czwartek, 28 grudnia 2017

Segregacja ze względu na wiek



XXI wiek a ja ciągle nie wiem czy pochodzę od małpy, czy może jakaś cywilizacja kosmiczna przyłożyła do tego rękę. Niby żyję w świecie rzeczywistym, ale czasem wciąga mnie świat medialny, który z kolei konkuruje z wirtualnym.

Dziś w świecie medialnym głośno o tym, że świat wirtualny to źródło choroby. Gry komputerowe i sieciowe, a także szperanie w sieci – dla wielu ludzi nie są zwykłą rozrywką, czy jak do niedawna się mówiło: mogą stanowić zaburzenia w funkcjonowaniu. Otóż wykazano, że przebywanie w świecie wirtualnym może stanowić jedną z najgroźniejszych chorób, która ma destrukcyjny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie człowieka.

Choroba ta może dopaść każdego – tych którzy mają wysokie poczucie wartości, są bardzo ekspresyjni, agresywni, nadpobudliwi, nie liczą się z innymi, czują potrzebę kontroli i wygrywania z innymi, nie liczą się z uczuciami osób trzecich a ponadto są przekonani o swojej doskonałości. Z drugiej zaś strony mogą to być osoby lękliwe, zagubione, nie mające znajomych oraz przyjaciół, za to mające niskie poczucie własnej wartości, takie, które czują się odrzucone i nieakceptowane.

Uzależnienie od gier, podobnie jak każde inne uzależnienie, prowadzi do wypaczenia osobowości. Sprawność fizyczna ogranicza się do operowania myszką komputerową i klawiaturą. Stopniowe uzależnianie się od gier komputerowych można zamknąć w trzech fazach, pierwsza charakteryzuje się racjonalnym podejściem do gier, a ostatnia – destrukcyjnym, który sprawia, że nie masz nawet czasu na sen czy jedzenie. Stajesz się więźniem, spędzając wiele godzin przed komputerem i ograniczając do minimum czas przeznaczony na sen, naukę, pracę i inne obowiązki. Robisz to, mimo że dostrzegasz, wynikające problemy. Narzekasz na zaburzenia koncentracji, narastającą nadpobudliwość, bezsenność.

Wszyscy jesteśmy narażeni, ale jest pewna nadzieja. Modna w biznesie segregacja według wieku dzieli społeczeństwo stosując kryterium: rok urodzenia na pokolenia: Baby Boomers, X, Y, Z i najmłodsze: Alfa. Przyglądając się kompetencjom charakteryzującym ludzi wywodzących się z określonych pokoleń, przyszło mi do głowy, że największą nadzieją warto obdarzyć pokolenie Alfa. Ono będzie najbardziej zagrożone, ale też mamy wielki wpływ na ich przyszłość.

Pokolenie Baby Boomers (ur. w latach: 1946 – 64) przyszli na świat tuż po II wojnie światowej i wzrastali w atmosferze zimnej wojny. Piętno na ich życiu wyryły ruchy wolnościowe końca lat 60 i kryzys ekonomiczny. Odchodzą z tego świata, powtarzając, że sensem życia jest praca. Można uczyć się od nich lojalności i respektu. Są przekonani, że nic nie przychodzi samo… o wszystko trzeba walczyć. Są jak dinozaury, albo istoty nie z tej Ziemi – mają ogromny szacunek do pracy i ludzi, zwłaszcza tych wysoko postawionych w hierarchii.

Pokolenie X (ur. w latach 1965 – 76) urodzili się w czasach, gdy świat medialny szybko się rozwijał – radio, TV, film i wkrótce Internet stawały się ogólnie dostępne dla każdego. To oni byli pierwszymi fanami MTV i to oni byli świadkami wejścia na rynek telefonów komórkowych. To początek ery przejęcia przez media roli posłańca informacji. Iksy doświadczali życia w czasach, w których raczej nikomu się nie przelewało, a jako dzieci wzdychali do zabawek za szybą Pewexu i do kiełbasy w sklepach komercyjnych. Przeżyli upadek komunizmu. Mówi się, że pokolenie X to dawcy pamięci, wychowani w rzeczywistości głęboko medialnej – współtworzącej ich tożsamość i wrażliwość. To pokolenie mało mobilne - szczytem marzeń było własne, wygodne mieszkanie, na które zaciągnięte kredyty przywiązywały Iksów do jednego miejsca. Również praca Iksów zazwyczaj była jedna na całe życie, i miała dawać stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. To pokolenie pamięta, jak wygląda życie bez komputera. Wie też jak zamówić rozmowę międzynarodową, czy gdzie kupić znaczek i jak wrzucić list do skrzynki.

Pokolenie Y (ur. w latach 1977 – 97 według innych autorów: 1984 – 1999), nazywane też Net Generation – wykorzystywanie nowopowstających technologii jest dla osób Y jak oddychanie. Nie wiedzą, co to znaczy „puste półki” i żart o „occie w samoobsługowym” z niczym im się nie kojarzy. Telefon komórkowy, tablet i wszechobecne komunikatory społecznościowe to ich świat. To młodzi, zdolni, (nie)zależni. Dobrze czują się, gdy mają dużo bodźców – lubią zmiany i wyzwania. Wszystko dzieje się dla nich „już” teraz i natychmiast. Są odważni i asertywni, elastyczni, chcą się rozwijać. Nie czują potrzeby przywiązania. Szukają motywacji „na zewnątrz”. Jest to pokolenie wychowane bezstresowo. W praktyce mogło to oznaczać, że bez jasno ustalonych zasad. Z jednej strony przyzwyczaili się do pochwał i nagród, z drugiej jednak, łatwo zdobyte uznanie wcale nie budowało wewnętrznego poczucia własnej wartości. W efekcie są raczej niecierpliwi i nie lubią długo czekać na efekt lub potrzebują jasnych, konkretnych rozwiązań.

Pokolenie Z (wszyscy urodzeni najwcześniej w 1998 roku do dzisiaj, według innych autorów: 1995 ‐ 2010) tzw. Next Generation. Mówi się, że nie dowierzają niczemu co dobrze działa w „realu”, dopóki nie wypróbują tego w „wirtualu”. Ludzie z pokolenia Z nie znają świata bez internetu, komputera, telefonu, elektronicznych gadżetow. Równolegle funkcjonują w świecie rzeczywistym i wirtualnym – płynnie przechodzą z jednego świata w drugi. Wszystkie światy, to dla nich ta sama rzeczywistość. Są podłączeni do sieci 24/7, czyli 24 godzin na dobę, przez cały tydzień czyli bez przerwy. To grupa wewnętrznie podzielona, ma sprzeczne cechy i postawy. Można powiedzieć, że są bardziej inteligentni niż mądrzy. Chcą przewodzić – są odważni i chcą wpływać na świat. Niecierpliwi, ruchliwi – szukają nowych wyzwań i bodźców w sposób nieustanny. Nie boją się zmian, pozyskują dużo informacji (bo są ciągle podłączeni do sieci). Problemy rozwiązują poprzez wykorzystanie internetu. Wujek Google zna odpowiedź na wszystkie kłopoty. Można powiedzieć, że jedna z ich reguł egzystencji brzmi: żyj tu i teraz, bądź szczęśliwy poprzez to, co już masz. Pokolenie Z chce osiągnąć oszałamiającą karierę natychmiast. Pracę wybiera po to, żeby realizować swoje własne cele, nie oczekiwania i wymagania kogokolwiek.

Pokolenie Alfa – to ci, co od 2010 r. przychodzą na świat. Jacy będą? Oczywiście jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie i dobrze wykształcone, bo ich edukacja będzie zaczynać się wcześniej i będzie trwać dłużej. Pokolenie Alfa będzie dorastać w domach rodziców, którzy zrobili już karierę i którzy świadomie zdecydowali się na potomstwo po trzydziestce. Przewiduje się, że dorośli z pokolenia Alfa mogą być mocno uwrażliwieni na kwestie związane ze swoim zdrowiem – według prognoz narastać będzie problem otyłości, m.in. przez siedzący styl życia, związany z wszechobecną technologią, wypierającą inne sposoby spędzania czasu, niż przed komputerem, itp.

Wierzę, że jeśli mi się nie uda, to właśnie to pokolenie rozwiąże dylemat mojego przodka. Świat pędzi. Psychologowie, psychiatrzy i wszyscy orędownicy zdrowego trybu życia nawołują, by się zatrzymać, poznać wzajemne potrzeby, motywację, podjąć współpracę opartą na wiedzy, ale kto by się tym przejmował w świecie tylu indywidualistów.
Baby Boomers zachęca do pracy i przekonuje, że sukces osiągnę z pracy własnych rąk. No i najważniejsze są zasady. Iksy zachęcają, by siedzieć cicho i spokojnie w swoim grajdole, a i tak wszystko da się załatwić. Igreki młode, zdolne (nie) zależne głośno dopominają się o władzę, ale i tak więcej czasu spędzają w wirtualnym świecie – trudno się z nimi zaprzyjaźnić. Pokolenie Zet zdobywa świat i jak wszyscy młodzi chcą go zmienić i wierzą, że wiedzą jak. A pokolenie Alfa? Marzymy o tym, że będą bardziej szanować zdrowie. Pewnie, jak wszyscy młodzi ruszą w życie z ideą, że świat należy do nich – pokora przyjdzie w swoim czasie.

Niby żyję w świecie rzeczywistym, ale czasem wciąga mnie świat medialny, który z kolei konkuruje z wirtualnym.

Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak ustala się uzależnienie od gier komputerowych, polecam publikację „Jak kształtować kontakt dziecka z multimediami” M. Jędrzejko, A. Taper – można ją znaleźć w Inernecie.

Przykładowe pytania:

  1. Czy zdarzały się w twoim życiu takie okresy, kiedy odczuwałeś konieczność ograniczenia czasu spędzanego przy komputerze?
  2.  Czy zdarzało się, że różne osoby z twojego otoczenia denerwowały cię uwagami na temat czasu, jaki spędzasz przy komputerze?
  3.  Czy zdarzało się, że odczuwałeś wyrzuty sumienia lub wstyd z powodu zaniedbań wynikających z poświęcania dużej ilości czasu komputerowi/ internetowi?
  4.  Czy zdarzało ci się, że prawie natychmiast po przebudzeniu się pierwszą twoją czynnością było włączenie komputera i kontynuowanie zakończonych przed zaśnięciem czynności?
  5.  Czy bardzo nudzisz się kiedy nie możesz korzystać z sieci; czy odczuwasz wtedy poddenerwowanie, napięcie?
  6.  Czy obiecywałeś sobie, że usiądziesz tylko na chwilę i nie dotrzymałeś danego sobie słowa?
  7.  Czy rezygnowałeś ze spotkań z przyjaciółmi, wypadów do kina, sportu, aby zostać w domu przy komputerze?
  8.  Czy kiedykolwiek skłamałeś w celu ukrycia twojego nadmiernego zainteresowania internetem? 

 Odpowiedź „Tak” na więcej niż trzy pytania oznacza, że możesz mieć problem. 

fota ze strony: http://mlodyelblag.pl/wp-content/uploads/2014/05/tydzien-bibliotek.jpg

niedziela, 3 grudnia 2017

Dostosuj się, to zła rada




Mówią mi – dostosuj się a będzie Ci łatwiej. Pytają, czy odważę się być, taka jak oni? Czytają w moich myślach, wiedzą co czuję, a ja nabieram coraz więcej pewności, że nie mówią o mnie, tylko o własnych wyobrażeniach mnie.
Nie dostosuję się, bo inaczej postrzegam współpracę. Nie odważę się, bo dostrzegam różnicę między brawurą a odwagą.

Przebieganie przez pasy na czerwonym świetle, jazda samochodem ponad obowiązującą prędkość, praca ponad własne możliwości albo kompetencje, to nie jest odwaga. To właśnie jest brawura. Odwaga jest wtedy, gdy myślisz sobie:
Boję się czegoś, ale spróbuje to zrobić. Sprawdzę najpierw, czy sobie ani innym nie zaszkodzę, jeśli zrobię to, czego się boję. 
No bo jeśli to jest niebezpieczne, może nie warto tego robić?

Wystąpiłeś kiedyś w obronie współpracowników, w sytuacji, gdy inni im dokuczali albo plotkowali na ich temat? To prawdziwa odwaga – pokonać strach i własną słabość. Zrobić coś nie dla poklasku, lecz dlatego, że tak po prostu należy. Dobrze jest pomagać komuś lub sobie. Warto przeciwstawiać się, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś dla swoich partykularnych celów chce innych wykluczyć ze społecznego życia.

W strukturach totalitarnych ideałem jest sytuacja, w której nie wybuchają otwarte konflikty. Ci którzy nie współpracują, spotykają się z przemocą i ograniczaniem ich, i tak znikomej, wolności osobistej. Dla tych, którzy potrafią się przystosować, struktury totalitarne stają się bezpieczną bazą. To pozorne bezpieczeństwo, choć wielu uznaje, że tak właśnie jest. Ci, którzy cenią sobie indywidualizm w totalitarnej strukturze cierpią z powodu destrukcyjnego wpływu władzy.

W XXI wieku, kiedy już nienarodzone dziecko to pełnowartościowy człowiek, wydawałoby się, że absurdem jest totalitarna władza. Społeczeństwo tworzą ludzie, którzy respektują i kształtują ludzkie zachowania, uznając przy tym podmiotową rolę wszystkich ludzi. Nikt nie jest przedmiotem, który swobodnie można przestawiać, albo w którym bezkarnie można kontenerować przykre emocje, albo który przyjmuje na siebie rolę ofiarnego kozła. Wszyscy jesteśmy niezależni i samodzielni. Co więcej, ponosimy odpowiedzialność za powstające konflikty, choćby dlatego, że ponosimy odpowiedzialność za budowanie relacji z innymi.

W strukturze totalitarnej najważniejszy jest porządek. To dlatego ustala się granice, czyli to, co inni mogą i czego nie mogą robić oraz to, co powinni i czego nie powinni robić. Stawianie ograniczeń innym jest przejawem chęci sprawowania władzy. Różnica zdań w takiej strukturze postrzegana jest jako złamanie zasad. Dialog, w którym uwzględnia się pragnienia, marzenia i potrzeby innych uznaje się za jakieś fanaberie. 

Władza stosując sankcje, zrzuca z siebie wszelką odpowiedzialność za zaistniały konflikt, całą winą obarczając tych, którzy złamali zasady. W ten sposób podkopuje wiarę w sprawiedliwość, a przede wszystkim wiarę w poczucie własnej wartości ukaranego.
Władza krytykuje i poprawia tych, którzy zachowują się niewłaściwie. Władza czuje satysfakcję i może nawet wybaczy, kiedy skarcony odczuwa wyrzuty sumienia. Władza myśli, że jest sprawiedliwa, gdyż wszyscy dostają wszystko po równo – takie same nagrody i takie same kary. W rezultacie, jeśli znalazłeś się w strukturze totalitarnej, Twoim celem nie jest „bycie sobą”. Twoim celem jest się dopasować – grać, dokładnie tak, jak aktor w teatrze, ucząc się roli, którą wyznaczy Ci władza.


Co, jeśli ktoś ma odmienne zdanie? Ja na przykład uważam, że nawet w strukturze totalitarnej każdy ma prawo znać uzasadnienie norm i ograniczeń, jakie narzuca mu władza. Mam prawo uczestniczyć w podejmowaniu decyzji i mieć na nie wpływ. Wymagam, by władza traktowała mnie z szacunkiem dla mojej osobistej godności.
Podstawowa zasada psychologiczna o różnorodności jest powszechna i nie wymaga wyjaśnienia. Jesteśmy różni i dlatego musimy nauczyć się akceptować samych siebie, takimi jakimi jesteśmy. Koncepcja równej godności wszystkich ludzi pojawia się w manifestach politycznych od dwustu lat, chociaż rzadko bywa wprowadzana w życie. 

Szacunek i akceptacja są konsekwencją miłości do Życia a nie jej zasadniczym warunkiem. To właśnie zasada wzajemnego szacunku zakłada, że ludzie są różni, i wcale nie należy dążyć do likwidowania tych różnic. Co więcej, można ją zastosować do osobistych relacji pomiędzy pracodawcami i podwładnymi, lekarzami i pacjentami, muzułmanami i chrześcijanami, Azjatami i Skandynawami, kobietami i mężczyznami, czy dorosłymi i dziećmi. Szacunek i akceptacja to podstawa. Tylko wtedy, kiedy mogę funkcjonować w świecie z poczuciem naturalności mogę zwiększać samoświadomość i satysfakcję z Życia.

Niektórym ludziom może być trudno traktować innych z szacunkiem, jeśli sami nie doświadczyli tego w Życiu. Umiejętność ta - okazywanie szacunku - wymaga odwagi i pokory. Wymaga też codziennego treningu.

Kiedy ktoś Cię naśladuje lub zdradza Twoje uczucia i poglądy, które wolałbyś zachować dla siebie, albo których jesteś nieświadomy – przyjrzyj się sobie i nie nazywaj tej osoby konfliktową. Wszyscy mamy własne powody, by robić to, co robimy. Wszyscy nie z własnej winy, zostaliśmy doprowadzeni do naszych destrukcyjnych lub autodestrukcyjnych zachowań. Poważnie traktujmy dobro każdego Człowieka.

Bierz odpowiedzialność społeczną, jaką ponosimy za siebie nawzajem i bierz odpowiedzialność osobistą za swoje zdrowie i rozwój. Tylko wykazując odpowiedzialność osobistą możesz walczyć z przeciwnościami losu, zamiast marnotrawić energię na obwinianie innych. 

Uznaj prawo innych do wyrażania własnych potrzeb, pragnień, doświadczeń, uczuć i prawo do ich wyrażania. Patrz na potrzeby innych z ich punktu widzenia. Kieruj swoją uwagę na innych po to, by ich poznać, nie podważaj przy tym praw tych ludzi albo ich pragnień. Reaguj na działania innych ze zrozumieniem, co oznacza, że nie musisz marginalizować własnego stanowiska. 

Masz władzę. Jak każdy człowiek. Nie mów mi, że mam się dopasować. Nie pytaj mnie czy mam odwagę do zrobienia czegoś, czego sam nie zrobiłeś z lęku. Jeśli coś jest niebezpieczne, może nie warto tego robić? 

Niebezpieczeństwo, to sytuacja zagrażająca czemuś lub komuś, mogąca wywołać szkody. Na przykład dokuczanie, plotkowanie, obgadywanie, stawianie w niekorzystnym świetle innych po to, by poczuć się lepszym, bardziej kompetentnym, sprawiedliwym.

piątek, 3 listopada 2017

Pracuj dla pieniędzy. Nie trać zdrowia.



Pracujesz dla pieniędzy a tracisz zdrowie.  Jak to się dzieje?
Jeśli masz pracę, może to oznaczać, że jesteś wysoko wykwalifikowany, samodzielny, zaangażowany i zdeterminowany do stałego uczenia się. Zapewne jesteś też mobilny i może nawet jakimś cudem godzisz pracę zawodową i życie prywatne. Być może praca jest intensywna i trudna intelektualnie a także emocjonalnie. Zmiany na rynku pracy sprawiają, że wymagania rosną w zastraszającym tempie a nagrody za dobrą pracę … Co z nagrodami?

Rośnie rywalizacja i indywidualizacja, zerwane więzi społeczne mają niewielkie szanse, by się odrodzić. Brak więzi oznacza też więcej agresji. Wzniosłe ideały dawno rozbiły się o bruk. Nadążasz za tymi wszystkimi zmianami? Radzenie sobie jest dla Ciebie koniecznością.

Pracujesz dla pieniędzy – otrzymujesz je za swoje kompetencje i wysiłek. Za większy wysiłek może otrzymasz większą nagrodę. Możesz też liczyć na coś więcej niż pieniądze - pracując rozwijasz się. Nowe doświadczenie, czy ogólne zmiany na świecie, motywują Cię do rozwoju. Wszystko to sprawia, że uzyskujesz szacunek i uznanie.

W pracy przeżywasz emocje. Mogą to być Twoje reakcje na okazywany Ci szacunek i uznanie. Emocje wskazują, które aspekty pracy są przyjemne, a które przykre. Aktywują Twoją chęć przybliżania się i oddalania, a ona – ta chęć - oznacza Twoje zaangażowanie albo zdystansowanie się do pracy.


W pracy, jeśli jest trudno, możesz uzyskać wsparcie – Twój wysiłek wkładany w pracę zostanie doceniony przez kolegów i przełożonych. Trudności będziesz traktował jak wyzwania, a pokonując je będziesz rozwijał się jeszcze bardziej. Twoja motywacja będzie rosła i będziesz osiągał coraz wyższe wyniki. Zwiększy to Twoją lojalność wobec pracodawcy. Będziesz odczuwał ekscytację, entuzjazm, zadowolenie. Będziesz czuł osobistą odpowiedzialność za swoją pracę.

Jeśli jednak nienadążasz za wymaganiami, jakie stawia przed Tobą praca i masz poczucie nieadekwatności, to może być początek Twoich kłopotów. Jeśli dotychczasowe, świetne samopoczucie, zacznie gwałtownie opadać, do tego pojawi się fizyczne zmęczenie, brak zadowolenia, częściej do głosu dochodzić będą smuteczki – to właśnie zacząłeś swoją podróż do Wypalenia Zawodowego. To efekt spostrzeganego przez Ciebie braku równowagi pomiędzy wymaganiami pracy a wsparciem, jakie otrzymujesz od kolegów i pracodawcy. A na to, co widzisz, na to, jak interpretujesz rzeczywistość, Ty sam masz największy wpływ. Pracuj dla pieniędzy, ale nie trać zdrowia.


Uwaga. 
Jednym z objawów zbliżającego się załamania nerwowego jest przekonanie, że wykonujemy niezwykle ważną pracę. – Bertrand Russell

niedziela, 1 października 2017

To nie jest komplement



A ja jestem łasa na komplementy. Lubię gdy ktoś uprzejmie odnosi się do tego, w co wkładam cząstkę siebie. Ty nie lubisz tej formy grzecznościowej. Twierdzisz, że pewne siebie osoby nie potrzebują komplementów. Uważasz, że zauważenie i zakomunikowanie komuś tego, co oczywiste jest czymś złym? Bzdura. Jest wręcz odwrotnie. Jestem dumna ze swoich osiągnięć. Zabiegam o komplementy, by dzielić swoją radość z innymi. Nie wszyscy widzą sukces w tym samym momencie.
Pamiętam, jak kolejny raz zabrałam się do rzucania palenia. W pewnej chwili uświadomiłam sobie, że wszyscy krytykują mnie, jeśli mi się nie powiedzie i zupełnie nie zauważają małych sukcesów w tym bezsprzecznie trudnym procesie. Sama zabiegałam o docenienie moich starań.

Czasem trafiam na ludzi, którzy zalewają świat przesadnymi pochwałami. To taka „wyuczona grzeczność”, rodzaj bleblania, o którym pisałam w jednym z poprzednich postów. Pochlebstwami chcą wprowadzić dobry nastrój, po to by zdobyć przewagę, zyskać przychylność, ugłaskać kogoś. W sumie, nie ma nic złego w dbaniu o własne korzyści pod warunkiem, że nie odbywa się to kosztem innych.

Gdy prawisz mi pochlebstwo usłyszysz – Miło mi. Dziękuję. I kropka. Gdy powiesz mi komplement, obdarzę Cię uśmiechem i wdzięcznością. To dobry krok, by dostrzec i pogłębić nasze relacje. Jeśli mówisz mi komplement, to znaczy, że dostrzegasz mnie i moje codzienne zmagania. Widzisz wspólnotę zainteresowań i pokrewieństwo w postrzeganiu świata. Pochlebstwem zamykasz mi usta – pogadamy sobie, ponarzekamy i cała energia idzie w kosmos. Jutro możemy zaczynać od nowa, jakbyśmy się widzieli po raz pierwszy w życiu. Komplementując, można szczerze, głośno mówić o tym, co się podoba, cieszyć się cudzymi osiągnięciami, talentami, pomysłami i darami. Można tworzyć wspólne plany i je realizować, cieszyć się sukcesami i doskonalić, ucząc się na własnych błędach.

Komplementowanie. To się może nie udać, gdy zżera Cię zazdrość i zawiść, a szczerość to taka straszna sprawa. To się może nie zdarzyć, gdy tworzysz świat z ludźmi zamkniętymi, może zgorzkniałymi, może zrażonymi do innych. Może nawykowo włączasz krytykę i oprócz ludzkich niedociągnięć nie potrafisz dostrzec mocy, jaką nosi w sobie każdy Człowiek – także Ty?

W każdym Człowieku można znaleźć coś, co jest godne podziwu. To może być sposób wysławiania się, sposób patrzenia na świat, sposób odżywiania się, czy sposób, w jaki ktoś reaguje na przeciwności losu. Jeśli dostrzegasz tylko to, co Ci w kimś nie odpowiada i krytykujesz – wprowadzasz podły nastrój. To jak dostrzeganie pogody tylko wtedy, gdy jest zła, deszczowa, wietrzna, bez słońca.

Lubisz, gdy inni Cię krytykują? Czy napawa Cię to chęcią zmiany własnego zachowania? Czy daje Ci to radość życia i wdzięczność dla krytyka? Lubisz pochlebstwa? Wysoko cenisz fałszywe liski, dzięki którym przez chwilę czujesz się lepiej? Jeśli tak, to wspierasz zakłamanie i manipulowanie rzeczywistością. Fałszywa rzeczywistość jest Twoim nawykiem, Twoją naturą. 
Trudno się temu dziwić, bo naukowe badania dowodzą, że nawet, gdy ludzie rozpoznają w wypowiedzi pochlebstwo, to i tak bardziej lubią te osoby, które mówią im przyjemnie brzmiące rzeczy niż te, które uczciwie milczą. Jednak, jeśli pochlebstwa sprawiają Ci przyjemność i wprawiają w dobre samopoczucie, daj szanse innym cieszyć się tym, co w nich dobre, wyjątkowe, a może tylko normalne. Zauważ i mów im o tym. Wynajdując i podkreślając piękno w każdej chwili, wpływasz na jakość własnego życia. Tak. To Ty tworzysz własne nastroje, motywację i satysfakcję z realizowanych zadań.


Pytasz – po co mówić innym komplementy? Twierdzisz, że w głowie im się poprzewraca. Myślisz, że uzależniają poczucie własnej wartości od Twoich komplementów – jeśli ich nie dasz przyczynisz się do ich złego samopoczucia? Dorosłość i odpowiedzialność wiąże się z wyrażaniem uczuć. Możesz wyrazić zarówno krytykę jak i pochwały i komplementy. Możesz też je przyjąć. Nie musisz dziękować, choć jeśli coś Ci sprawia przyjemność, można to zakomunikować. Manipulujesz - to nie jest komplement. 

środa, 13 września 2017

Zakaz czy Nakaz







Nikt mi nie będzie mówić, co mam robić! Buntuję się. Nie chcę stosować się do Zakazów. Nie wykonuję Nakazów. Zakaz dotyczy tego, czego mam nie robić. Nakaz dotyczy tego, bym się podporządkowała. Moim rozumem ogarniam własne potrzeby. Może właśnie z tego powodu często włącza mi się czerwona lampka – Uwaga! Ograniczenie wolności!

Zakaz i Nakaz wyznaczają zakres swobody zachowania. Określają, co mam robić, albo czego mam nie robić. Jest jeszcze zakres swobody zachowania – to, co nie jest zabronione jest po prostu dozwolone – to uczynić wolno. Ale nie o tym chciałam pisać.

Świadomie, dobrowolnie narażamy się na niebezpieczeństwo, znajdując okoliczności usprawiedliwiające. Nie mam racji? Racja, to coś takiego, co kieruje zachowaniem. Jedna racja może kolidować z inną racją. Jest racja, by dotrzymać obietnicy – obiecałam, że będę gotowa z tym projektem dziś do 12-ej. Ale ta racja może kolidować z inną racją – mój kot się rozchorował i muszę go odwieźć do kliniki. Która racja jest mocniejsza, ważniejsza? Dla kogo i w jakich okolicznościach?

Wygrał kot, ale obietnica też jest ważna. Próbuję odzyskać „stracony czas”. Wiem, że się nie da, ale … wbiegam na przejście dla pieszych, oczywiście jest czerwone światło. Znów ten dylemat – czyja racja? Kierowca pokazał gestem, że uważa mnie za kretynkę – naruszył moją godność? Jestem Kobietą. Czyja racja?

Czasem, kiedy postępujemy wbrew Zakazom i Nakazom nie odczuwamy dotkliwych skutków kary. Sytuacja może się wydawać nawet zabawna. Pamiętam, jak w Barcelonie, w maleńkim mieszkanku na ostatnim piętrze, miło spędzałam wakacyjny czas z przyjaciółmi. Któregoś dnia, wracaliśmy po wielogodzinnej włóczędze z torbami pełnymi zakupów. Towarzyszyła nam myśl, a nawet pragnienie, by jak najszybciej znaleźć się na tarasie z widokiem na Sagrada Familia.

Schody czy winda? Winda. Winda zabiera 3 osoby nie więcej niż 200 kg – ostrzega Zakaz czy Nakaz? Nie istotne. Utknęliśmy kilkanaście centymetrów od celu. W upalny dzień szybko zaczyna robić się niekomfortowo, zwłaszcza, że jesteśmy stłoczeni jak śledzie. Brak zasięgu, brak ruchu, brak powietrza i tylko myśli katastroficzne zaczynają pojawiać się w nadmiarze. Sytuację opanowaliśmy po ok. 10 minutach z pomocą przeróżnych zbiegów okoliczności. Mocą zaklęć i próśb do Siły Wyższej, siłą spokoju, uważności i cierpliwości. Kolejna lekcja pokory odrobiona.

Zakazy i Nakazy traktuję jak kierunki, które wskazują mi drogę. Nie zawsze naruszenie norm jest bezkarne. Normy zawarte w Zakazach i Nakazach budują określony porządek i zapewniają bezpieczeństwo. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić, bo chcę sama brać odpowiedzialność za własne życie. Potrzebuję autonomii i przestrzeni do dokonywania wyborów. Mam różne możliwości i satysfakcję, kiedy świadomie podejmuję decyzje. 

Wykonywanie czyichś poleceń nie jest odpowiedzialnością. Wolę niepewność – co mogę zrobić w tej sytuacji – niż pretensje i narzekania, że ktoś nie potrafi zarządzać albo, że mnie stać na więcej. Wolę wiedzieć, jaki mam wybór, co mogę zrobić inaczej? Odpowiedzialność kojarzy mi się z wyborem – co mogę zrobić, żeby było jeszcze lepiej? Co mogę zrobić, żeby było bezpieczniej? 

Złamałam kilka Zakazów, przeciwstawiłam się wielu Nakazom – zaprzyjaźniłam się z moim Strachem przed karą i Pokorą, kiedy wszystko skończyło się dobrze. Dziś jestem mądrzejsza o te wszystkie doświadczenia. Pielęgnuję je – Zakazy i Nakazy. Od dawna. Janusz Korczak, mając na myśli dzieci, nauczał - Kto gruntownie nie przemyśli zagadnienia zakazów i nakazów, gdy jest ich mało, nie ogarnie, zgubi się, gdy ich będzie wiele.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Strategia na strusia czy skok w nieznane



To nie o mnie. To nie o nas. Ja mam szczęście i nic złego mi się nie stanie. Wierzę, że Świat jest bezpieczny. To dlatego mówią o mnie - naiwna. A ja po prostu czasami zamykam się przed informacjami, które świadczą o tym, że jest inaczej. Zagłuszam je, ignoruję, albo próbuję nastraszyć - złego diabli nie biorą.

W świecie zwierząt występują drapieżniki i to one szukają łatwego łupu. Łatwy łup to duży zysk przy niskim ryzyku niepowodzenia, na przykład przy wydatkowaniu niewielkiej ilości energii. Można by rzec, że ofiara sama weszła w paszczę lwa.

W świecie ludzi też łatwo zostać ofiarą. Masz problem by spojrzeć obcemu prosto w oczy i nie odwracać wzroku, nawet gdy wydaje Ci się, że przeszywa Cię na wskroś? Preferujesz uprzejmość polegającą na odsunięciu się od kogoś, kto prowadzi emocjonującą rozmowę? Może nawet myślisz, że skoro mówi podniesionym głosem, to lepiej udać, że tego nie słyszysz, bo inaczej będzie mu wstyd, gdy dotrze do niego, że byłeś świadkiem jego słabości.

Jakiś czas temu kilkoro moich znajomych straciło wartościowe rzeczy włączając program: uprzejmość. Hałaśliwy rozmówca okazał się drapieżcą - przebiegłym złodziejem, który wykorzystał uprzejme wycofanie się ofiary i wziął wszystko, co zmieściły jego kieszenie.

Próbujesz obrócić w żart czyjąś gafę, przykryć dyskomfort, który odczuwasz kiedy jakiś inny drapieżnik nadużywa wobec Ciebie albo innych władzy? Chcesz ratować sytuację i obrócić przemoc w dowcip, gdy ktoś po chamsku Cię zaczepia?

Czasem zachęca się, zwłaszcza dzieci, by ustępować w konfliktowych sytuacjach. Szczególnie starszy brat, czy siostra ma odpuścić w imię bycia mądrzejszym - mądry głupiemu ustępuje a głupi się z tego raduje - głosi dziecięca rymowanka.

Po co uspakajamy dzieci? Bo nie chcemy kłótni, konfliktów, bo chowamy głowę w piasek. A przecież wystarczy nauczyć się stanowczo, łagodnie, bez lęku wyrażać swój lęk i gniew.

Gniew nie usprawiedliwia wyrządzonej krzywdy ale może pomóc zrozumieć, jak do krzywdy doszło. Dlatego gniew to bardzo ważna emocja. Nie wyrażasz gniewu - chowasz głowę w piasek. Uciekasz. Ucieczkę usprawiedliwia tylko chęć ratowania życia - stajesz twarzą w twarz z drapieżcą ... uciekaj chyba, że masz szansę nie stać się jego ofiarą.

Nie chodzi o to byś była idealna - takich osób nie ma - chowanie głowy w piasek, przemilczanie problemów, unikanie konfliktów za wszelką cenę - nie pomagają w oswajaniu własnych lęków i gniewu. To wbrew zasadom fair play wobec siebie też.

Gniew to mnóstwo energii, którą możesz dobrze wykorzystać. Żeby skoczyć w nieznane nie musisz mieć wszystkich umiejętności. Możesz zwrócić się do kogoś, kto ma to, czego Tobie brakuje. Strategia na strusia jest Ok. Rzucanie się na głębokie wody też. Chodzi o to, by nie stać się łatwym łupem drapieżników w Świecie.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

o czymś banalnym





To wspaniałe uczucie robić coś banalnego, ładnego, niezobowiązującego, lekkiego, wesołego. Ja to potrafię. Robię na przykład fotki napotkanym kwiatkom. Albo siedzę w parku i gapię się na ludzi, nieco nawet uśmiecham się, widząc jak we własnym pędzie miotają się w tłumie.
Kiedyś, gdy podjęłam się jakiegoś zadania, wykonywałam je dając z siebie 200 procent. Tego samego wymagałam od swojego otoczenia. Nauczyłam się wypatrywać na kilometr fascynatów, pasjonatów, pracoholików i wszelkiej maści hobbystów. Płoną, jakby byli zasilani niewyczerpującą się energią. Też tak kiedyś myślałam, i nagle – STOP – to, co wydawało się, że trwać będzie nieskończenie, wyczerpało się, zniknęło. Do tego wyjątkowa  wrażliwość, której zaletą jest to, że umożliwia mnóstwo wzruszeń, zaczęła działać przeciwko mnie – każda krytyka raniła do kości.
Też tak czasem odczuwasz? Obciążają wieści o chorobach przyjaciół i śmierci znajomych? Dotykają wiadomości o bezsensownych decyzjach i przepisach prawa, które rujnują doświadczenie i sukcesy wielu ludzi? 
A jednak trzeba dbać o siebie, zwłaszcza w moim zawodzie. Nauczyłam się nowych sposobów wypoczynku, znalazłam czas na więcej aktywności. Coraz więcej wiem o zdrowym odżywianiu. Samodyscyplina i delegowanie to moje ulubione zajęcie. Ćwiczę też przyjmowanie pomocy od innych. Choć nadal mam mnóstwo do zaoferowania innym, staram się by energia wydatkowana równoważyła się z tą, którą dostaję.
Nie należę do ludzi, którzy poddają się w obliczu trudności. Kiedy coś idzie nie tak, staram się rozpoznać przysłowiowy teren i nie wchodzę, jak sztubak w kłopoty. Kiedy jednak, to co widzę trzeba nazwać zwyczajnym okrucieństwem Człowieka przeciwko Człowiekowi – czuję, że muszę działać i działam.
Nie szukam powodu do nienawiści i rozgoryczenia, nawet jeśli nie zawsze ludzie traktują mnie dobrze. Jest jak jest, bo życie pisze swoje scenariusze. Nikt nie jest winny za to, że moje życie wygląda tak, jak wygląda. Jestem kim jestem. Mnóstwo wsparcia jest wokoło, jeśli tylko się po nie sięga. Żyję w poczuciu wielkiej solidarności z innymi, którzy służą mi pomocą i podtrzymują mnie na duchu. Bez tego nie przetrwałabym. 
Czasem mam kłopoty z koncentracją. Stosuję techniki, które porządkują myśli – staram się nie dopuścić, by trudne przeżycia zdobyły nade mną władzę. Przetrwałam. Żałobę, strach, gniew przekułam w czyn. Nawet najbardziej upokorzony i udręczony Człowiek może zachować szacunek do samego siebie. 
Jednak żadna, najsilniejsza nawet osobowość nie przeżyje w absolutnie wrogim otoczeniu. Za to świat zewnętrzny może stanowić tak duże wsparcie, że słabsza osobowość przetrwa kryzys w dużo lepszym stopniu, niż osoby znacznie od niej twardsze. Więź daje siłę. To czyni Cię otwartym na nowe doświadczenia i nowe znajomości. Dzięki temu w trudnych sytuacjach masz się do kogo zwrócić o pomoc, czy zwykłą rozmowę.


Czasem trzeba zmienić priorytety, wywrócić życie do góry nogami, wkroczyć na nieznane ścieżki. Potrzebna jest też pewna dawka tolerancji na własną frustrację. Frustracja nie może odbierać sił i energii do walki z przeciwnościami. W trudnych chwilach niezbędna jest asertywność, by nie złorzeczyć losowi, tylko akceptować swoją sytuację i związane z nią uczucia. Nie oczekuj, że ktoś inny Ci pomoże lub usunie problem. Sytuacja jest Twoja i Twoja odpowiedzialność. Gdzie jest Twoje poczucie przynależności do wspólnoty? Gdzie zaufanie do siebie i skuteczności własnego działania? Co się stało z wiarą w wyższy sens życia? Kłopoty nie są obciążeniami, kłopoty stanowią wyzwanie. I jeszcze jedno, nie podchodź do siebie tak poważnie, życie staje się łatwiejsze, gdy pośmiejesz się czasem z siebie. Wiara w siebie czyni cuda. Przekonanie, że problem jest do rozwiązania, rzeczywiście pomoże w jego rozwiązaniu.
Mówię Ci – to przekonania czynią nas silnymi. Przekonaj się, że Twoje działania odnoszą skutek i ciesz się uznaniem. Odwaga i zaufanie do siebie – masz je – to część Twojej zdrowej samoświadomości. Wiesz, kiedy opłaca się byś kontynuował walkę, bo dobrze znasz siebie i wiesz na czym polega różnica między dobrymi i złymi strategiami albo bezradnym i mądrym kapitulowaniem. Wiesz, co możesz, a czego nie możesz. Wiesz, że jakoś się z tego wykaraskasz. Masz ludzi, którzy Cię lubią i Ci pomogą. Jesteś osobą godną miłości, szanujesz siebie i innych. Możesz znaleźć sposoby na rozwiązanie problemów i kierowanie sobą. Twoje życie jest źródłem, a nie pożeraczem energii.
Żaden Człowiek nie jest całkowicie niewrażliwy i odporny na ciosy losu. Niekiedy życie zaboli, niekiedy los rzuci Cię na samo dno. To jednak ja i Ty mobilizujemy się, wstajemy i zaczynamy od nowa. Pewnie znasz takie sytuacje, w których nigdy więcej nie chciałbyś się znaleźć i ich doświadczać. A jednocześnie masz świadomość, że dzięki nim otworzyłeś się na nowe możliwości. W sumie bardziej zacząłeś doceniać swoje życie, zmieniłeś priorytety. To Twój sukces. To Cię wyróżnia od tych, którzy żyją iluzją, że są silni wewnętrznie – a tylko stali się ofiarą innych ludzi albo okoliczności. To wygodna postawa, która przerzuca odpowiedzialność, ale też odbiera wpływ i satysfakcję.
Ty masz kontrolę nad własnym życiem wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Wola znalezienia sensu jest głębiej zakorzeniona w Człowieku, niż pożądanie i pragnienie władzy – tak twierdzi Viktor Frankl (Człowiek w poszukiwaniu sensu) – opierając swoje tezy na wynikach badań ludzi, którzy przeżyli Holokaust. Sens czasem trudno dostrzec, warto o tym rozmawiać z innymi. Oni czasem rzucą światło w stronę, o której nawet nie wiedziałeś, że istnieje.

Złe prognozy nie muszą być samospełniającą się przepowiednią, jeżeli zaczniemy im przeciwdziałać. Siła i odporność na przeciwności losu nie jest dana raz na zawsze. Mogą ją złamać ciężkie przeżycia. Czy tego chcemy, czy nie, z biegiem czasu Życie aplikuje nam wiele niespodziewanych wyzwań. Uporanie się z kolejnymi problemami przynosi doświadczenia, strategie i w efekcie satysfakcję. Każdy ma gorsze dni, należy jednak się starać przeżyć je w najlepszy możliwy sposób.