poniedziałek, 23 listopada 2015

Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, to jesteś częścią problemu



Biedna ofiara okoliczności ma mnóstwo wymówek. Nie chce przyjąć odpowiedzialności za sytuację, w której się znajduje. Łatwiej jest jej obwinić wszystkich wokół, niż przyjąć odpowiedzialność za samą siebie.

- Nie uważasz, że już czas przestać szukać wymówek i zacząć sama sobą kierować? Masz niezależność i władzę, upoważnienie do wykonania zadania. Wykaż się inicjatywą. Chyba, że pójdziesz utartą ścieżką … zawiedziesz kolejny raz, nie wykazując żadnej inicjatywy i nie biorąc odpowiedzialności za to, by odnieść sukces.

Bycie niezależną polega na tym, że gdy coś pójdzie nie tak, nie będziesz szukać wymówki. Weźmiesz odpowiedzialność. Nie możesz winić nikogo, nawet siebie. Błąd to błąd. Może się zdarzyć każdemu.

Niezależność, swoboda działania jest czymś, co ktoś Ci dał. Zarządzanie samą sobą jest tym, co możesz zrobić, aby to zaczęło działać. A Ty ciągle użalasz się nad sobą. Skąd w Tobie przekonanie, że nie masz już szans? Dlaczego uważasz, że wiesz, co myślą o Tobie inni? Ludzie nie potrafią czytać w cudzych myślach, więc nie należy oczekiwać, że będą wiedzieli, co myślisz. Jak niby ktoś miałby rozumieć Twoje intencje, znać to co Cię motywuje, jeśli o tym nie mówisz? To nie jest założenie uczciwe w stosunku do innych i do samej siebie.

Narzuciłaś sama sobie ograniczenia na podstawie doświadczeń z przeszłości. Czy wiesz, że kiedy w cyrku zaczyna się trenować młodego słonia, przywiązuje się go łańcuchem za nogę do wbitego w ziemię pala? Słoniątko chce się uwolnić. Ciągnie i szarpie, ale łańcuch i pal nie pozwalają na ucieczkę. Po jakimś czasie słoń rezygnuje z dalszych prób, tak jakby wierzył, że nie ma innego wyjścia. Nawet kiedy jest dorosłym słoniem z wielką siłą, która z łatwością pokonałaby łańcuch i pal wbity w ziemię, zwierzę nie próbuje ucieczki.

Przekonania, które opierasz na doświadczeniach z przeszłości i które ograniczają Twoje obecne i przyszłe doświadczenia sprawiają, że jesteś uwięziona jak ten słoń. Ciągle powtarzasz tego, tamtego nie da się zrobić, na to nie masz czasu, w tym nie jesteś dobra.

A może problem jest w tym, że nie ma w Tobie zgody na rzeczy trudne, przykre – jednym słowem na „cierpienie”? Może przeznaczasz swój czas na realizację tego co najłatwiejsze i najprzyjemniejsze? Może warto popracować nad odraczaniem gratyfikacji? Zaplanuj najpierw czynności przykre, doświadcz cierpienia i pokonaj je, jak przeszkodę.

To, co kochamy, ma dla nas szczególną wartość, a jeśli coś ma dla nas wartość, to poświęcamy temu czas i wiążemy z tym swoje radości i troski. Zdrowy egoizm, miłość własna i poczucie własnej wartości mają ze sobą wiele wspólnego. Jeżeli mamy poczucie własnej wartości, to czujemy, że nasz czas jest również cenny, a skoro go cenimy, staramy się go dobrze wykorzystać. Jeśli cenisz swój czas, to czemu odkładasz najtrudniejsze zadania na koniec?

Jesteś ważna, zasługujesz na troskę, sama również zatroszcz się o siebie. Postrzegając świat jako złowrogi i przerażający, ciągle będziesz potrzebować choćby najmniejszej gratyfikacji, dającej poczucie chwilowego bezpieczeństwa, na rzecz większej gratyfikacji, czyli bezpiecznej przyszłości, gdyż ta jest dla Ciebie wielką niewiadomą. W pewnym sensie przyszłość dla nas wszystkich jest niewiadomą.

Podobnie jak wielu zdrowych ludzi, potrafisz rozwiązać każdy problem, jeśli poświęcisz mu odpowiednio dużo czasu. To kwestia Twojego wyboru. Masz to prawo wyboru. Wybierz, czy sama rozwiążesz codzienne problemy, czy zwrócisz się do innych po pomoc. Problemy same nie znikną i trzeba je rozwiązywać. Bierz za nie odpowiedzialność i dziel się nią. To Cię wyróżnia od ludzi cierpiących na nerwicę lub charakteropatię.

Nerwicowiec przyjmuje na siebie nadmierną odpowiedzialność, charakteropata zaś – zbyt małą. Tylko nieliczni z nas nie są ani nerwicowcami, ani nie wykazują charakteropatii. Jednym z największych dylematów naszej egzystencji jest trudność odróżnienia, za co jesteśmy odpowiedzialni, a za co nie jesteśmy odpowiedzialni. Wszystkie dzieci, w pewnym sensie, wykazują się charakteropatią przejawiającą się tym, że mają instynktowną skłonność do zrzucania z siebie odpowiedzialności za wiele konfliktów, w których uczestniczą i żadna ze stron nie chce przyznać się do winy. Wszystkie dzieci przejawiają też nerwicę, ponieważ instynktownie biorą też odpowiedzialność za doznawane deprywację, mimo, że nie pojmują ich przyczyn. Dzieci nie kochane uznają, że nie zasługują na miłość a nie, że rodzice nie mają zdolności do kochania. Nastolatki, które mają gorsze osiągnięcia sportowe uważają się za gorsze, niż że odstają od normy rozwojowej.

Nerwicowcy krzywdzą siebie samych. Charakteropaci krzywdzą wszystkich wokół. Swoje cechy charakteru negatywnie zrzucają na małżeństwo, przyjaźnie, życie zawodowe, system – na każdą sferę życia, za którą czują się odpowiedzialni.

Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, to jesteś częścią problemu (Eldridge Cleaver). Każdy robi to co lubi.

niedziela, 15 listopada 2015

Dlaczego się źle kojarzy?














„Dlaczego?” jest świetnym pytaniem.

Słowo - pytanie - jest krótkie, bezpośrednie i łatwe do zrozumienia. Liczne nieporozumienia zapoczątkowane zadaniem tego niewinnego pytania "Dlaczego?" skłoniły mnie do rozważań, w czym rzecz?

Pytanie „Dlaczego?”, mogę zadać w odniesieniu do różnych sytuacji. Na przykład mogę chcieć się dowiedzieć, w jakim celu coś jest, albo ma być robione? Czemu coś, co jest robione, może lub ma służyć?

Pytając „Dlaczego?” zapoczątkowuję proces wyjaśniania i analizowania jakiejś sytuacji, czy decyzji. Czasem jest to sytuacja, czy decyzja, którą pytany jeszcze sam wewnątrz siebie analizuje, nie wyłączając przy tym towarzyszących emocji.

Wówczas, niewinne z pozoru, pytanie "Dlaczego"? może poruszyć nerwy napięte jak struny i sprawić, że pytany czuje się zaatakowany, przyjmie postawę obronną lub, co gorsze, przypuści na pytającego atak.

Lubię pytać „Dlaczego?”. Siebie samą często pytam:

Dlaczego tak postąpiłam? Co skłoniło mnie do takiej reakcji? W jaki, jeszcze inny sposób mogłam się wówczas zachować?

Nie chodzi tu wcale o rozpamiętywanie i zamartwianie się, czy wymyślanie "co by było gdyby...". Nie chodzi też o obwinianie siebie, czy kogokolwiek i czegokolwiek za sytuację, która się już wydarzyła.

Chodzi o znajdowanie nowych opcji, interesujących rozwiązań. O odkrycie, czego mnie ta sytuacja uczy? Jak mogę sprawić, aby inni ludzie czuli się jeszcze lepiej w moim towarzystwie?

I najlepsze pytania na koniec: Co mi to dało, Co mi to da? Odpowiedź jest dla mnie ważna - Postępując tak, dbam o swój komfort – lubię wiedzieć, lubię, kiedy inni wiedzą. Wymienianie się wiedzą jest Ok.





Jest taka filozofia postępowania, wywodząca się z japońskiej kultury i praktyki zarządzania KAIZEN. Zakłada, że celem zawodowym jest stałe zastępowanie "marnotrawstwa" czynnościami dodającymi wartość. W myśl tej filozofii, jakość, jaką człowiek osiąga w życiu zawodowym ma ścisły związek ze stylem życia. Charakterystyczną cechą takiego stylu jest włączanie procesu myślowego na każdym etapie i potrzeba świadomej oceny wykonywanego działania.


Jedną z technik, stosowanych w organizacjach zarządzanych według filozofii KAIZEN jest procedura 5 why:

Gdy trafisz na problem, pięć razy zapytaj „Dlaczego?”. Pytaj tak długo, aż znajdziesz przyczynę najgłębszą”.

Stosując taki styl zarządzania osiąga się stan świadomości i bezpieczeństwa, w którym naturalne dla pracowników staje się zgłaszanie rozwiązań, pomysłów. Aby to jednak było możliwe, potrzebne są zasady, których przestrzeganie umożliwia analizę problemów z pomocą pytania "Dlaczego?".

Trzeba nazwać problem w sposób zrozumiały dla jego wszystkich uczestników. Trzeba rozumieć ciąg przyczynowo-skutkowy i nie mylić przyczyn z objawami. Postępować należy zgodnie z przekonaniem, że przyczyny tkwią w procesach, nie w "ludziach". Ważna jest atmosfera szczerości i zaufania.
 
Uzbrojona w filozofię KAIZEN, pytam kogoś „Dlaczego?” i napotykam niechęć i podejrzliwość. Znasz to ze swoich relacji zawodowych? Może też osobistych?

„Dlaczego?” dotyczy przyszłości. Pytam, co jest dla Ciebie ważne? Jaka jest Twoja motywacja? Po co chcesz coś zrobić?

„Dlaczego" dotyczy też przeszłości. Pytany może odczuć przymus tłumaczenia się, usprawiedliwienia, może nawet pojawi się cień poczucia winy.

Ludzie czasem nawykowo odpowiadają na pytanie „Dlaczego?” nie zastanawiając się, czy pytamy o przyszłość, czy o przeszłość. Trudniej jest z tymi, którzy żyją w przeszłości, bo pytanie „Dlaczego?” uruchamia najczęściej rwącą rzekę narzekania, charakterystyczną dla ludzi z nastawieniem pesymistycznym, lękowym, którym często towarzyszy frustracja i niechęć do zmian. Jedyną zmianą jakiej potrzebują, to pozbyć się napięcia, jakie im towarzyszy. I robią to doskonale wylewając z siebie, wyrzucając na oślep różne inwektywy. W ich narzekaniach widoczna jest chęć hamowania jakichkolwiek działań:

Nie wtrącaj się
Co Cię to obchodzi
Nic się nie da zmienić
Zawsze tak było

Narzekanie to jeden ze sposobów na odreagowanie emocji. Jest wynikiem określonego myślenia, pełnego generalizacji o świecie, ludziach i sytuacjach:
„Ludzie zawsze…”, 
„Ludzie nigdy…”
Wszyscy są…”, 
Nikt nie jest …”.

Czasem warto zapytać "Dlaczego?", by dać frustratowi możliwość oczyszczenia jego emocji. Po tym, jednak warto zacząć wpływać na jego przekonania.


Lubię ten moment, gdy na pytanie „Czy rzeczywiście wszyscy, nikt, zawsze…”? osoba pytana zaczyna kwestionować swoje przekonania. Czasem jednak proces dochodzenia to takiej zmiany trwa ...

Jeśli narzekasz na czyjeś zachowanie, zastanów się, jak sytuacja może wyglądać z drugiej strony? Dlaczego ktoś zachowuje się tak, a nie inaczej? Jaki może być kontekst, powody jego zachowania? Jakie potrzeby za tym stoją? Czy możesz zrobić coś, aby rozwiązać sytuację w sposób korzystny dla obu stron?

Czasem w rozmowie z drugim Człowiekiem pojawia się, nawet niewerbalny komunikat „Mam gdzieś, co teraz mówisz”. Jeżeli naprawdę chcesz się czegoś dowiedzieć, masz również prawo pytać: "Dlaczego?" W jaki sposób? Skąd?

Zresztą zadawaj takie pytania, jakie chcesz. Jeśli naprawdę chcesz się czegoś dowiedzieć, zadaj pytanie a potem słuchaj uważnie. Możesz zdziwić się, o jakich rzeczach się dowiesz.



Dlaczego źle się kojarzy? Bo nie chcemy dotrzeć do sedna? Bo nie nazywamy problemu w sposób zrozumiały dla jego wszystkich uczestników? Bo nie rozumiemy ciągu przyczynowo-skutkowego? Bo mylimy przyczyny z objawami? Bo szukamy przyczyn w ludziach a nie w procesach? Bo nie nie umiemy być szczerzy i otwarci?

Bo szczerość i zaufanie nie są dziś w modzie - wolimy powierzchowność, brak rzetelności i różne przejawy odwracania uwagi od spraw istotnych. Również od nas samych.


Zasady oparte na szczerości i zaufaniu uda się wprowadzić, jeśli każdy z uczestników sytuacji ma w sobie gotowość, by zaakceptować osiągnięcia, kompetencje, trudności czy niepowodzenia życiowe innych, w takim samym stopniu jak swoje. Myśleć. Czuć. Reagować. Szanując przy tym drugiego Człowieka.




Filozofia Kaizen i zastosowanie metody 5 why zaczerpnięte z książki Masaaki Imai pt.: Gemba Kaizen. Zdroworozsądkowe, niskokosztowe podejście do zarządzania (MT Biznes, Warszawa 2006). Twórcą metody 5 why jest Sakichi Toyota. 
Foto karty gry DIXIT.


niedziela, 8 listopada 2015

Pyta ten kto wierzy, że usłyszy prawdę?







Zadawanie pytań czemuś służy. Komunikując się z drugim człowiekiem zadaję pytania, jeśli chcę pozyskać jakieś informacje, albo pogłębić swoją wiedzę, albo doprecyzować i uporządkować wiedzę jaką wspólnie posiadamy, by móc ją wykorzystać w realizacji jakichś działań.

Pytania mają też funkcje psychologiczne. Pytając okazuje się zainteresowanie i wyraża chęć pomocy. Daje się drugiej osobie możliwość wypowiedzenia się na jakiś temat, akceptując i doceniając jej wiedzę. Okazuje się rozmówcy, że się go rozumie. Można też pytaniami wciągać jakąś osobę w rozmowę. Można uzyskiwać potwierdzenie swoich racji.

Pytania mogą służyć do sprawowania albo przejmowania kontroli nad sytuacją. Pozwalają prowadzić rozmowę w odpowiednim, zamierzonym kierunku.

Pytania mogą mieć różny rodzaj. Są pytania zamknięte, czyli takie, na które można odpowiedzieć krótko, np. tak, nie, dzisiaj, słyszę, zielony itd. Są pytania otwarte, czyli takie, dzięki którym, możemy poznać opinię na jakiś temat, np. jak zamierzasz wykonać te zadanie? I są pytania sugerujące, czyli pytanie zadane w sposób, który wymusza określoną lub jeden rodzaj odpowiedzi, np. Pytam Cię, czy napiszesz wnioski z analizy, bo wszyscy już zaakceptowali to rozwiązanie.

Pytamy, gdy nie wiemy, a chcemy wiedzieć. Taki sposób komunikowania się dotyczy poziomu treściowego, czyli racjonalnego.

Pytamy, bo mamy jakieś potrzeby, jakieś cele. I tu zaczyna się poziom relacyjny, czyli emocjonalny. 
Weźmy takie formuły grzecznościowe. Mogą one służyć do podtrzymania rozmowy, np. dyskusje o pogodzie, czy wyższości inteligencji kociej nad psią lub odwrotnie. 
Znaczenie w zadawaniu pytań ma brzmienie i ton głosu, szybkość mówienia, kontakt wzrokowy i to, czy sobie przerywamy, czy też nie. 
Innymi słowy, ten kto zadaje pytanie ma władzę lub prosi o pomoc, albo też stosuje wzorce wyuczone w dzieciństwie i w pewnych sytuacjach społecznych „podtrzymuje rozmowę”. 
Podczas, z pozoru niewinnego zachowania, jakim jest zadanie pytania, może dojść do nieoczekiwanych spięć, bo oto jeden lubi „kawę na ławę” a inny „bułkę przez bibułkę”. Jedna moja znajoma z pracy, gdy znalazłyśmy się w sytuacji 1x1, nie mogąc wytrzymać napięcia, za każdym razem pytała mnie z takim samym zdziwieniem – Czy Ty masz koty? Nie wszyscy w tym samym momencie mają wystarczające zasoby, by iść dalej, rozwijać się, przyswajać informacje, wiedzę.

Mam różne doświadczenia w komunikowaniu się z innymi, a najwięcej w słuchaniu o tzw. trudnych ludziach. Jacy są Ci trudni ludzie?

  • nudni
  • agresywni
  • zbyt krytyczni
  • zbyt uparci
  • zbyt gadatliwi
  • bezczelni
  • dominujący

A może nadszedł już czas, by zatrzymać się chwilkę i spojrzeć na problem inaczej? Może warto nie tylko dostrzec i nazwać trudne relacje z „trudnymi ludźmi” ale poszukać w nich swojego udziału. Może to jest tak, że sami tworzymy trudnych ludzi, pozwalając im na zbyt wiele.



On jest nudziarzem

Dlaczego mu nie przerywam? Co mogę zrobić, żeby mu przerwać?


On jest agresywny

Dlaczego godzę się na jego agresję? Co mogę zrobić, żeby chronić siebie?


On jest zbyt krytyczny

Dlaczego godzę się z jego każdą krytyką? Co mogę zrobić, żeby przestał?


On jest uparty

Dlaczego rezygnuję z realizacji swoich pomysłów. Co mogę zrobić żeby przestać?


On mnie zagaduje

Dlaczego poświęcam mu uwagę? Co mogę zrobić, żeby mnie nie zaczepiał?


On jest bezczelny

Dlaczego pozwalam się obrażać? Co mogę zrobić, żeby przestał?


On dominuje

Dlaczego pozwalam nad sobą dominować? Co mogę zrobić, żeby mu przerwać?




Zadawanie pytań służy pozyskaniu i pogłębieniu uzyskanej informacji również od siebie. Jaką jestem rozmówczynią. Jakie pytania zadaję? Jak na nie odpowiadam? Jaka jest moja postawa wobec innych rozmówców? Co nie gra? Jakie moje potrzeby nie są realizowane?

Osobiście, w relacjach z innymi najbardziej cenię sobie współbrzmienie, czyli autentyczność i wyczucie sytuacji. Autentyczność, czyli postępowanie w zgodzie ze sobą. Jeśli postępuję, zgodnie z moimi przekonaniami, wartościami, marzeniami nie zgubię się, nie zaprzeczam sobie, nie działam przeciwko sobie. Nie kłamię. Nie śmieję się przyjaźnie, gdy wzbiera we mnie gniew. Wyczucie sytuacji to dostrzeżenie kontekstu i zidentyfikowanie systemu, w którym odbywa się relacja. Nie zawsze mam świadomość, że to, co przeżywam ma związek z tym, co wypowiadam. Ale najczęściej mam założenie, że ktoś, kto ze mną rozmawia będzie autentyczny i świadomy sytuacji, którą tworzy. A jeśli ktoś w rozmowie popełni błąd, wspólnie pochylimy się nad rozwiązaniem.

Mam poczucie własnej wartości i własnej godności niezależne od okoliczności zewnętrznych. Niektórzy uważają, że jestem naiwna i żyję ulotnymi ideami. Szacunek do samej siebie, opieram na zdarzeniach z przeszłości i doświadczeniach zdobytych podczas pełnienia różnych ról społecznych i zawodowych. Mam świadomość swoich praw i silne przekonania, że inni mogą korzystać z takich samych praw, mając do siebie nawzajem szacunek, dbając wzajemnie o zaspakajanie swoich potrzeb w systemie wspólnie wypracowanych zasad i wartości.

Zadawanie pytań jest przyjemne i rozwojowe, tylko wtedy, gdy jesteśmy wystarczająco otwarci motywować się nawzajem do walki z demonami przeszłości i uwięzionymi w niej archetypami. Nie pytając, tkwimy w miejscu.
Stanął przede mną człowiek i zadał mi pytanie. Nie wiem, skąd przyszedł i nie wiem, dokąd zmierza. Teraz oczekuje odpowiedzi. Pytając, pragnie najwidoczniej uczynić mnie uczestnikiem jakiejś swojej sprawy. Jakiej? Tego nie wiem. Wiem jedynie tyle, ile zawiera się w pytaniu. Powstaje chwila pełna napięcia. Czy odpowiem pytającemu? Co mogę zrobić? Mogę odpowiedzieć lub nie odpowiedzieć, mogę odpowiedzieć bez sensu, wymijająco, fałszywie. Pewne jest to, że odpowiedzieć nie muszę - mogę zamienić się w głaz, który nie słyszy. Nie znajduję poza sobą żadnej takiej siły, która by mogła wymusić na mnie odpowiedź. (...) Jeśli dam odpowiedź, to tylko dlatego, że sam chcę. Niemniej jednak zechcę. Jak to się dzieje, że chcę?" (Józef Tischner " Filozofia dramatu)

Foto karty z gry DIXIT

środa, 28 października 2015

Po co mi przestrzeń?




Po co mi przestrzeń?

Zdarza Ci się, że potrzebujesz czasu i miejsca by się emocjonalnie „odświeżyć”? Ja tak. To taka potrzeba swoistej izolacji. W ciszy, w przestrzeni z samą sobą najlepiej regeneruję swoje siły. A Ty? Jak się czujesz?

- Źle? – Proszę, narzekaj do woli. Wysłucham z pokorą Twojej historii.

- Dobrze? – Super, to co możemy zrobić wspólnie? Zaplanujmy coś.

- Zbyt dobrze? – A czym dla Ciebie jest nadmiar samopoczucia? Jakie są granice „dobrego samopoczucia”? Co to znaczy, „mieć za dużo energii”?

Ludzie są tacy różni. Różna jest ich wrażliwość. Są tacy, którzy mają w sobie gotowość do rozumienia innych i ich światów. Nastawieni na rozumienie każdej osoby – dlaczego robi to, co robi, dlaczego myśli tak, jak myśli, co jest sensem jej życia?

Niektórzy mogą być pochłonięci tak bardzo sobą, że po prostu nie zauważą innych ludzi, albo obojętnieją na ich trudne położenie.

Czasem, dla odmiany, współodczuwamy z innymi tak silnie, że sami możemy cierpieć okazując troskę i chęć pomocy innym. Wiemy, co inni myślą i czego chcą.

Ludzie opowiadają o przykrych dla nich zdarzeniach z życia, począwszy od śmierci bliskiej osoby, rozstania z partnerem, utraty miłości, zdrady, aż po cierpienia z dzieciństwa, na przykład brak ciepła ze strony rodziców, dokuczanie ze strony rówieśników.

Zdarza się, że niektórzy trochę chybiają z reakcją w takiej sytuacji – Wiem, o co chodzi. Wiem, co chcesz powiedzieć. Wówczas opowiadający natychmiast poczuje, że coś jest nie tak. Poznanie prawdziwej historii drugiego człowieka, bez wysłuchania go, bez relacji, jest raczej mało prawdopodobne.

Czasem słuchający wyłącza się, zamiast dostrajać do sytuacji i tego, o czym mówi opowiadający swoją historię. Pewnie zdarzyło Ci się, że nie pamiętasz, co ktoś Ci powiedział przed chwilą? Nie zawsze zwracasz uwagę na smak tego, co jesz, a czasem więcej uwagi poświęcasz informacjom w smartfonie, niż osobie, która jest obok. Przyczyną może być zmęczenie. Trzeba znaleźć trochę czasu w ciągu dnia, żeby po prostu spokojnie pomyśleć.

Najtrudniej mają introwertycy. Wrażliwi introwertycy. Więcej czują i wiedzą, dlatego mają skłonność do rozpatrywania wielu perspektyw jednej sprawy. Często też popadają w pułapkę nadmiernego analizowania. Wiem coś o tym. Wrażliwość to takie nadmierne wyczulenie, które ma służyć ochronie siebie. I służy, jeśli się z nią rozsądnie obchodzi.

Wszystko to, co dzieje się dookoła, co odbierane jest za pomocą zmysłów bardzo łatwo można „przenieść” na doznania cielesne. Muzyka wywołuje ciarki, podniesiony głos powoduje ostrzegawcze kłucie w żołądku, odgłos mlaskania lub gryzionego pokarmu staje się nie do zniesienia. Metaliczny odgłos ostrzonego noża sprawia, że zatykasz uszy, ale to i tak nie pomaga.

Wrażliwcy czasem cierpią na brak zrozumienia ze strony otoczenia. „Nie przejmuj się”, „Przestań się bać”, „To nie koniec świata” – tego typu rady są zupełnie nieprzydatne. Wrażliwcom potrzebna jest przestrzeń i dystans na relaks i reset.

Wrażliwość to zarówno dar, jak i przekleństwo. Ja swoją wrażliwość pielęgnuję i hołubię. Dbam o nią i daję jej wytchnienie, gdy tylko poczuję, że o nie prosi. Moja wrażliwość jest jak obiektyw aparatu fotograficznego. Mogę nastawić ostrość na jeden element rzeczywistości, który mnie otacza, na jednego człowieka, który jest dla mnie ważny w danej chwili albo … na całą resztę. Mogę dostrzegać swoje uczucia i emocjonalne nastawienie innych. Mogę też z perspektywy innych, przyjrzeć się sobie. W końcu mogę odesłać wszystko, co nie chciane w otchłań niebytu, podejmując chociażby prostą medytację.

Moja ulubiona medytacja polega na wyobrażeniu sobie łódki, którą odpycham od brzegu daleko od miejsca, w którym się znajduję. Mogę w myślach posadzić w łódce osoby, które niepotrzebnie angażują moją uwagę i spakować tam różne sprawy, nieistotne dla mnie. Skąd wiem, że ci ludzie i te sprawy niepotrzebnie angażują moją uwagę? Tak mówi mój rozum, ale moje myśli nie chcą słuchać. Dlatego potrzebna jest mi przestrzeń. Przestrzeń i czas tylko dla mnie, abym mogła zrobić coś dla siebie. Zregenerować swoje siły w emocjonalnej kąpieli.

Lubię też podróże i widok tego wszystkiego, co pozostaje w tyle, oglądany z okna poruszającego się auta, czy pociągu. Ja jestem tu, a tam zostają sprawy, których załatwienie będzie dużo łatwiejsze, gdy wrócę z naładowanymi akumulatorami. Akumulatory ładują się w ruchu.

niedziela, 25 października 2015

Więcej ludzi żyje według zmysłów, niż podług rozumu





Skąd się biorą emocje? My sami je tworzymy i mamy nad nimi kontrolę. To nie emocje sterują nami, tylko my emocjami.

Żadna emocja nie bierze się znikąd, sama też nie utrzyma się dłużej, jeśli nie przytrzymamy jej myśląc właśnie o niej.

Na tę samą sytuację dwie różne osoby mogą zareagować zupełnie odmiennymi emocjami. Przyjrzyjmy się takiej sytuacji, jaką są wybory do sejmu i senatu :-) Wygrana jednej partii, dla jednego będzie tragedią życiową, powodem do zrzędzenia i psioczenia, dla drugiego, okazją do znalezienia sobie ciekawszego, niż polityka, działania, trzeci będzie triumfował zwycięstwo. Mogą pojawić się różne emocje – irytacja, rozczarowanie, podekscytowanie, ciekawość, a nawet radość i szczęście.

Chodzi o to, by myśleć, dopuszczać więcej możliwości, wzbogacać odczucia emocjonalne. Możemy to zrobić rozwijając swoje zmysły. To zmysły umożliwiają odbiór bodźców – i tych z otoczenia i tych z naszego ciała.

Człowiek interpretuje wrażenia zmysłowe docierające do układu nerwowego za pomocą wyspecjalizowanych receptorów. Bodźce działające na zmysły mogą być za silne albo za słabe i wówczas wywołują nieprzyjemne wrażenia, aż do odczucia bólu.

Nie zawsze zmysły działają właściwie. Reakcje na bodźce uzależnione są od napięcia uwagi, zmęczenia albo wytrenowania.

Zakres odbierania wrażeń jest różny. Za wysoki lub za niski poziom bodźców, przy długim czasie działania powoduje zaburzenie pracy narządów odpowiedzialnych za odbiór bodźców – narząd słuchu, wzroku, węchu itp.

Żeby zmysły służyły człowiekowi, musi on posiadać sprawny układ nerwowy i ten zapewniający łączność ze światem zewnętrznym – somatyczny – który podlega kontroli świadomości. I ten, który zarządza funkcjami życiowymi organizmu – autonomiczny – który nie podlega kontroli świadomości. Układ autonomiczny ma dwie istotne funkcje: pobudzającą i hamującą, które mogą i często działają jednocześnie.

Człowiek ma zmysł temperatury i potrafi odczuwać ciepło, lub jego brak, przez skórę. Zmysł równowagi zależy od wypełnienia płynem jamy w uchu wewnętrznym. Potrafi odczuwać ból skóry, stawów i narządów. Nie dotyczy to jednak mózgu, który w ogóle nie posiada receptorów bólu.

Bóle głowy, bez względu na to, co nam się wydaje, nie mają swego źródła w mózgu. Mamy świadomość ciała, dzięki której posiadamy wiedzę o położeniu części naszego ciała, nawet jeśli nie mamy możliwości zobaczenia ich lub poczucia. Wystarczy na przykład zamknąć oczy i pomachać ręką. Nadal wiemy, gdzie się ona znajduje w stosunku do reszty ciała.

Mamy wzrok, za pomocą którego określamy kształty, kolory, ruch, położenie i odległość. Mamy słuch, który również dostarcza informacji o otoczeniu i orientacji przestrzennej, pozwala rozróżnić cechy dźwięków – ton, głośność, barwę. Potrafimy rozpoznać, czy mówi człowiek, czy robot. Słyszymy i rozpoznajemy własną mowę, nasz śpiew. Możemy skupić się na wybranym brzmieniu lub na kilku źródłach dźwięku. Zapamiętujemy, dlatego rozpoznajemy ludzi po głosie, albo instrumenty brzmiące w utworze granym przez orkiestrę. Węch i smak służą do analizy głównie pokarmu. Dotyk jest reakcją na temperaturę, ucisk, uszkodzenie skóry.

Czujemy głód, pragnienie. Niektórzy odczuwają sens. Zmysły łączą się, przenikają się, zderzają się ze sobą i tworzą różne kombinacje, np. w zjawisku zwanym synestezją. Wówczas muzyka może mieć kolor, również liczby odbierane są w postaci barw. Niektórym ludziom na dźwięk muzyki pojawiają się ciary na plecach, inni na wieść o nadciągającym niebezpieczeństwie włosy stają dęba.

Co o takiej przypadłości mówią naukowcy? Za „pomieszanie zmysłów” odpowiadają dodatkowe połączenia w mózgu, które łączą obszary normalnie ze sobą nie połączone, albo – jak zakłada inna teoria - ilość połączeń synaptycznych jest taka sama, a powodem mieszania się odbieranych doświadczeń jest zachwianie równowagi pomiędzy hamowaniem i pobudzaniem impulsów w mózgu.

Zdarzają się sytuacje, gdy synestezja utrudnia życie. Czasami może powstać wrażenie szumu informacji. Niewątpliwie jednak zjawisko to przyczynia się do rozwoju sztuki. Synestezja jest jednak darem - mają go nieliczni. Reszta cierpi na utratę zmysłów. To choroba cywilizacyjna.

Trudno jest wziąć odpowiedzialność za własne emocje, o wiele łatwej powiedzieć sobie i światu: 
„to przez niego jestem zirytowana, to inni doprowadzają mnie do rozpaczy, itd.”
Ale tak naprawdę to człowiek się niepokoi (a nie sytuacja go niepokoi) i sam też doprowadza się do wściekłości i przeżywania wszystkich innych uczuć. Emocje są naszym osobistym wyborem. Fakt, nie zawsze świadomym. 
Więcej ludzi żyje według zmysłów, niż podług rozumu - Alighieri Dante

środa, 21 października 2015

Po prostu samotność






Samotność to taka straszna trwoga - śpiewał Rysiek Ridel - ogarnia mnie, przenika mnie.

Samotność to coś innego niż osamotnienie. Wybieram samotność, kiedy chcę pobyć sama ze sobą. Sprawia mi przyjemność, gdy opiekuję się sobą, robię coś dla siebie, doświadczam siebie. To taki czas, w którym inni ludzie przeszkadzają mi. Lubię swoją samotność. Celebruję chwile, które mogę przeznaczyć dla siebie.

Samotność różni się od osamotnienia. Kiedy pojawia się osamotnienie towarzyszy nam niezadowolenie, cierpienie. Samotność daje radość. Osamotnienie niesie krzywdę, zniszczenie.

Osamotnienie rzadko dzieje się z naszego wyboru. Czasem wynika z zaniedbania. W domach, gdzie panował emocjonalny chłód i dystans, człowiek miał niewielkie szanse nauczyć się bliskości. Raczej wyrobił w sobie przekonanie, że bliskość to zamach na swoją wolność i niezależność.

Czasem osamotnienie spada na nas gwałtownie wraz ze śmiercią bliskiej osoby. Żeby pozbyć się przykrych emocji gromadzimy pamiątki, zdjęcia i przedmioty należące do tej osoby i włączamy magiczne myślenie. Wierzymy, że w tych rzeczach zawierają się wspomnienia, a nawet cząsteczki tych osób. Warto o nie dbać. Dzięki nim łatwiej radzić sobie z tęsknotą.

Przeciwieństwem samotności jest więź. Więź ze sobą, z innymi ludźmi, z naturą, z Najwyższym.

Osamotnienie to brak więzi. Wszelkimi siłami trzeba mu się przeciwstawiać.

wtorek, 13 października 2015

Zrobię to pewnego dnia




fot. http://www.spidersweb.pl/2014/07/polska-agencja-kosmiczna.html

- Zrobię to pewnego dnia.

- Czemu nie dziś? Boisz się? Zbierasz siły? Czy wiesz, że nie da się uciec od odpowiedzialności za jutro, unikając jej dziś? Lepiej coś zrobić, niż szukać usprawiedliwień, dlaczego niczego się nie robi.

Sama, mając tzw. niespokojną duszę, często zachęcam innych, aby realizowali swoje marzenia, tworzyli plany, a przynajmniej wykonywali ten pierwszy krok.

Ktoś marzył o dalekiej podróży, przypadkiem dowiedział się, że właśnie tworzy się grupa, są miejsca, są bilety, wystarczy jedno kliknięcie „zarezerwuj”.

Ktoś inny, od miesięcy wyszukujący informacje na temat jogi, właśnie dostał ulotkę o darmowych zajęciach, wystarczy telefonicznie zarezerwować miejsce.

W obu przypadkach pojawiły się usprawiedliwienia, na temat „dlaczego jeszcze nie teraz”, które w krótkim czasie okazały się nieistotne. Dlaczego tak trudno zrobić pierwszy krok? Dlaczego wybieramy stanie w miejscu i unikamy nowych doświadczeń, odrzucamy możliwości? Czemu tracimy energię i marnujemy czas stojąc w miejscu, zamiast przeznaczyć je na zmianę?

Na straży zmiany stoją nawyki i swoisty komfort sytuacji, w której jesteśmy. Mamy też bezsporne korzyści – nie potrzebujemy nowych marzeń, bo stare są aktualne – ktoś nadal marzy o podróży, inny o jodze. Jest też lęk i strach, a pod nimi cała plejada emocji.

To strach i lęk są między innymi motorem ludzkich działań. Mogą w takim samym stopniu przeszkadzać, jak i pomagać w codziennym funkcjonowaniu.

Lęk egzystencjalny, czyli lęk przed śmiercią, ale też lęk przed chorobą, lataniem, wysokością i ciemnością - to nasza reakcja na to, co niesie ze sobą fakt istnienia.

Lęk przed porażką, czyli niepokój i zdenerwowanie w obliczu wysokich wymagań pojawia się jako strach przed prezentacją, wystąpieniem, egzaminem, czy ogłoszeniem wyników.

Lęk przed odrzuceniem, czyli niepokój i zdenerwowanie w obliczu sytuacji, które zagrażają poczuciu własnej wartości. Boimy się oceny, sądząc, że jesteśmy obiektem zainteresowania innych.

Ludzie nie lubią przyglądać się swoim lękom – boją się, że będzie jeszcze gorzej. Jak będzie? Na pewno trudniej, ale warto. Można przyglądać się sobie, jak „w lustrze”, można pytać innych, ważne by odkrywać swoje uczucia i potrzeby. Czasem jednak wolimy zachować się, jak strażacy i gasimy nasze lęki, zaprzeczając ich istnieniu.

Zapewne każdy z nas choć raz miał okazję przekonać się o swoich reakcjach w obliczu niebezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że nagle z nadmierną prędkością nadjeżdża auto, a ty jesteś na środku drogi. Albo wracasz późno przez park, gdy z naprzeciwka nadchodzi grupa zaczepnie zachowujących się ludzi. Co czujesz? Zwykle pojawiają się dwa rodzaje reakcji: pojawia się ochota ucieczki lub agresja.

Tak samo reagują osoby, które przez dłuższy czas odczuwają lęk – żyją z lękiem na ramieniu. Wybierają ucieczkę lub agresję jako swą postawę życiową. Często obie postawy przeplatają się. Podłożem agresji jest lęk. Związek tych dwóch emocji jest niepodważalny. Agresja może być wymierzona przeciwko innym ale i przeciwko sobie. Jeśli boisz się realizować swoje plany dziś, może przyczyną są lęki, lękliwość, albo agresja? W takim razie, zamiast usprawiedliwienia, ustal przyczynę "nicnierobienia". Zrobisz to pewnego dnia – który lęk Cię powstrzymuje dziś?