niedziela, 10 kwietnia 2016

Wybór kojarzy mi się z wolnością








Stresujesz się przy spotkaniu z szefem? Masz opory, żeby dopytać innych „o co chodzi w tym zadaniu”? Czasem tak się zdarza.

Niektóre osoby boją się jakichś konsekwencji. Te mogą być prawdziwe, choć często są tylko wyobrażone. Obawa wynika z pewnych doświadczeń z szefem, ze współpracownikami lub wiąże się z naszym poczuciem winy. Poczucie winy rozwija się z lęku. Po prostu robiąc złe rzeczy, czujemy się winni.

Poczuciu winy często towarzyszy wstyd. Uczucia te wzajemnie się podsycają. Ktoś z poczuciem winy i wstydu uważa, że nie pasuje do innych, że jest mniej wartościowy. W niektórych środowiskach współpracownicy celowo podsycają atmosferę, żeby wzmacniać takie doznania – dla żartu, dla własnych korzyści. 

Jeśli boisz się innych ludzi i uważasz, że ich osobowość jest problemem, to trzeba to zmienić, stosując wyraźny „komunikat JA”. Komunikaty tego typu służą wyrażeniu swoich odczuć w związku z jakąś sytuacją oraz, jeśli jest to potrzebne, wyrażeniu swoich oczekiwań co do tej sytuacji.

„Kiedy Ty (zachowanie) ...
... ja (
uczucie) ...
... ponieważ (
potrzeba) ...
... Chciałabym (
konkretna prośba) ... 
 
Trzeba dążyć do nazwania i zrozumienia problemu. Przyjrzyjmy się, co jest na rzeczy, bez względu na to po czyjej stronie jest wina. Nie szukajmy winnych. Postępujmy zgodnie z zasadą: ja jestem w porządku i inni są w porządku. Wszyscy musimy zrozumieć, co jest nie tak i dlaczego idzie nie tak. 
 
Jeżeli nasze obawy związane są z jakością wykonywanej pracy, to wystarczy zrobić ją dobrze lub wyraźnie powiedzieć, dlaczego nie możemy jej tak właśnie wykonać. Może mamy zbyt mało wiedzy albo za mało informacji. Może nasze zasoby są ograniczone – brak nam talentu albo konkretnych predyspozycji. Warto wiedzieć, dlaczego czegoś nie robimy dobrze i coś z tym zrobić. Zmianę najlepiej zacząć od siebie.

Jeśli nie mogę dobrze wykonać zadania, bo mam za mało wiedzy, wystarczy zdobyć potrzebne informacje – najprościej o nie poprosić kogoś, kto je ma. Jeśli dręczy Cię poczucie winy, ulga pojawi się dopiero, gdy naprawisz krzywdę, ktoś Ci wybaczy lub osoba, której ufasz, przekona Cię, że w Twoim postępowaniu nie było nic złego. Dlatego warto o tym rozmawiać, prosić, dopytywać, przepraszać. Ta metoda nie sprawdzi się tylko w jednym przypadku
jeśli jesteś w pozycji ofiary, przeprosiny stawiają agresora w pozycji władzy.

Lubimy mieć władzę, wpływ i to właśnie dlatego warto każdy problem sprowadzić do naszej decyzji. Naszej własnej, by mieć władzę i wpływ i wybór. Naszej własnej, bo najłatwiej i najszybciej jest zmienić swoje reakcje – swoje postępowanie.

Nie bój się stresu – on Cię ostrzega. Czasem to nie jest przyjemne. Świat nie mógłby istnieć bez cierpienia. Stres pełni w naszym życiu ważną rolę, której nie potrafimy docenić. Możemy mieć wybór i wpływ na to co robimy, ale czasem wybieramy łatwiejszą drogę – unikamy konsekwencji własnego postępowania a nawet zwalniamy się z myślenia, wykonując czyjeś polecenia. Swoje niepowodzenia wiążemy z tym „strasznym stresem”, jako coś, co pochodzi z zewnętrznego i jest od nas niezależne.

Wszystko da się wytłumaczyć stresem i brakiem wpływu na … innych. Ale można inaczej. Można wziąć odpowiedzialność za siebie i zaprzyjaźnić się ze swoim stresem.

W życiu nie chodzi o wyeliminowanie stresu, lecz raczej odpowiednią równowagę pomiędzy poszczególnymi zdarzeniami, które uznamy za stresujące lub nie. Żeby jednak ustalić, które są które – trzeba zrozumieć zdarzenie. Trzeba dobrze ponazywać to, co nam się przydarza i jaki jest w tym nasz udział.

Lubię latać samolotem i zazwyczaj podróż wywołuje we mnie wiele przyjemnych emocji. Jeśli jednak podróży towarzyszyłyby złe warunki atmosferyczne, cel podróży wiązałby się z trudną sytuacją moje emocje byłyby raczej przykre. Nie na wszystko mam wpływ.

Niechcianych emocji i stresu można się pozbyć. Można rozładować stres, tak jak to się robi z naładowaną bronią – albo przez wystrzał albo przez usunięcie nabojów. Można też rozwiązywać przyczyny powstania stresu, zapobiegając, a przynajmniej minimalizując w ten sposób doświadczanie go w przyszłości.

Zauważyliście, że lekarze często leczą skutek zamiast przyczynę choroby? Wszyscy się potem dziwią, że zamiast spodziewanych postępów u pacjenta pojawia się coraz więcej objawów? Nadwaga, nadciśnienie, wysoka pobudliwość emocjonalna czy wrzody żołądka to typowe objawy skutków, a nie przyczyny. Wszystko ma swoją przyczynę, tyle że nie na każdą przyczynę mamy wpływ.
Poziom stresu wynika z naszego nastawieniu do życia, siebie, z poziomu lęku i poczucia bezradności – nawet jeśli nie uważamy się lub nie wyglądamy na lękliwych i bezradnych.

Branie skutków za przyczynę jest nagminne. Łatwiej wziąć pigułkę i zmienić na krótko swoje samopoczucie, niż starać się rozwiązać problem, będący przyczyną tego stanu rzeczy.

Wiadomo, że jedni ludzie bardziej odczuwają stres niż inni. Ma to związek ze stopniem zaangażowania i poczucia kontroli jakie każdy z nas odczuwa w codziennym życiu, a także ze wsparciem jakie dostajemy od bliskich i współpracowników.

Jeśli masz przekonanie o posiadanym wpływie na zdarzenia zachodzące w Twoim otoczeniu to angażujesz się w działania, w pracę, w dokonywanie zmian tam, gdzie wydają się konieczne. Traktujesz stresory jak wyzwania. Nie boisz się prosić o pomoc. Zmiana może dotyczyć i Ciebie – Twojej wiedzy, Twoich umiejętności. Zmiana jest czymś normalnym i pożądanym. Zmianę traktujesz jako okazję a nie zagrożenie.

Lepiej radzę sobie ze stresem jeśli rozumiem świat i zachodzące w nim zmiany. Znam siebie, swoje możliwości i ograniczenia, swoje zasoby, potrzebne, żeby pokonywać problemy, jakie stawia przede mną codzienne życie. Wiem czemu służą moje zachowania, nawet te nawykowe i mam świadomość jakie reakcje wywołują u innych. Mam zaufanie do siebie i świata. Zamiast psioczyć na stres w pracy – można zacząć go doceniać, słuchać i wykorzystywać do poprawienia jakości życia.

Stres występuje, kiedy wydaje nam się, że brakuje równowagi pomiędzy możliwościami a wymogami sytuacji. Jest to czysto subiektywna ocena, która zależy nie tyle od sytuacji, w której się znajdujemy, a od stanu naszej psychiki – naszych zasobów.

W normalnym życiu raczej się nie zdarza, abyśmy naprawdę nie mieli wpływu na rzeczywistość. Nawet w więzieniach ludzie mają, choć rzeczywiście minimalny, wpływ na swoje losy. Warto to sobie uświadamiać.










niedziela, 3 kwietnia 2016

Mieć silne korzenie









Ostatnio często rozmawiam o rozwoju, godności, wartościach, etyce. Ludzie mają wpływ na swoje życie i swoje sukcesy. Chcą mieć wpływ na życie innych. Czasem trudno im brać odpowiedzialność za siebie. Wolą, żeby inni ją brali. Różnimy się doświadczeniami i kompetencjami. Bez względu na to, jacy jesteśmy, codziennym problemom trzeba stawiać czoło. Robimy to świadomie albo bezmyślnie.

Jest wiele teoretycznych rozwiązań, technik i stylów zarządzania sobą i zasobami ludzkimi, wartościami, czasem etc. Dedykowane są menadżerom albo przeciętnemu Kowalskiemu. Korzystamy z nich lub nie - mamy wybór. Czasem kompetencje uzyskane w pracy pomagają nam w życiu osobistym innym razem doświadczenia zdobyte w domu rodzinnym, czy podczas towarzyskich spotkań pozwalają uzyskać sukces zawodowy.

Szef z jednej strony wymaga i oczekuje podporządkowania, a z drugiej słucha i wspiera. Te cechy sprawdzają się nie tylko w pracy, ale również w życiu prywatnym, gdy trzeba zorganizować rodzinny wyjazd, imprezę dla przyjaciół i znajomych czy chociażby urlop albo weekend. Jeśli jednak nie posiada odpowiednich kompetencji, mogą pojawić się problemy. Kiedy liczba, zwłaszcza tych nierozwiązanych będzie rosła, wywoływać może niezły mętlik w głowie szefa. Zresztą tu chodzi o każdego człowieka, przytłoczonego problemami.

Nierozwiązane albo nie rozwiązywane problemy wywołują dyskomfort, zniechęcenie do życia, czasem nawet obrzydzenie do samego siebie. Mówi się czasem, że problemy jakiegoś człowieka narastały latami, że ten zapuścił tak silne korzenie, które nie dają mu ruszyć z miejsca. Pokryta mchem warstwa kory nie przepuszcza życiodajnego ciepła i światła. Taki typ w roli szefa charakteryzowałby się brakiem zaufania do pracowników i stosował wobec nich wiele działań kontrolnych. Kontrola wywołuje sprzeciw.

Kontrolowany pracownik chce udowodnić swoje umiejętności, którym nie ufa szef, co z kolei przez szefa odbierane jest jako atak. Wówczas szef zaczyna się bronić i tworzy się atmosfera podobna do tej w czasie rozgrywek bokserskich. Trwa runda za rundą. Spirala wzajemnej nieufności nakręca się, łącząc się z niezrozumiałą rywalizacją. Wszyscy zaczynają przebąkiwać o naruszaniu godności, braku współpracy, czy świeżego powietrza.

Szef, który wybrał kontrolę jest współodpowiedzialny za przemoc. Co więcej, musi jeszcze wszystkiego dopilnować. Pracownik, który nie może mieć własnego zdania, któremu wszystko się każe nie jest też godny zaufania, skoro nie można na nim polegać i trzeba go kontrolować. Pojawia się zniechęcenie i tumiwisizm, bo pracownicy, którym kazano, zrobią dokładnie to, co im polecono i nic z własnej inicjatywy. Co więcej, zaczyna się swoista gra w powszechnie znaną grę „już ja Cię złapię”.

Pracownik wykonuje polecenia każde i czeka na sytuację, gdy szef podejmie błędną decyzję albo popełni najmniejszą pomyłkę. Wówczas można świętować klęskę szefa - zadanie skończyło się niepowodzeniem, ale przecież odpowiedzialność za to ponosi szef. A wystarczyło w porę powiedzieć … - Ja proponuję inne rozwiązanie”. A wystarczyło w porę usłyszeć, docenić, zaufać ...

Zazwyczaj łatwiej nam dokonać charakterystyki i wymienić błędy i wady innych. Łatwiej jest przecież wydawać opinie lub radzić komuś, niż samemu do tych prawd się stosować. Problemy zawsze wiążą się w jakiś sposób z człowiekiem. Każdy człowiek to odrębna osobowość z charakterystycznymi dla niego i tylko jego cechami, zachowaniami, które mają swoje korzenie w czasach dzieciństwa. Uprzywilejowany jest człowiek, który potrafi dostrzec w swoim życiu te zależności – związek między doświadczeniami życiowymi a swoim zachowaniem i sposobami rozwiązywania problemów. Taki człowiek posiada samoświadomość.

Problemy codzienne czasem wydają się nie do rozwiązania. Wówczas, zazwyczaj nie szukamy źródeł. Skupiamy się na skutkach i nie zauważamy nawet dlaczego coś idzie nie tak. A przecież, gdy odkryjemy źródło problem zniknie.

Problemy warto rozwiązywać w odpowiednich warunkach - bez pospiechu, bez silnych emocji. Za to z obiektywizmem i akceptacją. To trudne, ale możliwe. Złość i różne lęki pobudzają, wprowadzając niekorzystne napięcie. Trzeba je zmienić w stany odmienne. Przydatne będą cierpliwość i spokój.

Wiele osób narzeka na problemy w pracy, zwłaszcza na zarobki, brak szacunku, odbieranie godności, nadmierne obciążenie zadaniami, konflikty interpersonalne, złe warunki i wiele innych czynników. Cokolwiek by to nie było, jest źródłem przykrych emocji. Czasem można spotkać takie osoby, które nie dają sobie prawa do cierpienia z powodu najmniejszej krytycznej uwagi pod ich adresem. Nie mówię o krytyce dla krytyki. Chodzi o prawdziwą, pochodzącą ze świata zewnętrznego informację zwrotną na temat siebie i swojego zachowania. Nie należy jej unikać, gardzić nią, a już na pewno nie trzeba unikać ludzi, którzy ją wypowiadają. Jak możesz rozwiązać problem, czy poprawić, ulepszyć swoje funkcjonowanie bez informacji zwrotnej ze świata? Jeśli na krytykę, szyderstwa, złośliwości reagujesz agresją, zamykasz usta tym, których ocena mogłaby Ci pomóc.

Czasem spotykam ludzi, którzy z byle powodu wszczynają kłótnie i czerpią przyjemność z intelektualnych sporów. Przebywanie w ich towarzystwie sprawia, że szybko czujemy znużenie i zniechęcenie. Jeśli do tego charakteryzuje ich niezrównoważenie emocjonalne, obcowanie z nimi przyjemne może być tylko dla miłośników ekstremalnych sportów i kojarzy się z przebywaniem w pobliżu wulkanu. Nie wiadomo kiedy wybuchnie, z jaką siłą i jakie będą skutki erupcji.

Wydaje się że degradujemy swoje człowieczeństwo w otoczeniu ludzi złych i zdemoralizowanych. Warto otaczać się ludźmi wartościowymi i szlachetnymi i postępować w sposób, który zasługiwał będzie na szacunek innych. Nic tak nie psuje naszego życia i nie niszczy poczucia radości i satysfakcji jak negatywne myśli i emocje, które przejęły nad nami kontrolę.

Jeśli nie spełniam Twoich oczekiwań – nie obrażaj się. Przecież to są Twoje oczekiwania, a nie moje obietnice. – Fridrich Hebbel

czwartek, 24 marca 2016

Narysuj swoją zmianę






Spotykam czasem osoby przekonane o tym, że „nie mają wyboru”. Zastanawiam się - Czyżby byli wolni na niby? Wygląda na to, że wolność odbiera im „przymus życiowy”.

Przymus życiowy pojawia się wtedy, kiedy człowiek godzi się na coraz to nowe ograniczenia, wierząc, że jeśli TEGO nie zrobi, to zginie, przestanie istnieć, straci rodzinę, pracę, sens.

Ktoś, kto tak myśli zadowala się trwaniem. Nie myśli o rozwoju, ani o radości tworzenia. Zadowala się rutyną, bo nie daje sobie zgody na odczuwanie lęku, jaki może pojawić się wraz z najdrobniejszą zmianą. 
Najlepiej się czuje w jako takiej stabilizacji i modli się, by pracodawca nie wprowadzał żadnych innowacji, a partner nie miał zbyt odważnych pomysłów. Nawet przestrzeganie standardów etycznych przestaje mieć znaczenie. W imię jako takiej stabilizacji nie reaguje na przejawy chamstwa ze strony pracodawców i współpracowników. Nie interesuje się też przejawami agresji i przemocy, nawet jeśli odrobinę go dotyczą.

Czasem pytam takie osoby, co by zrobiły, gdyby miały więcej energii? Czy wyobrażają sobie zamianę jako takiego trwania na życie? Pytania pozostają bez odpowiedzi przez kilka tygodni. To czas tworzenia listy życzeń dotyczących zmiany.
Kiedy w końcu uda nam się porozumieć, co do bezspornego faktu, że to nie Oni-inni mają się zmienić, tylko każdy sam może takiej zmiany dokonać wobec siebie, rozpoczyna się piękna przygoda.
Bo działać możesz dopiero wtedy, kiedy odkryjesz, czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne. Jeśli inni Ci coś proponują, nie mów: TAK, NIE. Mów: BYĆ MOŻE. W ten sposób zostawiasz sobie prawo wyboru i delektuj się nim. Smakuj możliwość podjęcia działania, wtedy, kiedy będziesz tego chcieć. Rozważaj za i przeciw. Wyobrażaj sobie, co by było gdyby (...).
Każdy sam na swoje potrzeby ocenia, czy naprawdę zależy mu na zmianie i czy jest w stanie za tę zmianę zapłacić. Każda zmiana wymaga wyjścia poza sferę komfortu. Nie można jej wprowadzić bez wysiłku, trudu i bólu, jak to często obiecują pseudofachowcy i reklamy estetycznych produktów.

W samym procesie zmian pojawiać się mogą załamania, wątpliwości i refleksje. I bardzo dobrze. Często jest tak, że dotychczasowe nawyki, znane zachowania nasze i innych ludzi, choćby nielubiane, wydają się bezpieczniejsze od nieznanych, które dopiero nastąpią. 
Zmiana zaburza poczucie bezpieczeństwa, bo decydujemy się na rzeczy nowe, których jeszcze nie próbowaliśmy. Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. To normalne, że czujemy się niepewnie, że tak trudno „porzucić” dotychczasowe przyzwyczajenia, pracę, rodzinę, przekonania. 
Boimy się nowego. Nie mamy pewności, jakie będą skutki wejścia w nową sytuację. Jeżeli dla kogoś propozycja zmiany pracy skojarzy się z zagrożeniem, to zrobi wszystko by pozostać w dotychczasowej. Dzieje się tak za sprawą emocji, które wpływają na nasze myśli i paraliżują działania. 
Również osoby z najbliższego otoczenia często utwierdzają nas w przekonaniu, że lepiej nie ryzykować. Jeszcze nic się nie wydarzyło, a my już odczuwamy niepokój. Do tego spada nasza samoocena, a wewnętrzny głoś, zwany „krytykiem” szepce nam – „Nie dam sobie rady, mam zbyt małe doświadczenie, lepiej już niech będzie tak jak jest”. 
Nic na siłę. Zmiana wymaga planu, odpowiedniej strategii. Decyzja o zmianie musi być zgodna z wewnętrznym przekonaniem. Jeżeli czujesz, że robisz coś wbrew sobie, lepiej odpuścić, bo cena może okazać się zbyt wysoka.

Odkryj, czy bliżej Ci do tych, którzy bez obaw rzucają się na głęboką wodę, czy wolisz taktykę małych kroków. A może torpedujesz wszelkie pomysły, które mogą zmienić Twoją sytuację? Najgorzej jest wtedy, gdy trwasz i realizujesz pomysły innych ludzi, łudząc się, że oni kiedyś zrealizują Twoje plany. 
Podejmuj wyzwania, jakie niesie życie. Zmiana może być źródłem radości i potężną dawką energii do dalszego działania. Nowo poznani ludzie, nowe kompetencje, doświadczenia, zainteresowania – otwierają drogę do nowych pasji, dają możliwość spojrzenia z nowej perspektywy.

Przygotowywanie się do zmiany jest jak przygotowywanie się do nowej rozgrywki w jakąś grę. Rzut kostką i stajesz się figurą jakiejś planszówki. Za chwilę staniesz na starcie, napotkasz przeszkody, ale też dostaniesz bonusy. Dojdziesz do mety, jeśli będziesz postępować zgodnie z zasadami gry. Wygrasz rozgrywkę rywalizując z innymi graczami, albo zdobędziesz doświadczenie. 
Jakiej zmiany byś dokonał, gdybyś miał więcej energii? Ustal drobnostki i większe obszary, na które masz wpływ. Działaj wtedy, kiedy odkryjesz czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne.

"Budzić się każdego ranka z uśmiechem na twarzy; witać dzień z szacunkiem dla szans, które przynosi.... Przyjmować noc ze zmęczeniem, które przyzywa sen z radością z dobrze wykonanej pracy...” - Thomas Dekker

sobota, 19 marca 2016

Zatrzymaj się ...












Świat dookoła nas to jeden wielki znak zapytania a rzeczywistość tworzymy my sami. To każdy z nas tworzy swój niepowtarzalny, mały świat. Żeby móc dzielić się z innymi wiedzą o tych fascynujących światach, potrzebna jest nam umiejętność porozumiewania się. I to zarówno umiejętność porozumiewania się ze sobą, jak i z innymi ludźmi.

Porozumienie z samym sobą pozwoli nam zrozumieć kim jesteśmy, kogo chcemy zaprosić w odwiedziny do naszego świata, czyje zaprosiny przyjąć, by czuć się dobrze w świecie innych ludzi.

Wymieniać informacje z innymi warto, by ten wielki znak zapytania, jakim jest świat zewnętrzny, opisywać i eksploatować z satysfakcją dla wszystkich stron.

Niestety, nie ma jednej słusznej metody, jak się porozumiewać. Są za to różne mody, czyli techniki przejawiające się choćby takim komunikatem: ja także należę do twojego świata, noszę ten sam mundur, co twoje wojska, nie strzelaj więc.

Jak napisał w swojej książce Paulo Coelho pt. Zwycięzca jest sam – 
„Od czasów jaskiniowych moda jest jedynym, powszechnie zrozumiałym językiem, nawet wśród zupełnie obcych sobie ludzi, którzy zdają się w ten sposób mówić: - Ubieramy się tak samo, należę do twojego szczepu, zewrzyjmy więc szeregi przeciwko słabeuszom, a przeżyjemy”.

Porozumiewanie się jest procesem. Na przebieg tego procesu wpływa mnóstwo czynników. Stąd te relacyjne błędy, konflikty i wszystkie negatywne skutki, jak chociażby wszechobecny stres, który nakręca nas do działania. Hm… to byłoby proste. W rzeczywistości to my sami siebie nakręcamy.

Dwie strony medalu

Życie, i to osobiste i zawodowe, polega w uproszczeniu na budowaniu i utrzymywaniu relacji z innymi po to, by realizować jakieś cele. Jestem więc Ja i On albo Ona i jeszcze kilka innych osób a każdy z nas ma swoje spostrzeżenia. Sprawy toczą się swoim tempem, harmonijnie tak długo, dopóki tak samo spostrzegamy rzeczywistość. Problemy zaczynają się, kiedy Ja, On, Ona i pozostali przestajemy albo w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że poglądy na świat to subiektywne konstrukty, a nie obiektywne fakty.

Fakt: Szef do mijanej na korytarzu podwładnej, która wróciła do pracy po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego zwraca się słowami – Pani Małgosia! To Pani u nas pracuje?

Konstrukt Małgosi: Ta uwaga jest niestosowna. Cham. Mógłby powiedzieć „Dzień dobry” i docenić, że zostawiłam w domu maleńkie dziecko, żeby wykonywać jego polecenia. 

Konstrukt Szefa: O! Wróciła Małgosia. Dobrze. To dobry pracownik. I jaka dzielna, zorganizowała opiekę dla malucha. Trzeba o tym pamiętać przy ocenie okresowej.

Rzeczywistość dla każdego jest inna. Jeśli o tym nie porozmawiamy i nie omówimy sytuacji, w kolejnym spotkaniu szefa i pracownika mogą przeszkodzić rozbieżne emocje i nastawienie – szefa na współpracę, zaś pracownika na domaganie się zadośćuczynienia, jeśli poczuł się ośmieszony, poniżony, czy niedoceniony. A wyobraźmy sobie, że świadkami tego zdarzenia byli inni członkowie zespołu i każdy ma swój konstrukt … sami puśćcie wodze fantazji.

 
Punkt widzenia zależy od punktu … siedzenia

Ciągle coś interpretujemy, bo permanentnie docierają do nas bodźce z zewnątrz. To, jak interpretujemy, zależy od wielu czynników. Osoby, z którymi jesteśmy, albo chcielibyśmy być w bliskich kontaktach, spostrzegamy w sposób bardziej uprzywilejowany. Żarcik z ust takiej osoby śmieszy, w przeciwieństwie do podobnego, ale wypowiedzianego przez człowieka, wobec którego zachowujemy dystans.

Jeśli mamy satysfakcję z pracy w zgranym zespole, to zachowanie jednego z członków tego zespołu uznamy za pozytywne. Jednak takie samo zachowanie członka zespołu, w którym praca mnie nie satysfakcjonuje, uznam za naganne, a przynajmniej dalece niestosowne. Podobnie jest w relacjach osobistych. W udanych związkach wspieramy się, żartujemy z zachowań, które inni partnerzy, wykorzystują do oskarżania się, gdy ich sprawy źle się układają.

Doświadczenia w poprzednim miejscu pracy, wpływają, często nieświadomie, na interpretację obecnych zachowań. Jeśli wywodzimy się ze środowisk, w których wysoko ceni się czystość i porządek, możemy mieć wrażenie, że nasi nowi współpracownicy to brudasy i flejtuchy, gdy tymczasem Oni dopatrują się u nas obsesyjnego zamiłowania do porządku.

Również założenia dotyczące innych ludzi mocno wpływają na nasze interpretacje. Jakie masz założenia? – Ludzie są leniwi, nie lubią pracować, unikają odpowiedzialności i do wszystkiego trzeba ich zmuszać. Ufaj i kontroluj. A może jednak ludzie sami wytyczają sobie kierunek działania, kontrolują się, są twórczy i chętnie biorą odpowiedzialność za to, co robią? 
 
Wyobraź sobie jak wiele zależy od Twoich założeń i oczekiwań? Jeśli przewidujesz, że ktoś zachowa się w określony sposób, prowokujesz takie właśnie zachowanie. Spodziewając się wrogości, zapewne tak rozpoczniesz relację, że „usłyszysz” wrogi ton, nawet jeśli nie będzie w nim śladu niechęci.

Chętnie usprawiedliwisz czyjeś zachowanie, jeśli wiesz, coś więcej o tej osobie. Jeżeli wiesz, że szef jest dobrym specjalistą, ale brakuje mu umiejętności komunikacyjnych, puścisz mimo uszu kiepski żart, opowiesz o swojej frustracji, gdy spotkacie się „w cztery oczy”, by omówić nowe zadania, zostaniesz ze swoją frustracją albo zmienisz pracę.

Zatrzymaj się, spójrz na to inaczej, masz wybór, inni mają taki sam. Punkt widzenia każdego z nas przeszkadza nam się porozumieć. Dobra wola jest towarem deficytowym po obu stronach.


środa, 9 marca 2016

Dla dobra innych









Zazwyczaj chcemy, by ludzie się zmienili. Na tę okoliczność mamy dla tych ludzi pełno rad. Mamy też spory zasób teorii i "prawd" uzasadniających nasze chęci. Zazwyczaj robimy wszystko dla dobra innych:

- Nie rób tak, bo się zmęczysz i niczego nie osiągniesz
- Nie idź tą drogą, bo ona donikąd nie prowadzi
- Nie spotykaj się z tymi ludźmi, bo oni Ci tylko w głowie mieszają

Życie codzienne ciągle czymś nas zaskakuje. Świat zmienia się dynamicznie. Wszystko to sprawia, że musimy eksperymentować i robić rzeczy nowe, wykonywać zadania nieznane nam dotychczas. Każdy w swoim tempie dojrzewa do zmian. W każdym środowisku, a ja mam na myśli środowisko zawodowe, znajdują się ludzie mniej lub bardziej niezadowoleni. Każde środowisko zawodowe – grupa ludzi tworząca zespół – ma potencjał, by się rozwijać. Jedni wszelkimi sposobami starają się wywrzeć wpływ na innych, „zarazić ich” ideą i przekonać do zmiany. Inni pełnią funkcję hamulcowych, czyli tych którzy przejmują część lub całość energii zespołu i rozpraszają ją, a to zatrzymuje rozwój.

Zmiany w dzisiejszych czasach są nieuniknione. Dylematy powstają wówczas, gdy nie wiemy jak je przeprowadzić? Przewrotnie powiem tak: "to zależy…. ".
 
Po pierwsze: zrozumieć problem. Kamień rzucony, spadając na ziemię, ma do „wyboru” wiele możliwych dróg – jednak wybiera tę, którą nakazuje mu prawo fizyki. Kamień nie może poruszać się wbrew fundamentalnie rozumianej logice. A człowiek może sobie powiedzieć, że białe to czarne i na takiej regule budować swoje postępowanie. Co ważne, z taką „logiką” może nawet lepiej żyć w tym świecie. 
- To jest czarne? No i co z tego. Od dziś będzie białe. 
I ma z tego mnóstwo niezmąconej radości. Człowiek jest niestrudzonym producentem nielogicznych rozwiązań, uzasadnień, usprawiedliwień. 
 
Po drugie: nazwać problem. Problem w relacjach ludzi, nigdy nie leży po jednej ze stron. Każde zachowanie może podlegać wzmocnieniom i im częściej występuje, tym trudniej jest się go oduczyć. Wszyscy mamy na siebie wpływ. Kiedy jesteśmy rozgniewani, myślimy tylko o źródle naszego gniewu: o osobie albo zdarzeniu, które go wywołało. Nie myślimy o uczuciu złości w nas. Myślimy: to przez niego, przez nią, przez rząd, światła na skrzyżowaniu, cokolwiek. Nie jesteśmy świadomi, co się dzieje w nas. Jest taka buddyjska przypowieść o potworze, który pożerał złość. 
Pożeracz złości przybył do pałacu pod nieobecność cesarza. Był brzydki, straszny, odrażający, dlatego ludzie trzymali się od niego z daleka. Dzięki temu, potwór swobodnie poruszał się po pałacu cesarza, a nawet śmiał rozsiąść się na cesarskim tronie. Widząc to, strażnicy ostro zareagowali, nakazując potworowi natychmiast wynieść się z cesarskiego pałacu. To rozgniewało potwora, karmił się złością strażników i stawał się coraz brzydszy, bardziej przerażający i obrzydliwy. W strażnikach rosło przerażenie, co przejawiało się większą agresją wobec potwora. Problem rozwiązała mądra cesarzowa, nieoczekiwanie wchodząc do sali tronowej i proponując potworowi gościnę - „Witaj, potworze. Dziękuję za wizytę. Czy chciałbyś się napić herbaty? Gdy i strażnicy zaczęli dogadzać potworowi, zamiast próbować go przegonić, ten zaczął się kurczyć.
Wystarczyło kilka życzliwych gestów, żeby potwór zniknął zupełnie. Problemem często nie są sprawy, zadania tylko kłębiące się w ludziach emocje.
Po trzecie: znaleźć rozwiązanie. I to paradoksalnie jest najłatwiejsze. Wystarczy chcieć, wiedzieć, ufać i działać. Znam mnóstwo gotowych rozwiązań. No i co z tego? Ludzie robią to, co chcą, co lubią i mają swoje wizje. Poza tym coś, co wygląda jak problem tkwiący w człowieku, często jest problemem tkwiącym w sytuacji. Aby zmienić czyjeś zachowanie, trzeba zmienić sytuację, w jakiej ten ktoś się znajduje. Tę zewnętrzną, ale często i tę wewnętrzną: racjonalną i emocjonalną. Wiadomo, że jak długo nie odczuwamy intensywnych emocji, tak długo możemy podejmować racjonalne decyzje. Gdy jednak ogarnie nas silne podekscytowanie, namiętność, strach, gniew czy inne uczucie - racjonalne argumenty tracą wszelką moc sprawczą. Liczy się tylko to, czego chcą emocje. 
Inspirację przypowieści znalazłam na portalu: SASANA.PL

wtorek, 23 lutego 2016

Prawo odwzajemniania





Relacje z innymi ludźmi reguluje wiele praw. Jednym z nich jest prawo odwzajemniania. Siła płynąca z tego prawa jest ogromna i tak powszednia, że przestaliśmy zwracać na nią uwagę. To błąd, bo możemy dawać sobą manipulować.

Prawo odwzajemniania polega na tym, że kto daje, ma także oczekiwania – zaś ten kto bierze, czuje się zobowiązany.

W prawie tym zawarte są głębokie pokłady altruizmu. Nie dotyczy tylko ludzi - obowiązuje również w społecznościach zwierząt. Przedstawiciele pewnego gatunku nietoperzy dzielą się ze sobą pokarmem. Pszczoły robotnice żądlą w obronie miodu. Wiele drobnych ptaków na widok lecącego drapieżnika podejmuje ryzyko, by ostrzec stado. Czemu tak robią?

Chronią swój gatunek, narażając się na wiele niebezpieczeństw. Pszczoły narażają życie, bo wraz z żądłem tracą ważne narządy i wkrótce potem umierają. Mogą w ten sposób uratować ważne dla przetrwania roju zasoby, mimo, że same nie będą z nich korzystać. Ostrzegające przed drapieżnikiem drobne ptaki, najczęściej giną, ale całe stado unika niebezpieczeństwa.

Wspólną cechą takich zachowań jest leżący u ich podstawy "handel", a więc wzajemna wymiana korzyści pomiędzy osobnikami.

My ludzie też mamy w swoim repertuarze takie zachowania. Oddajemy znajomym przysługi w nadziei, że oni kiedyś odwdzięczą się nam tym samym. Tak się dzieje w życiu osobistym i zawodowym. Tyle tylko, że ten, kto wyświadcza przysługę, nie wie, czy ten drugi go nie zawiedzie i w przyszłości nie odmówi pomocy. A tak się czasem zdarzyć może.

Dawca i biorca żyją w pewnym napięciu, dopóki biorca nie da, a dawca nie weźmie.

Biorąc coś od kogoś czujemy, że jesteśmy coś winni dawcy, zaś dając coś komuś, lub robiąc coś dla kogoś, pojawia się w nas przyjemne uczucie satysfakcji i wolności od zobowiązania, jeżeli nic nie uzyskaliśmy w zamian. Niezależność jest pociągająca.

Zdarzyło Ci się odmówić przyjęcia pomocy od kogoś? Z pewnością. Wówczas unikasz nieprzyjemnego poczucia zobowiązania. Pewnie też znasz to uczucie, gdy otrzymujesz coś, wcale o to wcześniej nie prosząc.

Jeśli jakieś dobro nam uczynione jest związane z naszą wcześniejszą prośbą, wtedy nasze poczucie zobowiązania jest silniejsze. Jednak również nieproszona pomoc potrafi silnie to uczucie wzbudzać.

To właśnie prawo odwzajemniania sprawia, że ludzkimi działaniami kierują zobowiązania do dawania, zobowiązanie do przyjmowania oraz zobowiązanie do oddawania. I to właśnie zobowiązanie do przyjmowania sprawia, że prawo to można z łatwością wykorzystać jako narzędzie manipulacji psychologicznej.

Prawo odwzajemniania jest potężnym narzędziem wpływu. Nie znane są konkretne reguły, co do formy i wielkości odpłaty. Często odpłacamy się wielokrotnie przekraczając wartość początkowej przysługi, czy dobra. Często zresztą celowo do tego dążymy, aby mieć pewność, że nasze poczucie zobowiązania zostanie zastąpione przez przyjemne uczucie wolności od niego.

Jednym z najbardziej przekonujących przykładów siły prawa odwzajemniania jest poruszający przykład zbiorowej tragedii, która rozegrała się w listopadzie 1978 roku, pośród gujańskiej dżungli. Jim Jones rozkazał członkom założonej przez siebie sekty zbiorowe samobójstwo. Większość posłusznie wypiła truciznę pozbawiając się tym samym życia. Pośród nielicznych ocalałych, jedna z kobiet, która uciekła w tym czasie w leśne ostępy, twierdziła potem, że nie poddała się nakazowi Jonesa, gdyż wcześniej, gdy była chora, odmówiła mu, gdy chciał wyświadczyć jej przysługę. Nie chciała zawdzięczać mu niczego i to ocaliło ją od samobójczej śmierci.

Namolni sprzedawcy, politycy, niechciani znajomi, natrętni współpracownicy czy przedstawiciele różnych organizacji - mogą doprowadzić nas do uległości, po prostu wyświadczając nam na siłę jakąś przysługę lub ofiarując nam jakiś materialny dar, których wcale możemy nie chcieć. Ale bierzemy! Wystarczy zresztą, że wzbudzą w nas poczucie zobowiązania, a my chcąc pozbyć się ciążącej na nas presji, zrobimy coś, czego normalnie nie zrobilibyśmy lub kupimy coś, co w ogóle nie jest nam potrzebne. Ileż to niepotrzebnych nikomu zadań zdarzyło Ci się wykonać, bo ktoś Cię o nie prosił lub je zlecił ... Kierowało Tobą prawo odwzajemniania.

Oto dlaczego warto działać świadomie. Dokonywać odpowiedzialnych wyborów, nie uchylać się od decyzji, opierać swoje wnioski na faktach, mieć kontakt ze swoimi potrzebami, rozumieć skutki swoich działań – skądś się przecież biorą nieracjonalne zachowania etyczne.

wtorek, 9 lutego 2016

Nie patrz kotku, co mam w środku







Być atrakcyjnym, sprawiać dobre wrażenie w oczach innych – każdy o tym marzy. Jedni te marzenia realizują stosując przemyślne techniki, zakładają „maski”, a wszystko po to by kształtować wizerunek samego siebie zgodnie z własną intencją. Inni, nie do końca zajmują się tym, jak zostanie odebrane ich zachowanie i w imię wolności, mówią to co myślą: 
nie podoba mi się Twoja fryzura,
 nie zgadzam się z Twoim zdaniem,
 nie lubię takich zadań.

Zakładanie maski to rodzaj manipulowania wrażeniem wywieranym na innych, które możliwe jest tylko przez osoby posiadające samoświadomość publiczną. Manipulują Ci, którzy zdają sobie sprawę, że stanowią albo mogą stanowić przedmiot uwagi otoczenia i wybierają zachowania, które mogą negatywnie albo pozytywnie wpłynąć na ich wizerunek. 
Nie patrz kotku, co mam w środku - sam Ci powiem.

Jest takie powiedzenie – kota nie ma myszy harcują. Czasem czujemy się zdecydowanie swobodniej, zwłaszcza gdy w naszym otoczeniu nie ma „autorytetów”. Szef nie patrzy, można zwolnić tempo, albo oddać się załatwianiu prywatnych spraw.

Znana jest metafora porównująca interakcje społeczne do spektaklu teatralnego. Ludzie grają różne role, według określonego scenariusza, używając odpowiednich rekwizytów. Aktorzy, jeśli sztuka się podobała, otrzymują owacje. Jest to wyraz akceptacji i szacunku. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi i interakcje – chcemy akceptacji i szacunku. I jeszcze coś … manipulowanie wrażeniem innych, to strategiczna metoda sprawowania kontroli nad własnym życiem. Kreowanie swojego wizerunku to sposób na materialne i społeczne korzyści.

Jeśli zdaję sobie sprawę, że jestem przedmiotem uwagi otoczenia, warto bym zdawała sobie sprawę jak silna jest moja wrażliwość na ocenę wystawianą mi przez innych ludzi. Ludzie wrażliwi negatywnie reagują na wszelkie przejawy odrzucenia i koncentrują się na własnej reputacji i pozorach.

Wypowiedź: "Dzwoniłem do Ciebie pięć razy!" jest jasna i zrozumiała. Wrażliwiec zaczyna się jednak domyślać, czy przypadkiem nie kryje się w niej rozczarowanie, a może zagniewanie? Ktoś, kto dba o swoją reputację może wpaść w panikę, że ktoś go potrzebował a on „gdzieś się podziewał”. A przecież pytanie, a właściwie stwierdzenie "Dzwoniłem do Ciebie pięć razy!" może oznaczać tyle co "Jesteś dla mnie bardzo ważny – dzwoniłem wielokrotnie” albo "Zadzwoń do mnie teraz Ty"?

Innymi słowy to od samoświadomości i samokontroli zależy, czy trafnie potrafię odczytać to, jak inni mnie odbierają i czy skutecznie kieruję swoim wizerunkiem.

Zwykle chcemy, by uważano nas za godnych zaufania, dobrych, kompetentnych, sympatycznych, z poczuciem humoru – atrakcyjnych pod każdym względem. Jeśli mamy niską samoocenę, stać nas na wiele, by ochronić, utrzymać albo obronić zaatakowaną lub zagrożoną tożsamość i wartość własnej osoby. 
 
Ludzie z niską samooceną często zachowują się w taki sposób, jakby wokół nich trwały działania wojenne. Każde słowo, spojrzenie, gest są w stanie zinterpretować jako atak lub zaczepkę. Dbając o swój wizerunek mogą wkładać maskę „twardziela”, mogą przedstawiać się jako osoba o wyjątkowej moralności, mogą też wkradać się w cudze łaski jak lisek chytrusek. Katalog otwarty.
 
Czasem aktorzy takich scen osiągną sukces, czasem napotkają silny opór – to zależy kim są widzowie, uczestnicy interakcji. Czy zechcą wejść w role, jakie wyznacza aktor? Gorzej, jeśli ujawnią kłamstwo, bo to oznacza porażkę aktora – jego zakłopotanie i lęk o to, czy zdoła wywrzeć na innych wymarzone wrażenie. 
 
Ambicja sprawia, że porażka to frustracja. A porażka to przecież sygnał, że coś nie zdobyło akceptacji innych i wymaga zmiany, innego podejścia.
 
Czasem ludzie "grają" zamiast „być sobą” nie zdając sobie sprawy, że narażają się na uznanie ich za nieszczerych i nieuczciwych. Często nie zdają sobie sprawy, że te zachowania to schematy postępowania wyniesione z domu pod hasłem „dobrego wychowania”. 
 
Świadomie bądź nieświadomie rodzice od urodzenia uczą swoje dzieci, jak się zachowywać, myśleć, czuć i spostrzegać. Uwolnienie od tych wpływów następuje wraz z osiągnięciem zdolności do posiadania własnych sądów, co zaakceptować z rodzicielskich nauk. Czasem "coś" trzeba odrzucić. 
 
Wciąż trzeba walczyć, by nie wpaść w utarte koleiny. Wygrana jest wtedy, gdy bierzesz odpowiedzialność za konsekwencje świadomie wybranych zachowań.

Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci.
Oscar Wilde