. Na początku wszyscy są uprzejmi, zadania są proste, ale po kilku tygodniach zaczyna się kryzysik. Przyczyny bywają różne – mała intryga, niewinna sprzeczka, przeplatana salwami śmiechu kolegów z zespołu. Zawiodła komunikacja – napracowałeś się, jak jakiś dziki osioł, zupełnie niepotrzebnie, bo klient już dawno wycofał zlecenie. Kolega Ci nie powiedział? Nie musiał – to Ty jesteś od niego zależny, powinieneś zapytać. Uważasz, że przyczyna leży w ograniczonych zasobach osób, które usiłują realizować niejasno przydzielone zadanie? A może to wszystko zawdzięczasz temu szczególnemu przypadkowi?

W każdej grupie zawodowej, czy choćby grupie znajomych występują tak zwane „szczególne przypadki”. Szczególny przypadek może mieć kłótliwą naturę i wyjątkową odporność w przyjmowaniu informacji na swój temat. Przebywanie ze szczególnym przypadkiem, czyli kimś, kogo sposób bycia jest zupełnie inny od Twojego, może niezauważenie doprowadzić do konfliktu i to całkiem poważnego.
Szczególny przypadek też ma deficyty. Może nawet podobne do Twoich, ale tego się nie dowiesz, bo są błahe i nie warte zainteresowania. Oczywiście z perspektywy ich właściciela.

Są takie miejsca pracy, w których dzieje się źle a wszyscy udają, że problem nie istnieje. Nie istnieje, bo zamiata się go pod dywan, albo się o nim nie mówi. Małe dzieci, kiedy coś idzie nie tak, mają nawyk zamykania albo zasłaniania oczu. Myślą, z dziecięcą naiwnością, że jeśli czegoś nie widzą to tego nie ma. Zaskakująco wielu dorosłych nadal stosuje tę technikę. Nie widzę, nie słyszę, nie mówię – nie ma tematu, nie ma problemu.

Tymczasem jest temat i problem, ale zamiast o tym mówić, wzrost napięcia nerwowego redukujesz sama. W końcu kto, jeśli nie Ty da radę? Z Twojego punktu widzenia, problem nie dotyczy Ciebie, czyli nie warto się nim zajmować. Nie jesteś problem, jesteś sobą. Zastanawiasz się, dlaczego nikt nie daje Ci uwagi? Może nawet inni zaczynają kpić z Ciebie, albo Cię unikać? Chcesz to zmienić? - Sięgasz po sprawdzone strategie - Musisz skupić na sobie uwagę. Jak? Jeśli masz władzę - sprawa jest prosta - wydajesz polecenia, albo wybierasz najlepszy projekt, wykonany przez podwładnego i "promujesz się" w branży. Jeśli nie masz władzy, możesz spróbować wyróżniać się strojem, fryzurą, sylwetką. 

To proste. Wykonaj telefon do poradni sieci sante, albo lepiej przejrzyj internetowe porady. Jesteś sobą i  kto, jeśli nie Ty sama ustalisz najlepszą dietę. Żeby nie było z  tym za dużo zachodu, najlepiej poszukaj firmy cateringowej i zamów miesięczną dostawę „zdrowych” posiłków. Mają mieć odpowiednie opakowanie, z opisem składników i zawartością kalorii. Co dalej? Popracuj nad sylwetką – wszyscy wokół uprawiają jakąś aktywność – tyle się mówi o tym, że ruch to zdrowie. Wyszukaj, najlepiej na Grouponie pakiet fitness z trenerem. Za trudne? Za drogie? Może na początek małe postanowienie, od kiedy zaczniesz? Przejrzyj na YouTube, jak to robią inni, „dasz radę” - naśladuj ruchy.

Jesteś przeciętnym współczesnym Człowiekiem, ale ... stresujący tryb życia nie dotyczy Ciebie – Ty jesteś sobą. Tu i teraz. Problemy zawodowe nie mają z Tobą nic wspólnego, bo Ty jesteś sobą. Jesz zdrowo, co prawda bez zalecanej uważności, za to pod czujnym okiem współpracowników - ekspertów w każdej dziedzinie, a więc i zdrowej żywności. Oni, nawet jeśli sobie tego nie życzysz, skorygują Twoje wybory. Ty nadal jesteś sobą. Szczególnym przypadkiem siebie. Zamęt siejesz. Filozofujesz. Deliberujesz. Dociekasz. Niemniej widać pokrewieństwo między Tobą a szczególnym przypadkiem. Hmmmm ..., a tajemnicze słowo "potrzeby"?

środa, 22 lutego 2017

Samosięrozwiąże







Konflikt. Jedni się go boją, unikają za wszelką cenę, inni czują się w nim jak ryba w wodzie. Nic w tym dziwnego - konflikt jest naturalnym elementem codziennego życia. Idealnie byłoby, gdyby w naturalnej codzienności życia istniało samosięrozwiąże.


Ale niestety, samosięrozwiąże nie nadchodzi. Próbujesz tłumić, bagatelizować, nie dopuścić do sytuacji, w której sprzeczne racje mogłyby ujrzeć światło dzienne, a problemy nie rozwiązują się. Napięcie rośnie. Wcześniej, czy później, konflikt się objawi. Co więcej, tłumiony, daje źródło następnym. Dlaczego? To oczywiste. Konflikt to źródło silnych emocji. Jeśli próbujemy udawać, że nic się nie dzieje, emocje nie mogą znaleźć ujścia. Zalewają nas, zatruwają nasz racjonalizm i zaczynamy produkować zachowania, które na pewno nie służą współpracy.


Przypomnij sobie jakikolwiek konflikt, choćby mały spór. Emocje buzują. Tego, który śmie mieć odmienne zdanie łatwo obdarować mnóstwem wymownych epitetów. Z pewnością nie jest sprawny – to jakiś kretyn, świr, a już na sto procent odbiega od normy. A tak w ogóle, to nawet nie należy do świata ludzi – świnia jedna albo bydlę rogate. Gdy upór w utrzymywaniu się odmiennego zdania nie zmniejsza się, albo co gorsza, zwiększa, kretyn zostaje betonem i w ten sposób  umieszczasz go w świecie materii nieożywionej.


– Jeszcze jedno tłumaczenie a wylecisz za drzwi – straszysz. – Miałaś przygotować proste pismo. Czy Ty nie możesz w końcu zrobić czegoś dobrze? – obwiniasz. – Ale z Ciebie tłumok. Tyle razy pokazywałem Ci jak to się robi – przezywasz. – Natychmiast zabierz to z mojego biurka – rozkazujesz. – Nie powinnaś podejmować się takich zadań, bo w końcu to się zemści na Tobie. Ludzie odpłacą pięknym za nadobne – moralizujesz. – Czy możesz wreszcie coś porządnie zrobić? Przy Tobie zwariuję – przybierasz postawę męczennika. – Dlaczego nie jesteś tak zdolna jak Majka? – porównujesz. – Zachowuj się tak nadal. Wiesz, jaka będzie Twoja przyszłość? – prorokujesz, a może znów straszysz.


Komunikaty w konflikcie zawsze są nasączone agresją, złością, sarkazmem. Nie da się współpracować tam, gdzie jest przyzwolenie dla jawnej, otwartej krytyki. Niekonstruktywnej. O konflikcie trzeba mówić. 
– Widzę, że przygotowałaś pismo, w którym umieściłaś swoje subiektywne stanowisko. To jest niezgodne ze standardami w naszym zespole. Proszę, żebyś opierała się na doświadczeniach współpracowników.


Nie da się współpracować w atmosferze żalów, szantaży emocjonalnych i krytyki. Każdy problem można rozwiązać, jeśli będziesz się posługiwać syntetyczną informacją. Prosta wskazówka może zdziałać więcej, niż skomplikowany wywód. Nie licz, że ktoś zrozumie, co masz na myśli, bo jest dorosłym człowiekiem. Co najwyżej zacznie Cię unikać, licząc, że sprawa przycichnie, załatwi się sama i jakoś to będzie. Samosięrozwiąże.


Konflikt zawsze można rozwiązać stosując konstruktywne formy komunikacji i starając się nie ulegać emocjom.


Warto zacząć od przywrócenia równowagi. Gdy już emocje zauważone, nazwane i nieco odparowane trzeba zobaczyć przeciwnika. Wyprowadzić go ze świata nieożywionej materii (beton), ze świata zwierząt (gad) niesprawnych ludzi (debil) i oddaj mu należne prawa do szacunku, godności i zrozumienia.


Uff. Udało się. Stoi przede mną i upiera się przy swoich racjach. A przecież … słuszne i sprawiedliwe jest tylko to, co JA mówię, a to, co ona, jest godne potępienia? Nie? No nie! To nie tak. Uczyniłem z niej potwora, by usprawiedliwić swój atak. Uff. Możemy zacząć rozmawiać …, kiedy tylko się tego nauczę.


Dawno temu uczestniczyłam w jakimś pokazie technik pomocnych w rozwiązywaniu konfliktów. Osoba prowadząca, w pewnej chwili, narysowała na flipcharcie czarnym pisakiem maleńki punkcik. Potem kolejno pytała obecnych, – co widzą? – a pytani odpowiadali, że to czarna kropka na białym tle. W końcu, osoba prowadząca pokaz, dumna z uzyskanego efektu, skomentowała 
– w konflikcie najczęściej też przyciąga nas czarny punkt i nie dostrzegamy całego tła, który jest dookoła.


Konflikt to nic strasznego, jeśli przestaniemy koncentrować się na czarnym punkcie. Owszem, potrzebny jest wysiłek, aby przyjrzeć się swoim myślom, aby dostrzec możliwości. Potrzebna jest odwaga, by sięgnąć po narzędzia komunikacyjne. Potrzebna jest pokora, aby tą samą miarą mierzyć swój i cudzy upór. Najtrudniej jest przyjąć fakt, że to JA ponoszę odpowiedzialność. To MNIE się nie udało. To MÓJ problem. Takie przyznanie się przed sobą jest niewygodne, uwiera, dusi, czasem przeraża wyobrażeniem konsekwencji. Często pojawia się wówczas myśl: – Najlepiej byłoby uciec gdzieś, zakopać głowę w piasek i przeczekać, aż samo się rozwiąże.


Samosięrozwiąże zwykle nie nadchodzi, a ucieczka nie rozwiązuje problemu. I w ten sposób źródło konfliktu nigdy nie wysycha.