środa, 15 marca 2017

Być szczególnym przypadkiem






Ferment wprowadzam. Podżegam. Prowokuję. Kombinuję. Każdy kombinuje. Rodzimy się i  kombinujemy jak tu przykuć uwagę dorosłych, żeby spełniali nasze potrzeby. Ci, nie dość, że spełniają, to jeszcze są dumni z tego, jak rośniemy, uczymy się i radzimy sobie w świecie. Kupują nam coraz bardziej skomplikowane zabawki, byśmy się radośnie zajęli swoim sprawami i dali im czas na własne życie. Poczucie naszej wartości ma wzrastać proporcjonalnie do ceny i technologicznego zaawansowania kolejnego gadżetu. Co więcej, inteligentne dzieci się nie nudzą.

Tajemnicze słowo „potrzeby” pozostanie tajemnicze tak długo, dopóki nie wyczerpią się Twoje strategie przykuwania uwagi innych. Pewnego dnia przychodzi ten moment, w którym logujesz się w sieci kontaktów społecznych i sprawdzasz, czy udało Ci się rozwinąć najistotniejsze sfery: emocje, relacje, intelekt, dające smak szczęśliwego życia.

- Muszę, muszę być jakaś. 
- Muszę być jakiś.  
- Muszę być idealna, perfekcyjna, dawać przykład. 
- Muszę wytrzymać, kto jak kto, ale ja dam radę.  
- Muszę się wysilać, pracować wytrwale, dawać z siebie wszystko. 
- Muszę dbać o innych, troszczyć się, sprawiać im radość.
- Muszę się pośpieszyć, pracować szybciej, zoptymalizować działania. 

Co jeszcze musisz robić, aby czuć się w porządku sam przed sobą? Który nakaz jest dominujący u Ciebie? Co wpływa na Twoje życie i postrzeganie siebie jako Człowieka? Jesteś OK, jeśli ...co musisz? ... dasz radę, gdy ... co się wydarzy?

Poznaj wszystkie swoje "muszę" i zacznij zamieniać je na "chcę", "mogę", "pragnę", robię to! Uznaj swoje nakazy i rozpocznij program naprawczy. Nie warto utwierdzać się w przekonaniu, że deficyty są błahe i, że inni też tak mają. Owszem, mają, nawet deficyty mają i to one utrudniają nawiązywanie i podtrzymywanie relacji. Ograniczają poczucie satysfakcji, radości, bo zawsze coś zrobisz "następnym razem." Dlaczego nie teraz? Dlaczego nie dziś? Dajesz radę, ale jakim kosztem? Ile musisz płacić za deficyty? Może lepiej zainwestować w wyrównanie zasobów?

Podejmujesz kolejną pracę. Na początku wszyscy są uprzejmi, zadania są proste, ale po kilku tygodniach zaczyna się kryzysik. Przyczyny bywają różne – mała intryga, niewinna sprzeczka, przeplatana salwami śmiechu kolegów z zespołu. Zawiodła komunikacja – napracowałeś się, jak jakiś dziki osioł, zupełnie niepotrzebnie, bo klient już dawno wycofał zlecenie. Kolega Ci nie powiedział? Nie musiał – to Ty jesteś od niego zależny, powinieneś zapytać. Uważasz, że przyczyna leży w ograniczonych zasobach osób, które usiłują realizować niejasno przydzielone zadanie? A może to wszystko zawdzięczasz temu szczególnemu przypadkowi?

W każdej grupie zawodowej, czy choćby grupie znajomych występują tak zwane „szczególne przypadki”. Szczególny przypadek może mieć kłótliwą naturę i wyjątkową odporność w przyjmowaniu informacji na swój temat. Przebywanie ze szczególnym przypadkiem, czyli kimś, kogo sposób bycia jest zupełnie inny od Twojego, może niezauważenie doprowadzić do konfliktu i to całkiem poważnego.
Szczególny przypadek też ma deficyty. Może nawet podobne do Twoich, ale tego się nie dowiesz, bo są błahe i nie warte zainteresowania. Oczywiście z perspektywy ich właściciela.

Są takie miejsca pracy, w których dzieje się źle a wszyscy udają, że problem nie istnieje. Nie istnieje, bo zamiata się go pod dywan, albo się o nim nie mówi. Małe dzieci, kiedy coś idzie nie tak, mają nawyk zamykania albo zasłaniania oczu. Myślą, z dziecięcą naiwnością, że jeśli czegoś nie widzą to tego nie ma. Zaskakująco wielu dorosłych nadal stosuje tę technikę. Nie widzę, nie słyszę, nie mówię – nie ma tematu, nie ma problemu.

Tymczasem jest temat i problem, ale zamiast o tym mówić, wzrost napięcia nerwowego redukujesz sama. W końcu kto, jeśli nie Ty da radę? Z Twojego punktu widzenia, problem nie dotyczy Ciebie, czyli nie warto się nim zajmować. Nie jesteś problem, jesteś sobą. Zastanawiasz się, dlaczego nikt nie daje Ci uwagi? Może nawet inni zaczynają kpić z Ciebie, albo Cię unikać? Chcesz to zmienić? - Sięgasz po sprawdzone strategie - Musisz skupić na sobie uwa. Jak? Jeśli masz władzę - sprawa jest prosta - wydajesz polecenia, albo wybierasz najlepszy projekt, wykonany przez podwładnego i "promujesz się" w branży. Jeśli nie masz władzy, możesz spróbować wyróżniać się strojem, fryzurą, sylwetką. 

To proste. Wykonaj telefon do poradni sieci sante, albo lepiej przejrzyj internetowe porady. Jesteś sobą i  kto, jeśli nie Ty sama ustalisz najlepszą dietę. Żeby nie było z  tym za dużo zachodu, najlepiej poszukaj firmy cateringowej i zamów miesięczną dostawę „zdrowych” posiłków. Mają mieć odpowiednie opakowanie, z opisem składników i zawartością kalorii. Co dalej? Popracuj nad sylwetką – wszyscy wokół uprawiają jakąś aktywność – tyle się mówi o tym, że ruch to zdrowie. Wyszukaj, najlepiej na Grouponie pakiet fitness z trenerem. Za trudne? Za drogie? Może na początek małe postanowienie, od kiedy zaczniesz? Przejrzyj na YouTube, jak to robią inni, „dasz radę” - naśladuj ruchy.

Jesteś przeciętnym współczesnym Człowiekiem, ale ... stresujący tryb życia nie dotyczy Ciebie – Ty jesteś sobą. Tu i teraz. Problemy zawodowe nie mają z Tobą nic wspólnego, bo Ty jesteś sobą. Jesz zdrowo, co prawda bez zalecanej uważności, za to pod czujnym okiem współpracowników - ekspertów w każdej dziedzinie, a więc i zdrowej żywności. Oni, nawet jeśli sobie tego nie życzysz, skorygują Twoje wybory. Ty nadal jesteś sobą. Szczególnym przypadkiem siebie. Zamęt siejesz. Filozofujesz. Deliberujesz. Dociekasz. Niemniej widać pokrewieństwo między Tobą a szczególnym przypadkiem. Hmmmm ..., a tajemnicze słowo "potrzeby"?

środa, 22 lutego 2017

Samosięrozwiąże







Konflikt. Jedni się go boją, unikają za wszelką cenę, inni czują się w nim jak ryba w wodzie. Nic w tym dziwnego - konflikt jest naturalnym elementem codziennego życia. Idealnie byłoby, gdyby w naturalnej codzienności życia istniało samosięrozwiąże.


Ale niestety, samosięrozwiąże nie nadchodzi. Próbujesz tłumić, bagatelizować, nie dopuścić do sytuacji, w której sprzeczne racje mogłyby ujrzeć światło dzienne, a problemy nie rozwiązują się. Napięcie rośnie. Wcześniej, czy później, konflikt się objawi. Co więcej, tłumiony, daje źródło następnym. Dlaczego? To oczywiste. Konflikt to źródło silnych emocji. Jeśli próbujemy udawać, że nic się nie dzieje, emocje nie mogą znaleźć ujścia. Zalewają nas, zatruwają nasz racjonalizm i zaczynamy produkować zachowania, które na pewno nie służą współpracy.


Przypomnij sobie jakikolwiek konflikt, choćby mały spór. Emocje buzują. Tego, który śmie mieć odmienne zdanie łatwo obdarować mnóstwem wymownych epitetów. Z pewnością nie jest sprawny – to jakiś kretyn, świr, a już na sto procent odbiega od normy. A tak w ogóle, to nawet nie należy do świata ludzi – świnia jedna albo bydlę rogate. Gdy upór w utrzymywaniu się odmiennego zdania nie zmniejsza się, albo co gorsza, zwiększa, kretyn zostaje betonem i w ten sposób  umieszczasz go w świecie materii nieożywionej.


Jeszcze jedno tłumaczenie a wylecisz za drzwi – straszysz. Miałaś przygotować proste pismo. Czy Ty nie możesz w końcu zrobić czegoś dobrze? – obwiniasz. Ale z Ciebie tłumok. Tyle razy pokazywałem Ci jak to się robi – przezywasz. Natychmiast zabierz to z mojego biurka – rozkazujesz. Nie powinnaś podejmować się takich zadań, bo w końcu to się zemści na Tobie. Ludzie odpłacą pięknym za nadobne – moralizujesz. Czy możesz wreszcie coś porządnie zrobić? Przy Tobie zwariuję – przybierasz postawę męczennika. Dlaczego nie jesteś tak zdolna jak Majka? – porównujesz. Zachowuj się tak nadal. Wiesz, jaka będzie Twoja przyszłość? – prorokujesz, a może znów straszysz.


Komunikaty w konflikcie zawsze są nasączone agresją, złością, sarkazmem. Nie da się współpracować tam, gdzie jest przyzwolenie dla jawnej, otwartej krytyki. Niekonstruktywnej. O konflikcie trzeba mówić. 
Widzę, że przygotowałaś pismo, w którym umieściłaś swoje subiektywne stanowisko. To jest niezgodne ze standardami w naszym zespole. Proszę, żebyś opierała się na doświadczeniach współpracowników.


Nie da się współpracować w atmosferze żalów, szantaży emocjonalnych i krytyki. Każdy problem można rozwiązać, jeśli będziesz się posługiwać syntetyczną informacją. Prosta wskazówka może zdziałać więcej, niż skomplikowany wywód. Nie licz, że ktoś zrozumie, co masz na myśli, bo jest dorosłym człowiekiem. Co najwyżej zacznie Cię unikać, licząc, że sprawa przycichnie, załatwi się sama i jakoś to będzie. Samosięrozwiąże.


Konflikt zawsze można rozwiązać stosując konstruktywne formy komunikacji i starając się nie ulegać emocjom.


Warto zacząć od przywrócenia równowagi. Gdy już emocje zauważone, nazwane i nieco odparowane trzeba zobaczyć przeciwnika. Wyprowadzić go ze świata nieożywionej materii (beton), ze świata zwierząt (gad) niesprawnych ludzi (debil) i oddaj mu należne prawa do szacunku, godności i zrozumienia.


Uff. Udało się. Stoi przede mną i upiera się przy swoich racjach. A przecież … słuszne i sprawiedliwe jest tylko to, co JA mówię, a to, co ona, jest godne potępienia? Nie? No nie! To nie tak. Uczyniłem z niej potwora, by usprawiedliwić swój atak. Uff. Możemy zacząć rozmawiać …, kiedy tylko się tego nauczę.


Dawno temu uczestniczyłam w jakimś pokazie technik pomocnych w rozwiązywaniu konfliktów. Osoba prowadząca, w pewnej chwili, narysowała na flipcharcie czarnym pisakiem maleńki punkcik. Potem kolejno pytała obecnych, co widzą? a pytani odpowiadali, że to czarna kropka na białym tle. W końcu, osoba prowadząca pokaz, dumna z uzyskanego efektu, skomentowała 
– w konflikcie najczęściej też przyciąga nas czarny punkt i nie dostrzegamy całego tła, który jest dookoła.


Konflikt to nic strasznego, jeśli przestaniemy koncentrować się na czarnym punkcie. Owszem, potrzebny jest wysiłek, aby przyjrzeć się swoim myślom, aby dostrzec możliwości. Potrzebna jest odwaga, by sięgnąć po narzędzia komunikacyjne. Potrzebna jest pokora, aby tą samą miarą mierzyć swój i cudzy upór. Najtrudniej jest przyjąć fakt, że to JA ponoszę odpowiedzialność. To MNIE się nie udało. To MÓJ problem. Takie przyznanie się przed sobą jest niewygodne, uwiera, dusi, czasem przeraża wyobrażeniem konsekwencji. Często pojawia się wówczas myśl: Najlepiej byłoby uciec gdzieś, zakopać głowę w piasek i przeczekać, aż samo się rozwiąże.


Samosięrozwiąże zwykle nie nadchodzi, a ucieczka nie rozwiązuje problemu. I w ten sposób źródło konfliktu nigdy nie wysycha.

wtorek, 14 lutego 2017

Nie jest sztuką zastraszać i manipulować, sztuką jest zrozumieć




W potocznym języku często zamiennie używa się pewnych pojęć, nie przywiązując wagi do tego, że zakres tych pojęć nie jest tożsamy. Co więcej, powszechność używania takich pojęć sprawia, że pewne charakterystyczne zachowania, opisywane przez te pojęcia stają się akceptowalne. Mobbing. Przemoc. Wywieranie wpływu. Dyscyplinowanie. Zarządzanie ludźmi.

Wyobraź sobie Kogoś, kto regularnie wypowiada komentarze, mające na celu obniżenie Twoich kompetencji. Intencja tego zachowania wydaje się jasna – czyjaś przewaga uniemożliwia słabszemu skuteczną obronę. 

Mobbing. Przemoc. Wywieranie wpływu. Dyscyplinowanie. Zarządzanie ludźmi. To właśnie te pojęcia są w pewnych miejscach często zamiennie używane, stanowiąc przyzwolenie dla pewnych zachowań, wskazując normę i dając usprawiedliwieniu wielu czyniącym zło.

Czyniący zło mają z reguły dobre intencje. Podniesiony głos ma dotrzeć do wszystkich. Ktoś, może szef, krytykuje Cię, ponieważ chce w ten sposób zmotywować Cię do efektownej pracy. Jeśli usłyszysz, że będziecie musieli się pożegnać, to zależy mu na zwiększeniu Twojej wydajności.

Czynią zło ci, którzy akceptują przemoc i traktują takie zachowania jako normę. Najczęściej tacy zło czyniący cierpią na brak kompetencji związanych z komunikowaniem się. Wyrośli w środowiskach, w których wulgaryzmy, poniżanie, prześmiewanie, wytykanie braków były językiem obowiązującym. Krzyczenie, straszenie i krytyka były skutecznymi formami egzekwowania wykonania obowiązków wynikających z przebywania „pod jednym dachem”.

Przebywanie przez dłuższy czas w  atmosferze totalnej krytyki i braku zrozumienia rodzi określone skutki zdrowotne. Pojawiają się zaburzenia w codziennym funkcjonowaniu wywołane lękiem, wstydem, zaniżonym poczuciem własnej wartości. Czyniący zło mają kłopot, by budować satysfakcjonujące relacje. Chaos jest żywiołem, w którym czują się najlepiej. 

Jeśli przeciwstawiasz się, dopytujesz, nazywasz rzeczy po imieniu, nie zdziw się, gdy usłyszysz, że to Ty jesteś beznadziejny, masz muchy w nosie i nikt nie chce z Tobą pracować. Kiedy dopytasz, kto konkretnie … usłyszysz, że to ogólna ocena i wymaga szczegółowych wyjaśnień, na które nie ma czasu. – Najlepiej jak to wszystko sobie przemyślisz i wrócisz z konkretnym rozwiązaniem za jakiś czas.

Nie myśl, nie szukaj rozwiązań. Przyjmij do wiadomości, że straszą i manipulują zło czyniący, którzy nie potrafią inaczej komunikować się ze światem. Dotychczas słyszeli o tym, że są źli, że ich emocje są idiotyczne, że pomysły są niedorzeczne, a w ogóle to powinni wziąć się w garść, bo jeśli nie, to spotka je kara. Z czasem uwierzyli, w to co słyszeli. Nie mają pojęcia, co zrobić z zalewającymi ich emocjami i skrywanymi marzeniami.

Sztuką jest zrozumieć. Sztuką jest zauważyć świat bez oceny, czy jest dobry, czy zły. Świat to fakty, a nie nasze przekonania o nich. Fakty są oparte na dowodach, przekonania to nasz osobisty punkt widzenia. Faktem jest podniesiony głos, wulgarne słowo, zmiana wątku, mówienie o wielu kwestiach bez przerwy. Sztuką jest świadomość swoich wartości, potrzeb, emocji i rozumienie pojawiającego się lęku, wstydu i poczucia spadku własnej wartości. 

Sztuką jest dostrzeganie zdarzeń i ich konsekwencji. Sztuką jest wyobrazić sobie siebie jako osobę, której historię, uczucia, myśli, lęki, nadzieje, życzenia i marzenia się rozumie. Wiele osób nie ma zwyczaju rozmawiania o emocjach, uważając, że to oznaka słabości. Jest odwrotnie. Ukrywanie emocji przed samym sobą uniemożliwia zarządzanie nimi i prowadzi do ich wypierania lub braku akceptacji siebie. Sztuką jest zaakceptować siebie, zrozumieć, że każda cecha może być zaletą i wadą. Wszystko zależy od kontekstu. Wszystko zależy od wyboru. Jeśli budujemy zdanie o sobie na podstawie opinii innych, to może zamiast innych zastraszać i manipulować nimi warto ich zrozumieć i wspierać w wydobywaniu zasobów?

sobota, 4 lutego 2017

Całe życie Człowiek uczy się sztuki rezygnacji




Kolejny dzień. Jasny, słoneczny z lekkim powiewem wiatru. Na niebie błękitnym przesuwają się leniwie jasne obłoki. Dość. Czas do fabryki. Pytam siebie w każdy poranek: Musisz czy Chcesz?Chcę – odpowiadam sobie i już mój Umysł przełącza się na pozytywne myślenie. Jestem szczęśliwa na Tu i Teraz, no bo jest Tu i Teraz. Kiedy będę czytała to, co napisałam, będzie Tam i Później. Chociaż to Później, wówczas może będzie Teraz a to znaczy, że Tam będzie Tu. Bawi mnie takie myślenie i wprowadza w jeszcze lepszy humor.


Nie każdy tak ma. Niektórzy byli szczęśliwi Kiedyś albo będą szczęśliwi Później. Tu i Teraz wloką się przez życie z przymusem. Wciąga ich przygnębienie, rządzi nimi niezadowolenie, osłabia ich zmęczenie a obojętność zniechęca do działania. Zwykle zaczyna się od jakiejś straty, czyli chwili, w której przestało się coś posiadać. 


Straty bywają różne. Można mieć stracony dzień albo tylko troszkę czasu. Można stracić ulubiony breloczek albo cenne rzeczy. Twarz można stracić albo Czyjeś zaufanie. Można stracić Kogoś bliskiego. Można stracić cierpliwość. Można stracić humor. Każda strata wywołuje jakieś emocje, nastroje, jakieś myśli i jakieś zachowania.


Słońce zaszło. Jeśli jesteś wrażliwcem, nie potrzeba Ci jakiejś dramatycznej straty, aby zacząć się tym przejmować. Zatem, jest Ci smutno. Czujesz, że odstajesz od innych i to Cię jeszcze bardziej wkurza. Zaczynasz czuć się jak nieudacznik, pozbawiony wartości. Skoro tak się czujesz, włączają się krytyczne myśli – To jakieś wariactwo, dlaczego nie mogę po prostu przestać się przejmować i żyć jak inni? 


Dlaczego? – to słowo daje początek pytaniom, na które każdy odpowie inaczej. Wszystko zależy od tego, jak interpretujesz sytuację. Każdy ma własny świat. Każdy ma swój wewnętrzny monolog. Każdy jest reżyserem w swoim świecie. Od tego, jak zinterpretujesz to, co stało się Przedtem, zależy w znacznej mierze to, co zdarzy się Później.


Słońce zaszło. Sąsiad nie odpowiedział na moje pozdrowienie. Kierowca autobusu zamknął mi drzwi przed nosem. Dziecko angażuje mnie do każdej zabawy. Nikt do mnie nie zadzwonił. Szef dał to zadanie Markowi a Majka znów się spóźniła. To przykłady zdarzeń. 


Pozytywne nastawienie – niektórzy mówią o tym optymizm – sprawi, że wkrótce zapomnisz o tych zdarzeniach. Jeśli jednak pesymizm zawładnął Twoim Umysłem, zdarzenie stanie się incydentem. Możesz nawet zacząć obwiniać się za zeszłoroczny śnieg, nieuprzejmość dla innych, lenistwo, niekompetencje rodzicielskie. Po spotkaniu z szefem poczujesz, że jest z Tobą coś niewporządku i pewnie dlatego nie masz przyjaciół. Niby to krytyka, niby nie-krytyka – pytasz siebie, co z Tobą, jakby odpowiedź miała się pojawić. Odpowiedź nie pojawia się. Tymczasem mija minuta, kwadrans, godzina – pytania dręczą Cię dalej.


Dzieci ciągle czegoś ode mnie chcą. Ciągle coś im nie pasuje. Ciągle coś robię nie tak – Prawda jest taka, że to oni się zamartwiają i starają jak mogą, żeby wykrzesać z Ciebie radość, rozweselić Cię i zmotywować do działania. Myślisz, że sąsiad umyślnie Cię minął, zignorował i natychmiast czujesz się z tym podle. w Twoim mózgu włącza się kolejny trybik, który uruchamia pytania – Dlaczego on mnie olał? Czy ja jestem niewidzialna? Udał, że mnie nie zna, bo tak kiepsko wyglądam? I aż słychać jak rusza produkcja dowodów na poparcie tezy, że: nie jesteś ważna i tracisz na wartości – Tydzień temu to samo zdarzyło się, gdy odprowadzałaś dziecko do szkoły: chyba nikt mnie lubi; nie umiem nawiązywać trwałych relacji; co ze mną jest nie tak? I tak uprawiasz własną bezwartościowość, osamotnienie, nieadekwatność, jakbyś uprawiała kwiatki w swoim ogrodzie.


Jeśli wiesz o czym piszę, to pewnie masz świadomość, że taki wzorzec negatywnego myślenia przejawiają osoby cierpiące na depresję. Depresja dotyka jednych, a innych nie. Czasem pojawia się w jednych sytuacjach, a w innych nie. Pytasz, dlaczego? Nie korzystamy świadomie z naszego Umysłu. Nie doceniamy wpływu, jaki mają nasze myśli na nasze zachowania. Kiedy pojawia się myśl, czy wyobrażenie, gdzieś w ciele powstaje reakcja – skurcz, napięcie, ściśnięcie. Możesz unieść brwi, zmarszczyć czoło, poczuć ucisk w żołądku albo odnieść wrażenie przypływu energii. Nasz mózg nie odróżnia zagrożenia pochodzącego z zewnątrz i realnego – ten pędzący samochód zagraża bezpieczeństwu, od tego, które pojawia się w naszym umyśle – jestem do niczego, nie znajdę pracy, umrę z głodu


Może zdarzyło Ci się prowadzić samochód po ciężkim dniu, kiedy chciałeś jak najszybciej, mieć go za sobą? Może nie zdawałeś sobie nawet sprawy z tego, jak silnie zaciskasz dłonie na kierownicy, jak włącza Ci się potrzeba prymitywnej rywalizacji z innymi uczestnikami drogi? Wcisnąłeś się przed inny samochód, by uniemożliwić wyjazd z bocznej uliczki innemu, zmuszając go do nagłego hamowania. Wcisnąłeś klakson i mimo, że i tak nikt Cię nie słyszał wrzeszczałeś w złości – Ty idioto. Kto Ci dał prawo jazdy? Nie masz krzty szacunku dla nikogo!


Myśli wywołują w nas określone nastroje. Z naszego ciała płyną sygnały do umysłu. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ignorujemy te sygnały. Wolimy nie mieć z nimi nic wspólnego. Nie chcemy bólu. Czasem sięgamy po tabletki.

Tabletki pomagają na chwilę. Najgorzej jednak jest, jeśli nie jesteśmy świadomi uruchamianych przez nas nawykowych zachowań, wynikających z przekazów rodzinnych i społecznych: weź się w garść; bądź dzielna; nie okazuj uczuć, bo to słabość i wstyd. 


Trudności i problemy, które pojawiają się w każdej chwili, nie są zawinione przez Ciebie. Nie masz obowiązku uporać się z nimi samodzielnie. Pewnie myślisz, że jest odwrotnie i dlatego samodzielnie podejmujesz wysiłek. Twoje działania nie zawsze kończą się sukcesem. Tak właśnie ma być. To nie jest powód do obwiniania. Nikt nie jest doskonały i nie powinien być, bo byłby maszyną. Nikt nie ma obowiązku spełniać oczekiwań innych, bez względu na to, czy są one rozsądne i realistyczne, czy nie. 


Co mam zrobić ze swoją bezsilnością, smutkiem, beznadzieją? Jak żyć, kiedy drobne zdarzenie albo przelotna myśl o niepowodzeniu wywołuje olbrzymie poczucie przytłoczenia? Jak żyć kiedy TO słowo albo TA uwaga albo TAKIE zachowanie kogoś bliskiego wywołuje lawinę silnych emocji, karmiąc poczucie własnej nieadekwatności, nieudolności?


Zrozumieć, co się dzieje, to przyjąć zupełnie nową perspektywę. Dlaczego tak trudno uznać, że emocje są posłańcami ważnych wiadomości? Słuchasz ich czasem? Gdy zagraża nam niebezpieczeństwo czujemy strach. Reakcją na stratę może być smutek, żal. Wstręt pojawi się w kontakcie z kimś lub czymś nieprzyjemnym i potencjalnie szkodliwym. Gdy coś lub ktoś staje nam na drodze do osiągnięcia celu, możemy odczuwać gniew. A kiedy nasze potrzeby są zaspokojone, towarzyszy nam zadowolenie i szczęście. Emocje dość szybko się zmieniają, a jeśli trwają długo, za długo to może oznaczać, że karmimy je i podsycamy tym, jak na nie reagujemy. Każdy może przestać karmić własne emocje.


Jeśli grozi nam prawdziwe niebezpieczeństwo, którego źródło jest w zewnętrznym świecie, możemy podjąć działania i uciec, podjąć walkę lub schronić się gdzieś. Jeśli niebezpieczeństwo jest w nas, sprawa się komplikuje. Nie znam Człowieka, który zdołałby uciec lub schować się przed swoimi myślami w sposób bezpieczny dla siebie samego. Nie można walczyć z przykrymi i budzącymi poczucie zagrożenia myślami i próbować je unicestwić. W pewnym sensie unicestwiamy siebie. Staramy się wymyślić jakiejś wyjście z naszego smutku, rozpracowując, co jest nie w porządku? – Co ze mną nie tak? Dlaczego zawsze czuję się pokrzywdzona?


Kolejny dzień. Jasny, słoneczny z lekkim powiewem wiatru. Na niebie, błękitnym, jasne obłoki przesuwają się leniwie. Dość. Czas do fabryki. Pytam siebie codziennie rano: Musisz czy Chcesz? – Chcę – odpowiadam sobie i już mój Umysł przełączył się na pozytywne myślenie. Jestem szczęśliwa Tu i Teraz, no bo jest Tu i Teraz


Bo szczęście dotyczy Tu i Teraz. Traktuję swoje myśli jako zdarzenia w Umyśle, które pojawiają się w nim i przemijają jak chmury na niebie. Wyobrażenie, że jestem do niczego, że się nie liczę, traktuję jak to, czym jest – wyobrażeniem, a nie obiektywną prawdą. Nie zmuszam Życia, by ułożyło się w określony sposób tylko dlatego, że teraz odczuwam dyskomfort. Pragnienie, aby było inaczej, niż jest, to początek bezskutecznego uwolnienia się od przykrych emocji. Nie wchodzę w to. Uruchamiam wszystkie zmysły. Zwracam uwagę na to, czego doświadczam każdego dnia, w każdej godzinie, w każdej sekundzie. Jestem uważna. Nie zawsze mi się to udaje. Nie zniechęcam się.


Być uważnym oznacza zawiesić osądy, zostawić PrzedtemPotem i chłonąć chwilę taką, jaka jest, a nie, jaką chciałabym żeby była. Oznacza to moją świadomość, że moje myśli są przemijającymi zdarzeniami w moim Umyśle, a nie rzeczywistością. Doświadczam poprzez ciało i zmysły, a nie tylko poprzez pryzmat swoich czasem niezweryfikowanych, nawykowych myśli. Racjonalizacji mówię dość.


Typowy dzień większości z nas polega na pospiesznym przechodzeniu od zadania do zadania. Zapomnieliśmy, że można żyć inaczej. Świadomie. Całe życie człowiek uczy się sztuki rezygnacji – Antoni Kępiński. Jednak nie chodzi o to, by rezygnować z siebie dla zachowania własnych nawykowych zachowań.

niedziela, 15 stycznia 2017

Z ręką w nocniku



Każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pierwszy krok, zawsze poprzedzony jest decyzją. Decyzją jakąkolwiek. Twój szef jest cukiernikiem oraz doskonale zna się na samochodach, dlatego zarządzanie i promocja jakoś mu nie wychodzą. Ludzi nie szanuje, traktując ich jak naczynia do napełniania własnymi frustracjami. Choć dobry z niego człowiek, bo dobre ma chęci. Zachłysnął się mrzonkami i świetlaną przyszłością firmy. Zarząd to kupił i wszyscy zaczęli realizować marzenia czyjeś, a nie własne. Ktoś podjął jakieś decyzje i zaniechał innych. Fakt -  wszyscy są dorośli i odpowiedzialni. Wiodąc własne życie i realizując własne decyzje, każdy ponosi własną odpowiedzialność. Ty również, czyż nie?



Możesz teraz zacząć się tłumaczyć, że tylko wykonywałeś polecenia, zgodne z  trendami firmy. Możesz wyć w kącie albo walić głową w mur. Możesz szukać winnych wokół siebie. Cokolwiek pomyślisz, to będą wymówki i tanie usprawiedliwienia. Możesz karmić nimi siebie i swoich przełożonych. Może nawet Ci uwierzą i pomogą utworzyć armię, która rozpocznie walkę o Ciebie. Tylko co to zmieni w realnym świecie? Jesteś sam na sam ze sobą i konsekwencjami własnych decyzji. Żadne usprawiedliwienia nie mają teraz sensu. Robiąc wciąż to samo, będziesz kręcił się dookoła własnej osi, tworząc rodzaj kręgu, którego nie uda Ci się przekroczyć. Żeby iść dalej, najpierw otwórz oczy.



Obudziłeś się z ręką w nocniku, siedząc w obślizgłym bagnie, które przykleja się do wszystkiego. Dziwisz się, że nie ma zbyt wielu chętnych, by podać Ci rękę? Nikt się nie zbliża, bo wszyscy pochłonięci są markowaniem jakiegokolwiek zajęcia, oby tylko nikt nie skojarzył ich z Tobą. Oni też stąpają po śliskim gruncie. Jeszcze nie ma sygnału „z góry”, czy trzeba Ci pomóc, czy pozwolić Ci się utopić w tym bagnie. W tym bagnie, w którym znalazłeś się, bo przecież każdy Człowiek sam decyduje i jest odpowiedzialny za własne decyzje. Polecenie było niejasne? Za późno. Trzeba było działać wtedy. Wczoraj już nie istnieje. Jest dziś. Trzeba wypić to piwo. Pij.



Czego Ty chcesz? Współpracy? Przyjaźni? Pomocy? Ale kto ma Ci pomóc? Masz przyjaciół? Przypomnę, że przyjaciel, to ktoś, komu możesz powierzyć swoje troski. Czy przyznajesz się, choćby przed sobą, że troski istnieją? Przyjaciel to ktoś, kto obroni Cię przed oszczerstwami, tak jak Ty jego. To ktoś, kto mimo braku szczęścia, beznadziei, problemów nie zostawi Cię samego. Tak jak Ty jego. Znasz takie doświadczenie? Przyjaciel to ktoś, z kim możesz nie tylko się bawić ale i milczeć, płakać, marudzić i narzekać. Przyjaciela lubi się i szanuje za to, że jest i mimo tego, jaki jest. Przyjaciel to ktoś, kto nie obrazi się za krytykę i ktoś kto wyraża krytykę po to, byś nie zanurzał się w bagnie. Przyjąłeś z godnością czyjąś krytykę?



Pomyśl, czy chcesz tkwić w tym w czym jesteś? Czy nadal chcesz tracić czas i energię, powtarzając do znudzenia: 

takie są zasady, ja tylko wykonuję polecenia, tu moje zdanie się nie liczy etc.” 
Może najwyższy czas, by dostrzec w sobie Człowieka, by dostrzec wokół ludzi? Wyduś w końcu, co Cię boli, co Cię ogranicza? Co nie pozwala wyjść poza krąg, który istnieje w Twoim umyśle? Czyżbyś był na smyczy, której nie da się nawet wydłużyć? Zachłysnąłeś się mrzonkami o świetlanej przyszłości, do której doprowadzi Cię realizacja poleceń? Tyle tylko, że dziś nikt nie pamięta polecenia, które doprowadziło Cię w bagniste odmęty. Powtarzam, to Ty zrobiłeś ten krok. Nikt za Ciebie nie podjął decyzji. Odpowiedzialność za jej skutki leży po Twojej stronie.



A może warto, skoro już tu jesteś, pochylić się nad sobą? Schrzaniłeś coś? – każdemu się zdarza. Skręciłeś na manowce? – nie ma tragedii, zawsze można znaleźć wyjście. Nie czekaj, aż świat się zmieni. Świat się nie zmieni. Twój szef się nie zmieni. Twój szef nie zna innych sposobów zarządzania, a dodatkowo wygodnie mu w układzie, który stworzył. Bezrefleksyjnie wykonując polecenia, rezygnujesz z siebie. Bardziej wierzysz w innych niż siebie? To pułapka. Zbierz resztkę sił i … zrób pierwszy krok. Podejmij decyzję. Twoją decyzję. Wykorzystaj swoje doświadczenia. Oby nie było za późno. 

Coś w tym jest – powiedział złodziej wkładając rękę do nocnika.

wtorek, 27 grudnia 2016

Z metapoziomu taka sytuacja ...



Każdy poznaje świat swoimi zmysłami. Każdy weźmie z otaczającego świata tylko tyle, ile przepuszczą jego osobiste filtry. I tak, jedni będą się zachwycać, inni będą narzekać przebywając w tych samych miejscach. Jedni będą głosić i propagować poglądy, inni te poglądy będą mieszać z błotem. Jedni będą wielbić i upodobniać się do idoli, inni zachowania tych idoli będą uznawać za tandetne. 

Zastanawiałeś się kiedyś skąd się biorą te, a nie inne odczucia dotyczące miejsc, potraw, ludzi etc? Dlaczego takie samo zachowanie u kogoś tolerujemy, wzmacniamy, a innemu mamy za złe? Czy domyślasz się skąd się bierze taki wybiórczy brak umiejętności wykrzesania z siebie współodczucia w stosunku do pewnych ludzi? 


Być może uosabiają słabszą stronę Twojej osobowości. Być może nie jesteś w stanie się z nimi utożsamiać, bo nie akceptujesz w sobie samym ich cech? 

Tyle tylko, że aby komunikować się z innymi w sposób inteligentny, konstruktywny, satysfakcjonujący wszystkie strony, nie można się do ludzi dystansować. Jeśli nie potrafisz utożsamić się z innymi, nie jesteś w stanie nawiązać z nimi właściwych relacji. Może czujesz lęk związany z odrzuceniem? 

Czasem stajemy się bardzo wrażliwi na to, jak ludzie nas odbierają. Zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że było Ci trudno utożsamić się z kimś, bo obawiałaś się, że jeśli za bardzo się do tego kogoś zbliżysz, ten ktoś może Cię odtrącić? Albo tak bardzo będziesz go podziwiać, że sam przestaniesz nieomal istnieć?


Obraz siebie samych jest wyłącznie wytworem naszej fantazji. To, że jest w pewnym sensie fikcją nie oznacza, że trzeba go ignorować. Bez umiejętności wyobrażania sobie siebie i tego, co czują inni, będziemy smętnymi egoistami niezdolnymi do zrozumienia motywów i postępowania swojego i innych ludzi. 


Wielu ludzi chce narzucić nam swój sposób widzenia świata. Najpierw robią tak rodzice, opiekunowie, później rówieśnicy, koledzy z pracy, szefowie, politycy etc. Jak wygląda Twój świat? Jak wygląda Twój dzień? Jakich masz znajomych, przyjaciół? Co myślisz o sobie? Co dla Ciebie jest ważne w życiu? Jakie uczucia najczęściej przeżywasz? Czy zauważasz trudności w codziennym życiu? Jak sobie z nimi radzisz? Jakie cele zaplanowałeś do realizacji w 2016 roku? Czy udało Ci się „to” zrobić? 


Popatrz na swoje życie z metapoziomu. Daj sobie prawo do istnienia. Masz prawo tu być, bez względu na to, co inni myślą o Tobie. Masz prawo tu być niezależnie od tego, czy jesteś komuś potrzebny, czy nie. Tak samo jak inni ludzie masz prawo do przyjemności, do realizacji własnych celów i potrzeb. Tak samo, jak inni ludzie … masz prawo przedstawiać innym swoje oczekiwania, dopóki uznajesz, że inni mają prawo odmówić. 

Nie jesteś narzędziem, którym inni zrealizują swoje cele. Zwróć uwagę, że każdy ma prawo wyrazić swoje prośby i oczekiwania wobec Ciebie. Ty możesz chcieć je spełnić, możesz też nie mieć na to ochoty. Masz prawo do odmowy. Nie ma też powodu by za to przepraszać, czy usprawiedliwiać się. Mamy takie same prawa: prosząc jest we mnie zgoda na Twoją odmowę. Nie musisz mnie atakować, krytykować, pouczać. Ty jesteś w porządku i ja jestem w porządku. 

Są sytuacje, gdy należne nam prawo nie jest przestrzegane. Dzieje się tak, kiedy świat zaczyna składać się z intruzów, którzy chcą wtargnąć do Twojego domu, zawładnąć Twoimi myślami i emocjami. Możesz ulec intruzom i dostosować się do ich żądań fundując sobie frustrację z powodu bycia "nie w porządku”. Niektórzy uważają, że lepiej się dostosować do ogółu. Inni twierdzą, że jeśli ktoś nie przestrzega należnych Ci praw, Ty również możesz złamać ten wyjątkowy traktat. Masz prawo.


Popatrz na swoje kontakty z metapoziomu. To, co przeżywasz w kontakcie z inną osobą, w znaczący sposób wpływa na Twoje zachowanie. Jeśli jesteś świadomy, jakie to są emocje, łatwo możesz zrozumieć, o co w tej sytuacji chodzi. Znasz własne motywy i własne zachowanie. Znasz swoje intencje i wiesz, czy są wrogie i agresywne, to znaczy nastawione na zranienie lub zniszczenie. 


Kontakty z ludźmi polegają na wymianie – jesteśmy biorcami i darczyńcami. Znam wielu ludzi, którzy wolą dawać, niż brać, a już na pewno nie lubią prosić o cokolwiek. Prośba jest dla nich oznaką słabości, a podarowanie komuś czegokolwiek daje im poczucie swojej wartości. Prosząc, mają wrażenie, że potwierdzają swój brak czegoś, a dając mają poczucie, że czegoś mają nadto. To pułapka, która jest źródłem wielu problemów.


Nikt nie lubi problemów, za to wszyscy cenią rozwiązania… Święty spokój, niepewność, tak naturalna potrzeba bycia „w porządku”, lęk przed poczuciem winy, lęk przed odrzuceniem i jeszcze inne stany emocjonalne i dywagacje rozumowe sprawiają, że godzimy się na spełnianie próśb i oczekiwań kogoś, kto naciska… Wydaje nam się, że w ten sposób komuś pomagamy …. 

To nie tak. Czy wiesz, że ratownik – ktoś kto pomaga w najtrudniejszych chwilach - zanim przystąpi do udzielania pomocy, jest zobowiązany do tego, by zadbać o jedną rzecz – o swoje własne bezpieczeństwo? Co więcej, ratownik ma prawo odstąpić od udzielania pomocy, jeśli takowa bezpośrednio zagraża jego bezpieczeństwu. 


Popatrz na siebie z metapoziomu. Tak jakbyś patrzył z lotu ptaka, albo tak, jakbyś był reżyserem tego, co właśnie dzieje się z Twoim udziałem. Pozwól innym decydować o samych sobie, pozwól samodzielnie reagować, przestań zakładać, że wiesz lepiej od innych, co jest dla nich dobre. Nie wiesz. i pomyśl, dlaczego?

piątek, 2 grudnia 2016

Gdy gra staje się życiem albo życie grą




Większość dzieci od nauki zdecydowanie woli zabawę. Podobnie jest w świecie dorosłych. Być może, gdybyśmy mieli wybór, wolelibyśmy grać zamiast pracować. Gry gwarantują doskonałą rozrywkę. Dzieci uczą się przez zabawę wielu nowych umiejętności. Jeśli uda się zmotywować dzieci do udziału w grach, których stopień trudności dostosowany jest do wieku i rozwoju, zabawa uchroni je od nudy i nie zniechęci zbyt trudnymi zadaniami. Gry mogą przenosić w jasny i przyjazny świat, co sprawi, że poczujemy się bezpiecznie, a jeśli są opracowane w oparciu o psychologiczne i w ogóle naukowe modele, gry będą wspierać prawidłowy rozwój graczy.

Gry to świetne narzędzie do pracy z ludźmi. Angażują uczestników do działania, do podejmowania samodzielnych decyzji, kształtują odpowiednie postawy. W grze możemy doświadczać wielu uczuć i oswajać się albo sprawdzać jak będziemy sobie radzić w różnych sytuacjach. Gry mogą zapewniać realną edukację i wiele osób świadomie sięga, na przykład po historyczne strategie, gry logiczne, aby udoskonalać wiedzę o świecie w rozrywkowej, najbardziej skutecznej formie pobudzającej mózg do działania.

By grać, kuszą nas nowe technologie i sprzęt komputerowy. Nie wychodząc z domu, płacąc jedynie abonament za Internet, za pośrednictwem dostępnych serwisów możemy dołączyć do innych graczy, albo samotnie oddawać się rozrywce. Właśnie. Wirtualny świat wciąga. Angażujemy się nadmiernie i zaniedbujemy partnera, dzieci, przyjaciół, no i po części siebie samych.

Każda gra zazwyczaj wymaga utrzymania znacznej koncentracji, połączonej z koordynacją ruchową. Podczas gry, czas upływa niezauważalnie i szczęśliwie. Nic w tym nadzwyczajnego, bo gra to czynność nastawiona na teraźniejszość, podczas której organizm gracza dodatkowo produkuje hormony szczęścia. Gracz porusza się w świecie, gdzie sukces – po wykonaniu określonych zadań – jest natychmiastowy. 

Tematyka gier dostępnych na rynku i ich walory estetyczne w połączeniu z dostępnymi gadżetami ułatwiającymi i umilającymi gry są tak różnorodne, że przestaje nas powoli dziwić, jak wiele osób z nudnej, nieciekawej, nieatrakcyjnej, trudnej a czasem smutnej rzeczywistości przenosi się w wirtualny świat. Gry mogą być formą odreagowania stresu i napięcia, a dla tych, którzy czują się odrzuceni przez swoje środowisko, stanowią atrakcyjne miejsce, w którym można spotkać, co prawda wirtualnego, ale jednak partnera, równoważąc w ten sposób kwestie życia towarzyskiego.

Lubimy grać w gry, bo lubimy wyzwania, lubimy zwyciężać, lubimy się doskonalić. Grę można zaczynać kilka razy, uczyć się jej popełniając błędy, by w kolejnej rozgrywce potknięcia eliminować. To daje satysfakcję. Są też gry, w których wyzwanie nie jest najważniejsze. A może to graczy różni motywacja do grania? W grach nie wszyscy szukają wyzwań, jako czegoś najważniejszego, niektórzy wolą przeżyć jakąś historię. Nie biorą udziału w walkach, wolą fabułę. Zamiast krwi i dociskania kolanem, szukają źródeł albo przewidują konsekwencje kolejnych kroków. Frustracja, znużenie, zmęczenie, zdenerwowanie – to odczuwamy, gdy świat i inni zachęcają nas do walki. Dobrze jest pokonywać przeszkody, ale szarpać się i mocować tylko dlatego, że dookoła wróg czai się zewsząd, to za trudne nawet dla superbohatera. Najgorzej jest, gdy gra staje się życiem albo życie grą.

Nie każda gra daje mi relaks. Istnieją, dobrze opisane w literaturze, gry psychologiczne. Uczestniczymy w nich, by coś zdobyć lub czegoś uniknąć. To nie są zabawne gry. Co więcej, one niszczą, choć pozornie przynoszą korzyści. Niszczą, bo opierają się na sztucznych relacjach, w które wchodzimy nie do końca świadomie. Po kilku rozgrywkach, w których bierzemy udział, nasza życiowa energia niemal znika, przybierając postać przykrych emocji. Dlaczego? Gracz, który uważa, że wygrywa, uzyskuje korzyści kosztem innych uczestników, a ci czują się co najmniej zdezorientowani.

W gry psychologiczne gramy z nudy, by wypełnić czas, jaki ma każdy z nas. Nie wszyscy z taką samą łatwością potrafimy strukturalizować swój czas. Wchodzimy w gry psychologiczne, kiedy inni nie zwracają na nas uwagi, ani nie zauważają naszych sukcesów, a my nie potrafimy o tym rozmawiać wprost. Nikt nie lubi obojętności, a tylko niewielu potrafi sobie z nią radzić. Idealnym miejscem na gry psychologiczne jest miejsce pracy. 

Gry pojawiają się tam, gdzie brak jest jasno wyznaczonych celów i zadań. Wówczas trudno jest sprecyzować, jak mogę sprostać wymaganiom, a jeśli wejdę w grę, mogę schować się przed odpowiedzialnością. Wyobraź sobie, że Szef przedstawia nowy projekt i natychmiast udziela głosu pracownikom. Ktoś proponuje rozwiązanie, które szef natychmiast komentuje – „To dobry pomysł, ale kosztowny, a my mamy ograniczenia finansowe”. Inna osoba postuluje, by zbadać potrzeby, których projekt dotyczy, a Szef – „Ciekawa sugestia, ale to już było zrobione. Mamy to”. I tak dalej, żadna, nawet świetna propozycja nie okaże się dobra, bo Szef gra w „Tak, ale ...”. W końcu wszyscy orientują się, że ich wysiłki są na nic, i zapada cisza. Po co się wysilać, jeśli Szef-gracz odrzuca wszystko, z założenia i dla zasady? Gra toczy się dla jednej korzyści Szefa – ma utwierdzić się w przekonaniu, że może inni i mają pomysły, ale do niczego i to on znowu musi wszystko wymyślić, wszystko jest na jego głowie. Inną korzyścią jest potwierdzenie roli szefa – „ja tu rządzę, inni nieco się starają, może i coś proponują, ale to ja kształtuję wszystko to, co się dzieje i nie pozwolę, by ktoś mi mówił, co robić”.
Są też korzyści dla pracowników – szybko nauczą się unikać wydatkowania energii. Nie będą odczuwali konieczności wprowadzania w życie pomysłu, który się spodobał. Po co? By utrwalać przekonanie, że Szef jest, jaki jest i nic się z nim nie da zrobić. To właśnie im pasuje.

Gry psychologiczne krzywdzą wszystkich graczy. Zaczyna ten, kto nie radzi sobie ze swoim napięciem i chce poczuć się lepiej, ale ... kosztem kogoś innego. W grze udaje się to, ale tylko przez chwilę, bo w głębi duszy Człowiek wie, że zagrał nieczysto. Znalazł, co prawda, jedyne „słuszne” ujście dla swojej nudy, gniewu, frustracji, ale w podsumowaniu … musi grać dalej.

Wśród gier psychologicznych najczęściej inicjuję „To okropne”. Kiedy rośnie moja frustracja, kiedy już mam „po kokardę”, lubię sobie ponarzekać … „jakie to okropne pracować w takim towarzystwie; robią głupie rzeczy; na niczym się nie znają, a właściwie to tylko udają, że coś robią; aż dziwne, że w ogóle cokolwiek się w tej firmie dzieje.” W tej grze chodzi o to, aby ten do kogo gram współczuł mi i jednocześnie podziwiał. No bo skoro inni są do niczego, to całe dobro przypada mnie. Tylko mnie.

I jeszcze jedna gra, w którą grają wszyscy, a najczęściej pracownicy w kiepsko zarządzających firmach. Znana jest pod nazwą „Policjanci i złodzieje”. Gracze-policjanci próbują pilnować przestrzegania procedur, gracze-złodzieje starają się je łamać i uniknąć odpowiedzialności. Grają ci, którym taka zabawa sprawia większą frajdę, niż praca. Najwyżej punktowany jest spryt, który pozwala na łamanie zasad panujących w firmie i nie dać się na tym przyłapać. Pracownicy wchodzą w rolę brojących i nieodpowiedzialnych dzieci, wpychając w rolę rodzica Szefa, który jeśli wejdzie w grę, bierze na siebie rolę rodzica – czuwa nad bezpieczeństwem dzieci i nadzoruje je jednocześnie. Ta gra bardzo wciąga, bo zapewnia wrażenia, pobudzenie, stymulację, a to wszystkim graczom „pasuje”.

Gry psychologiczne szkodzą. Dlatego trzeba je zidentyfikować. To czasem trudne, bo głęboko ukryte. Reaguj zatem na to, co widzisz i słyszysz. Konfrontuj grę z rzeczywistością. Jeśli Szefowi nie podobają się Twoje pomysły i ciągle chce coś zmieniać, zapytaj, co konkretnie chce zmienić, poprawić. Ignoruj tych, co tylko narzekają. Nie podejmuj gry i ignoruj temat. Ja natychmiast uświadamiam sobie, że zaczęłam grać w „To okropne”, kiedy inny gracz okazuje mi niewspółmierne do sytuacji współczucie lub podziw. A, że sama nie jestem wylewna w okazywaniu nieadekwatnego współczucia i podziwu - „To okropne” odchodzi w zapomnienie.

To, co najważniejsze dla Ciebie, poznaj siebie jako gracza. Postaraj się zidentyfikować, w co i po co grasz? Rozpoznaj swoje aktualne potrzeby. Warto mówić wprost o tym, co przeszkadza, co boli, co złości, czego Ci aktualnie potrzeba? Warto o to pytać innych. Pytać i usłyszeć odpowiedź. Bo jeśli tylko znajdzie się miejsce na niedopowiedzenia, niepewność, niezrozumienie – rozpocznie się jakaś gra, w której wszyscy możemy być przegrani. 

Nie zniechęcaj się, jeśli nie rozumiesz tego tekstu. Grać nauczyłeś się w dzieciństwie. Twórca koncepcji o grach psychologicznych – Eric Berne – twierdzi, że umiejętność wchodzenia w gry kształtuje się w wieku 2-8 lat. Gry są strategią komunikowania się, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Jako dzieci, stosujemy strategie nieświadomie, ale jako dorośli … moglibyśmy inaczej, zamiast siłą przyzwyczajenia tkwić w takich samych sposobach relacji.
Mając określone przyzwyczajenia, wybieramy wokół siebie osoby, z którymi gramy w te same gry. Skoro znamy je od dzieciństwa, to też czujemy się w nich najlepiej. Uwolnienie się od wpływów z dzieciństwa, zwłaszcza wtedy, gdy służyły naszemu rozwojowi przez wiele lat, nie jest łatwe. Jest możliwe wówczas, gdy odważnie, odpowiedzialnie wyrazisz to, co akceptujesz z rodzicielskich nauk, a co odrzucasz. To normalne, że będziesz wpadać w stare koleiny, ale tamten styl i gry nie będą dominować. Masz wolny wybór. Możesz rozwijać swoją autonomię.