środa, 28 października 2015

Po co mi przestrzeń?




Po co mi przestrzeń?

Zdarza Ci się, że potrzebujesz czasu i miejsca by się emocjonalnie „odświeżyć”? Ja tak. To taka potrzeba swoistej izolacji. W ciszy, w przestrzeni z samą sobą najlepiej regeneruję swoje siły. A Ty? Jak się czujesz?

- Źle? – Proszę, narzekaj do woli. Wysłucham z pokorą Twojej historii.

- Dobrze? – Super, to co możemy zrobić wspólnie? Zaplanujmy coś.

- Zbyt dobrze? – A czym dla Ciebie jest nadmiar samopoczucia? Jakie są granice „dobrego samopoczucia”? Co to znaczy, „mieć za dużo energii”?

Ludzie są tacy różni. Różna jest ich wrażliwość. Są tacy, którzy mają w sobie gotowość do rozumienia innych i ich światów. Nastawieni na rozumienie każdej osoby – dlaczego robi to, co robi, dlaczego myśli tak, jak myśli, co jest sensem jej życia?

Niektórzy mogą być pochłonięci tak bardzo sobą, że po prostu nie zauważą innych ludzi, albo obojętnieją na ich trudne położenie.

Czasem, dla odmiany, współodczuwamy z innymi tak silnie, że sami możemy cierpieć okazując troskę i chęć pomocy innym. Wiemy, co inni myślą i czego chcą.

Ludzie opowiadają o przykrych dla nich zdarzeniach z życia, począwszy od śmierci bliskiej osoby, rozstania z partnerem, utraty miłości, zdrady, aż po cierpienia z dzieciństwa, na przykład brak ciepła ze strony rodziców, dokuczanie ze strony rówieśników.

Zdarza się, że niektórzy trochę chybiają z reakcją w takiej sytuacji – Wiem, o co chodzi. Wiem, co chcesz powiedzieć. Wówczas opowiadający natychmiast poczuje, że coś jest nie tak. Poznanie prawdziwej historii drugiego człowieka, bez wysłuchania go, bez relacji, jest raczej mało prawdopodobne.

Czasem słuchający wyłącza się, zamiast dostrajać do sytuacji i tego, o czym mówi opowiadający swoją historię. Pewnie zdarzyło Ci się, że nie pamiętasz, co ktoś Ci powiedział przed chwilą? Nie zawsze zwracasz uwagę na smak tego, co jesz, a czasem więcej uwagi poświęcasz informacjom w smartfonie, niż osobie, która jest obok. Przyczyną może być zmęczenie. Trzeba znaleźć trochę czasu w ciągu dnia, żeby po prostu spokojnie pomyśleć.

Najtrudniej mają introwertycy. Wrażliwi introwertycy. Więcej czują i wiedzą, dlatego mają skłonność do rozpatrywania wielu perspektyw jednej sprawy. Często też popadają w pułapkę nadmiernego analizowania. Wiem coś o tym. Wrażliwość to takie nadmierne wyczulenie, które ma służyć ochronie siebie. I służy, jeśli się z nią rozsądnie obchodzi.

Wszystko to, co dzieje się dookoła, co odbierane jest za pomocą zmysłów bardzo łatwo można „przenieść” na doznania cielesne. Muzyka wywołuje ciarki, podniesiony głos powoduje ostrzegawcze kłucie w żołądku, odgłos mlaskania lub gryzionego pokarmu staje się nie do zniesienia. Metaliczny odgłos ostrzonego noża sprawia, że zatykasz uszy, ale to i tak nie pomaga.

Wrażliwcy czasem cierpią na brak zrozumienia ze strony otoczenia. „Nie przejmuj się”, „Przestań się bać”, „To nie koniec świata” – tego typu rady są zupełnie nieprzydatne. Wrażliwcom potrzebna jest przestrzeń i dystans na relaks i reset.

Wrażliwość to zarówno dar, jak i przekleństwo. Ja swoją wrażliwość pielęgnuję i hołubię. Dbam o nią i daję jej wytchnienie, gdy tylko poczuję, że o nie prosi. Moja wrażliwość jest jak obiektyw aparatu fotograficznego. Mogę nastawić ostrość na jeden element rzeczywistości, który mnie otacza, na jednego człowieka, który jest dla mnie ważny w danej chwili albo … na całą resztę. Mogę dostrzegać swoje uczucia i emocjonalne nastawienie innych. Mogę też z perspektywy innych, przyjrzeć się sobie. W końcu mogę odesłać wszystko, co nie chciane w otchłań niebytu, podejmując chociażby prostą medytację.

Moja ulubiona medytacja polega na wyobrażeniu sobie łódki, którą odpycham od brzegu daleko od miejsca, w którym się znajduję. Mogę w myślach posadzić w łódce osoby, które niepotrzebnie angażują moją uwagę i spakować tam różne sprawy, nieistotne dla mnie. Skąd wiem, że ci ludzie i te sprawy niepotrzebnie angażują moją uwagę? Tak mówi mój rozum, ale moje myśli nie chcą słuchać. Dlatego potrzebna jest mi przestrzeń. Przestrzeń i czas tylko dla mnie, abym mogła zrobić coś dla siebie. Zregenerować swoje siły w emocjonalnej kąpieli.

Lubię też podróże i widok tego wszystkiego, co pozostaje w tyle, oglądany z okna poruszającego się auta, czy pociągu. Ja jestem tu, a tam zostają sprawy, których załatwienie będzie dużo łatwiejsze, gdy wrócę z naładowanymi akumulatorami. Akumulatory ładują się w ruchu.

niedziela, 25 października 2015

Więcej ludzi żyje według zmysłów, niż podług rozumu





Skąd się biorą emocje? My sami je tworzymy i mamy nad nimi kontrolę. To nie emocje sterują nami, tylko my emocjami.

Żadna emocja nie bierze się znikąd, sama też nie utrzyma się dłużej, jeśli nie przytrzymamy jej myśląc właśnie o niej.

Na tę samą sytuację dwie różne osoby mogą zareagować zupełnie odmiennymi emocjami. Przyjrzyjmy się takiej sytuacji, jaką są wybory do sejmu i senatu :-) Wygrana jednej partii, dla jednego będzie tragedią życiową, powodem do zrzędzenia i psioczenia, dla drugiego, okazją do znalezienia sobie ciekawszego, niż polityka, działania, trzeci będzie triumfował zwycięstwo. Mogą pojawić się różne emocje – irytacja, rozczarowanie, podekscytowanie, ciekawość, a nawet radość i szczęście.

Chodzi o to, by myśleć, dopuszczać więcej możliwości, wzbogacać odczucia emocjonalne. Możemy to zrobić rozwijając swoje zmysły. To zmysły umożliwiają odbiór bodźców – i tych z otoczenia i tych z naszego ciała.

Człowiek interpretuje wrażenia zmysłowe docierające do układu nerwowego za pomocą wyspecjalizowanych receptorów. Bodźce działające na zmysły mogą być za silne albo za słabe i wówczas wywołują nieprzyjemne wrażenia, aż do odczucia bólu.

Nie zawsze zmysły działają właściwie. Reakcje na bodźce uzależnione są od napięcia uwagi, zmęczenia albo wytrenowania.

Zakres odbierania wrażeń jest różny. Za wysoki lub za niski poziom bodźców, przy długim czasie działania powoduje zaburzenie pracy narządów odpowiedzialnych za odbiór bodźców – narząd słuchu, wzroku, węchu itp.

Żeby zmysły służyły człowiekowi, musi on posiadać sprawny układ nerwowy i ten zapewniający łączność ze światem zewnętrznym – somatyczny – który podlega kontroli świadomości. I ten, który zarządza funkcjami życiowymi organizmu – autonomiczny – który nie podlega kontroli świadomości. Układ autonomiczny ma dwie istotne funkcje: pobudzającą i hamującą, które mogą i często działają jednocześnie.

Człowiek ma zmysł temperatury i potrafi odczuwać ciepło, lub jego brak, przez skórę. Zmysł równowagi zależy od wypełnienia płynem jamy w uchu wewnętrznym. Potrafi odczuwać ból skóry, stawów i narządów. Nie dotyczy to jednak mózgu, który w ogóle nie posiada receptorów bólu.

Bóle głowy, bez względu na to, co nam się wydaje, nie mają swego źródła w mózgu. Mamy świadomość ciała, dzięki której posiadamy wiedzę o położeniu części naszego ciała, nawet jeśli nie mamy możliwości zobaczenia ich lub poczucia. Wystarczy na przykład zamknąć oczy i pomachać ręką. Nadal wiemy, gdzie się ona znajduje w stosunku do reszty ciała.

Mamy wzrok, za pomocą którego określamy kształty, kolory, ruch, położenie i odległość. Mamy słuch, który również dostarcza informacji o otoczeniu i orientacji przestrzennej, pozwala rozróżnić cechy dźwięków – ton, głośność, barwę. Potrafimy rozpoznać, czy mówi człowiek, czy robot. Słyszymy i rozpoznajemy własną mowę, nasz śpiew. Możemy skupić się na wybranym brzmieniu lub na kilku źródłach dźwięku. Zapamiętujemy, dlatego rozpoznajemy ludzi po głosie, albo instrumenty brzmiące w utworze granym przez orkiestrę. Węch i smak służą do analizy głównie pokarmu. Dotyk jest reakcją na temperaturę, ucisk, uszkodzenie skóry.

Czujemy głód, pragnienie. Niektórzy odczuwają sens. Zmysły łączą się, przenikają się, zderzają się ze sobą i tworzą różne kombinacje, np. w zjawisku zwanym synestezją. Wówczas muzyka może mieć kolor, również liczby odbierane są w postaci barw. Niektórym ludziom na dźwięk muzyki pojawiają się ciary na plecach, inni na wieść o nadciągającym niebezpieczeństwie włosy stają dęba.

Co o takiej przypadłości mówią naukowcy? Za „pomieszanie zmysłów” odpowiadają dodatkowe połączenia w mózgu, które łączą obszary normalnie ze sobą nie połączone, albo – jak zakłada inna teoria - ilość połączeń synaptycznych jest taka sama, a powodem mieszania się odbieranych doświadczeń jest zachwianie równowagi pomiędzy hamowaniem i pobudzaniem impulsów w mózgu.

Zdarzają się sytuacje, gdy synestezja utrudnia życie. Czasami może powstać wrażenie szumu informacji. Niewątpliwie jednak zjawisko to przyczynia się do rozwoju sztuki. Synestezja jest jednak darem - mają go nieliczni. Reszta cierpi na utratę zmysłów. To choroba cywilizacyjna.

Trudno jest wziąć odpowiedzialność za własne emocje, o wiele łatwej powiedzieć sobie i światu: 
„to przez niego jestem zirytowana, to inni doprowadzają mnie do rozpaczy, itd.”
Ale tak naprawdę to człowiek się niepokoi (a nie sytuacja go niepokoi) i sam też doprowadza się do wściekłości i przeżywania wszystkich innych uczuć. Emocje są naszym osobistym wyborem. Fakt, nie zawsze świadomym. 
Więcej ludzi żyje według zmysłów, niż podług rozumu - Alighieri Dante

środa, 21 października 2015

Po prostu samotność






Samotność to taka straszna trwoga - śpiewał Rysiek Ridel - ogarnia mnie, przenika mnie.

Samotność to coś innego niż osamotnienie. Wybieram samotność, kiedy chcę pobyć sama ze sobą. Sprawia mi przyjemność, gdy opiekuję się sobą, robię coś dla siebie, doświadczam siebie. To taki czas, w którym inni ludzie przeszkadzają mi. Lubię swoją samotność. Celebruję chwile, które mogę przeznaczyć dla siebie.

Samotność różni się od osamotnienia. Kiedy pojawia się osamotnienie towarzyszy nam niezadowolenie, cierpienie. Samotność daje radość. Osamotnienie niesie krzywdę, zniszczenie.

Osamotnienie rzadko dzieje się z naszego wyboru. Czasem wynika z zaniedbania. W domach, gdzie panował emocjonalny chłód i dystans, człowiek miał niewielkie szanse nauczyć się bliskości. Raczej wyrobił w sobie przekonanie, że bliskość to zamach na swoją wolność i niezależność.

Czasem osamotnienie spada na nas gwałtownie wraz ze śmiercią bliskiej osoby. Żeby pozbyć się przykrych emocji gromadzimy pamiątki, zdjęcia i przedmioty należące do tej osoby i włączamy magiczne myślenie. Wierzymy, że w tych rzeczach zawierają się wspomnienia, a nawet cząsteczki tych osób. Warto o nie dbać. Dzięki nim łatwiej radzić sobie z tęsknotą.

Przeciwieństwem samotności jest więź. Więź ze sobą, z innymi ludźmi, z naturą, z Najwyższym.

Osamotnienie to brak więzi. Wszelkimi siłami trzeba mu się przeciwstawiać.

wtorek, 13 października 2015

Zrobię to pewnego dnia




fot. http://www.spidersweb.pl/2014/07/polska-agencja-kosmiczna.html

- Zrobię to pewnego dnia.

- Czemu nie dziś? Boisz się? Zbierasz siły? Czy wiesz, że nie da się uciec od odpowiedzialności za jutro, unikając jej dziś? Lepiej coś zrobić, niż szukać usprawiedliwień, dlaczego niczego się nie robi.

Sama, mając tzw. niespokojną duszę, często zachęcam innych, aby realizowali swoje marzenia, tworzyli plany, a przynajmniej wykonywali ten pierwszy krok.

Ktoś marzył o dalekiej podróży, przypadkiem dowiedział się, że właśnie tworzy się grupa, są miejsca, są bilety, wystarczy jedno kliknięcie „zarezerwuj”.

Ktoś inny, od miesięcy wyszukujący informacje na temat jogi, właśnie dostał ulotkę o darmowych zajęciach, wystarczy telefonicznie zarezerwować miejsce.

W obu przypadkach pojawiły się usprawiedliwienia, na temat „dlaczego jeszcze nie teraz”, które w krótkim czasie okazały się nieistotne. Dlaczego tak trudno zrobić pierwszy krok? Dlaczego wybieramy stanie w miejscu i unikamy nowych doświadczeń, odrzucamy możliwości? Czemu tracimy energię i marnujemy czas stojąc w miejscu, zamiast przeznaczyć je na zmianę?

Na straży zmiany stoją nawyki i swoisty komfort sytuacji, w której jesteśmy. Mamy też bezsporne korzyści – nie potrzebujemy nowych marzeń, bo stare są aktualne – ktoś nadal marzy o podróży, inny o jodze. Jest też lęk i strach, a pod nimi cała plejada emocji.

To strach i lęk są między innymi motorem ludzkich działań. Mogą w takim samym stopniu przeszkadzać, jak i pomagać w codziennym funkcjonowaniu.

Lęk egzystencjalny, czyli lęk przed śmiercią, ale też lęk przed chorobą, lataniem, wysokością i ciemnością - to nasza reakcja na to, co niesie ze sobą fakt istnienia.

Lęk przed porażką, czyli niepokój i zdenerwowanie w obliczu wysokich wymagań pojawia się jako strach przed prezentacją, wystąpieniem, egzaminem, czy ogłoszeniem wyników.

Lęk przed odrzuceniem, czyli niepokój i zdenerwowanie w obliczu sytuacji, które zagrażają poczuciu własnej wartości. Boimy się oceny, sądząc, że jesteśmy obiektem zainteresowania innych.

Ludzie nie lubią przyglądać się swoim lękom – boją się, że będzie jeszcze gorzej. Jak będzie? Na pewno trudniej, ale warto. Można przyglądać się sobie, jak „w lustrze”, można pytać innych, ważne by odkrywać swoje uczucia i potrzeby. Czasem jednak wolimy zachować się, jak strażacy i gasimy nasze lęki, zaprzeczając ich istnieniu.

Zapewne każdy z nas choć raz miał okazję przekonać się o swoich reakcjach w obliczu niebezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że nagle z nadmierną prędkością nadjeżdża auto, a ty jesteś na środku drogi. Albo wracasz późno przez park, gdy z naprzeciwka nadchodzi grupa zaczepnie zachowujących się ludzi. Co czujesz? Zwykle pojawiają się dwa rodzaje reakcji: pojawia się ochota ucieczki lub agresja.

Tak samo reagują osoby, które przez dłuższy czas odczuwają lęk – żyją z lękiem na ramieniu. Wybierają ucieczkę lub agresję jako swą postawę życiową. Często obie postawy przeplatają się. Podłożem agresji jest lęk. Związek tych dwóch emocji jest niepodważalny. Agresja może być wymierzona przeciwko innym ale i przeciwko sobie. Jeśli boisz się realizować swoje plany dziś, może przyczyną są lęki, lękliwość, albo agresja? W takim razie, zamiast usprawiedliwienia, ustal przyczynę "nicnierobienia". Zrobisz to pewnego dnia – który lęk Cię powstrzymuje dziś?

poniedziałek, 5 października 2015

Skojarz swoje potrzeby z uczuciami







Narzekanie, krytykowanie, użalanie się, martwienie się – najlepiej sprawami innych – któż jest wolny od takich zachowań? Dają upust codziennej frustracji, ale są bardzo niebezpieczne. Oddając się takiej, z pozoru, niewinnej krytyce:

- Co za życie, gorzej być nie może.

- Tu już i tak nic się nie zmieni, Ona, on się nie zmienią. Tylko siąść i płakać.

- Bez sensu się starać.

- Co ona powiedziała, jak ona się ubrała, nie uwierzysz.

przez chwilę czujemy się lepiej. Wypadamy lepiej, bo dołujemy innych.

Wszystkie takie zachowania stanowią formy ujawniania swoich potrzeb. Ktoś, kto mówi – „Co za życie, gorzej być nie może”, w rzeczywistości informuje nas, że jego potrzeba sensu, samorealizacji pozostaje niezaspokojona. 
Większość z nas nie potrafi, nie posiada nawyku rozumować kategoriami potrzeb. Mamy za to nawyk szukania winnych i winy w innych ludziach, w sytuacji, gdy nasze pragnienia pozostają niezaspokojone. Zazwyczaj mamy większą wprawę w analizowaniu tego, co jest błędem innych, za to własnych potrzeb uzewnętrzniać nie umiemy.

Marshall Rosenberg w swojej książce Porozumienie bez przemocy zachęca:
„Skojarz swoje uczucia z potrzebami: „czuję (to lub tamto), bo potrzebuję (tego a tego)”

Jestem zła, kiedy ktoś się spóźnia na spotkanie, bo mam ogromną potrzebę dotrzymywania terminów, danych słów i szacunku. Wychowałam się w domu, w którym słowo jest droższe od pieniędzy.
Wkurzam się albo popadam w stan rezygnacji, gdy ktoś mówi mi, co mam robić, bez wysłuchania mnie, bo mam potrzebę swobody i autonomii.
Jestem wzruszona i szczęśliwa, kiedy mogę przegadać z kimś wrażenia związane z przeczytaną książką, obejrzanym spektaklem, wydarzeniami i zjawiskami społecznymi, bo mam potrzebę intymności i bliskości.

Narzekanie na aurę, pracę, zarobki, bliskich, politykę, sytuację życiową sąsiadki to standard. Czasem powodem takich zachowań jest zazdrość. Chcemy być lepsi, ładniejsi, mądrzejsi, niż jesteśmy. Niektórzy sądzą, że są zbyt grubi, chcieliby coś sobie odjąć. Inni są niezadowoleni ze swojego życia - chcieliby coś zmienić: partnera, dzieci, wykształcenie. Czasem zastanawiam się, jak wiele energii, tej poświęconej na narzekanie, użalanie się dałoby się wykorzystać, zamiast na dołowanie, na doładowanie siebie i innych.

Masz swoje zdanie na jakiś temat? Super, inni mogą mieć inne. Dobrze, że je mają. Świat ma wiele barw.

Masz prawo nie zgadzać się z czyimiś wyborami, ale nie zabraniaj ich innym. Nie akceptujesz związków homoseksualnych, to w nie nie wchodź. Inni też mają wybór. Uwierz, nie chciałbyś być na ich miejscu.
Nie podoba Ci się postępowanie przedstawicieli nauki, kościoła? To, że ktoś ma inne zdanie, niż Twoje nie znaczy, że z automatu nie ma racji. Możesz z nim dyskutować, przekonywać, ale kiedy brakuje Ci argumentów... nie wychodź. Nie obrażaj. Nie oceniaj. Nie wiesz wszystkiego o życiu innych, nie masz pojęcia o powodach decyzji, jakie inni podejmują. 

Krytyczny ton zazwyczaj prowokuje obronę lub kontratak. Za rzekomo groźnymi komunikatami stoją tylko ludzie o niezaspokojonych potrzebach i proszą nas, żebyśmy te potrzeby zaspokoili. Czy zechcemy spełnić te prośby, zależy od nas. Mamy wybór. Możemy też wyrażać swoje potrzeby – co stanie się gdy zostaną zrealizowane?

środa, 30 września 2015

Miłość jest równie życiodajna jak kalorie








Cztery przymioty miłości: Miłość jest cicha. Miłość jest dumna. Miłość jest bezinteresowna. Miłość wie, jak mądrze używać trzech poprzednich. To trudne?

Miłość zarezerwowana jest dla małżeństwa i rodzicielstwa. Istnieje też po za tymi intymnymi związkami. Miłość kryje się w tekstach przebojów, w kadrach filmów, na stronach powieści. Z sukcesem wykorzystuje ją reklama. Dlaczego? Pragniemy miłości. Ona nas przyciąga.

Podstawowe ludzkie pragnienia to serdeczność i bliskość. Czy ktoś Cię dzisiaj przytulił? A wczoraj? A kiedyś, dawniej, w dzieciństwie?
Wiele badań potwierdza fakt, że miłość jest równie życiodajna jak kalorie” (Benjamin Spock). Brak uczuć, czułości, podobnie jak brak pożywienia prowadzi do zaburzeń, a w końcu do śmierci. Emocjonalni kalecy pozbawieni są zdolności do przyjmowania miłości i obdzielania nią - Jak dać coś, czego się nie posiada, albo nie wie się, co to jest?

Czasem wystarczy zaakceptować siebie, docenić swoje talenty. Nie ma potrzeby ciągle rywalizować i wchodzić w stan współzawodnictwa. Akceptując siebie, mogę zaakceptować innych, takimi jacy są.

Kiedy dwie osoby spotykają się, każda z nich wnosi w relację swoje niepowtarzalne doświadczenie, wychowanie, kulturę, styl komunikowania się. Jeżeli nie jesteś w stanie rozumieć siebie, nie zrozumiesz też drugiej osoby. Jeśli nie zauważasz swoich potrzeb, myśli, emocji, jak możesz dostrzec je w drugiej osobie?

Jeżeli ludzie żyją blisko siebie, zaczną ujawniać się różnice pomiędzy nimi. Jeśli te, nie zostaną omówione, wkrótce staną się zarzewiem konfliktów. 
Komunikowanie się, rozmowa o podobieństwach i różnicach to, w pewnym sensie, dawanie siebie. Jeśli zaczynają się nierówności, jedna osoba odmawia komunikowania się nie daje siebie pojawia się gniew, poczucie odrzucenia, obcość.

Wiele osób, może nawet większość, myli komunikowanie się z mówieniem (bleblaniem). 
Daj ucho każdemu, lecz głos nielicznym (William Szekspir) 
Słuchanie jest najtrudniejszym elementem komunikacji. Słuchanie słów i słyszenie treści to dwie różne rzeczy. Człowiek może słuchać z nastawieniem na fakty, dane, szczegóły, które mu są potrzebne dla realizacji własnych celów, nie troszcząc się o rozmówcę. Można słuchać z obowiązku, zawodowego nawyku lub prostej grzeczności. Można słuchać z ciekawości, nie ma to jednak nic wspólnego z szacunkiem i troską o drugiego człowieka.

Jednym z coraz częściej identyfikowanych nawyków jest całkowite poświęcenie swojej uwagi urządzeniom typu telefon komórkowy, iPod, tablet, komputer, w sytuacji, gdy są z nami inni. Często realizujemy ten nawyk podczas posiłków, zapominając, że wspólnota stołu to wspaniałe miejsce i czas na rozmowę. Odmienne style komunikacji to dopiero siła i skuteczność w odkrywaniu świata. Czemu tych sił nie łączymy?
Wiem, że uważasz, że rozumiesz to, co sądzisz, że ja powiedziałam. Ale nie jestem pewna, czy zdajesz sobie sprawę, że to co usłyszałeś nie jest tym, co ja miałam na myśli.

Jeśli czuję, że ktoś nie che mnie zrozumieć, moje poczucie własnej wartości zaczyna słabnąć. Nie musisz zgadzać się z tym co mówię, wystarczy, że rozumiesz. 
Poziom wzajemnej komunikacji określa szacunek dla siebie nawzajem. Rozmawiamy nie tylko o tym, co myślimy, lecz także o tym, co czujemy. Jeśli w relacjach nie wyrażamy uczuć, nie ma co marzyć o zaufaniu, czy intymności. 
Dzielenie się uczuciami to nie słabość – to odwaga. Jeśli powiem Ci, że to co zrobiłeś wzbudza we mnie gniew, a ja nie chcę się na Ciebie złościć, to może pomożesz mi zrozumieć moje uczucia. Druga osoba zwykle nie wie, co myśli, czuje i chce zrobić ta pierwsza. Jak zatem ma zaspokoić potrzeby, spełnić marzenia, pierwszej, skoro ta o niczym nie mówi? 
Każdy musi mówić – dawać siebie. To konieczne w relacji. Czytanie cudzych myśli się nie sprawdza. Jeśli ktoś robi coś, co rani Twoje uczucia, powiedz mu o tym. Masz prawo do szacunku, do miłości. Inni też mają - mów im o swoich uczuciach. Miłość jest równie życiodajna jak kalorie.




poniedziałek, 21 września 2015

Okno na świat można zasłonić gazetą




Inni w potrzebie. Co do nich czuję? Współczucie, czasem ekscytację. Czasem złość. Zdarzyło mi się, że odwróciłam głowę w odruchu obrzydzenia czy niechęci w sytuacji, gdy nagle stanęłam oko w oko z mocno zaniedbanym, w sferze codziennej higieny, osobnikiem. Być może to był bezdomny, który wybrał taki właśnie sposób na życie. Nie wiem. Wiem, że powietrze wokół niego było gęste od smrodu.

Prawie każdy może stać się osobą bezdomną. Wystarczą trzy doby życia na ulicy, aby człowiek brzydko pachniał i budził niechęć otoczenia. Wyjście z bezdomności mogłoby być możliwe w oparciu o zorganizowaną, racjonalną, instytucjonalną pomoc. To jednak nie wystarczy
najlepiej zorganizowana pomoc instytucjonalna, bez merytorycznie przygotowanych pracowników socjalnych, jest rozwiązaniem doraźnym, bez wpływu na wyraźną zmianę sytuacji osoby bezdomnej. W określeniu "merytorycznie przygotowani" mieszczą się jeszcze: uczciwi, prawi, inteligentni, współczujący. No i trzeci, najważniejszy element sam bezdomny. On też powinien chcieć zmiany. Inaczej mówiąc, pomoc to długi, trudny proces, wymagający od wielu osób wysiłku. Od nas, ludzi, zależy, czy komuś pomożemy, czy będziemy pseudopomagać.

Zdarza mi się, że podejmuję jakieś działania – wysyłam esemesa, udostępniam czyjś wpis zawierający prośbę o pomoc, biorę udział w aukcji charytatywnej, wysyłam jakąś kwotę na konto organizacji humanitarnej. Pomagam ... z daleka. Jakąś chwilę w ciągu dnia zastanawiam się nad beznadziejną egzystencją ludzi cierpiących, nad pochodzeniem nieuleczalnych chorób przykuwających ludzi do łóżek, nad sytuacją ich bliskich, zwłaszcza rodziców, dzieci. Na koniec przychodzi magiczne myślenie: 
Na szczęście mnie to nie dotyczy.

Kiedy widzimy cierpiącego na wyciągnięcie ręki, możemy go dotknąć, poczuć, porozmawiać i ewentualnie podjąć jakieś działania, by mu pomóc. Mamy takie prawo. Nie często z tego prawa korzystamy. Częściej liczymy na to, że zareagują inni, a może służby pomocowe, pogotowie, policja. W końcu to nie nasza sprawa, przecież nami też nikt się nie przejmuje, nikt nam nie pomaga.

Z cierpieniem innych zapoznaje nas również świat mediów. Zwykle jest ktoś, kto te cierpienia komentuje. Znawcy tematu przybliżają i interpretują zjawisko, zgodnie z kierunkiem swojego wykształcenia lub wiedzy, lub poglądów, lub potrzeb. Dość często jest to potrzeba zwrócenia uwagi na jakiś jeden aspekt sprawy, ważny głównie z punktu widzenia komentującego eksperta. Czasem temat jest tak długo wałkowany, że nie mamy ochoty w tym wszystkim uczestniczyć.

Uświadomiłam sobie, że moją uwagę coraz częściej przykuwają informacje o katastrofach, zdarzeniach związanych ze śmiercią, ludzką tragedią, epidemią niosącą śmiertelne plony. Czyżby kiedyś, dawniej: 10, 20, 30 lat temu nic  takiego
się na świecie nie działo?

Jest jeszcze jedna rzecz, która budzi moje zdziwienie. Komentarze innych mnie rażą, zasmucają, zaskakują, a nawet oburzają. Wiele osób wykazuje obojętność wobec cierpienia innych, powstrzymując się za wszelką cenę od poznania zjawiska, stosuje opisywaną już przeze mnie postawę:
Nie znam się, ale się wypowiem.

Być może to reakcja obronna? - tak właśnie działa mózg, chroniąc człowieka przed zalewem strasznych informacji, obrazów, myśli. Ten stan kojarzy mi się z funkcjonowaniem psychopaty pozbawionego zdolności odczuwania ludzkich uczuć. By zapobiec takiemu skrajnemu znieczuleniu, wiele osób wybiera postawę chowania głowy w piasek – nie widzę, nie słyszę, nie muszę zaprzątać sobie tym głowy. Być może, unikają wówczas uczucia bezradności, przytłoczenia ogromem zła tego świata. 
Okno na świat można zasłonić gazetą (Stanisław Lec).

Z pewnością reakcja na krzywdę innych zależy od wrażliwości. Jedni przeżywają, rozpaczają, dramatyzują a inni działają i mówią, nawet czasem o uczuciach. Niektórzy dzielą się swoimi refleksjami a inni przeżuwają cierpienie w skrytości ducha i żaden gest wobec bliźniego, żadne dobre słowo nie stanie się ich autorstwa.

Jeszcze jeden aspekt chcę poruszyć. Na co dzień ludzie dość rzadko publicznie wyrażają swoje poglądy, refleksje na temat swojego życia, na temat swojego cierpienia. Nie lubimy, a nawet unikamy rozmów o chorobach, utracie bliskich, porażkach, doznanej albo wyrażonej agresji, własnej brzydocie, bólu, smrodzie. Nie chcemy temu poświęcać uwagi. Może dlatego, kiedy cudze cierpienie zaczyna stawać się realne, może zacząć dziać się obok nas, może stanowić siedlisko chorób, dotyczyć osób o innej kulturze, wyznawców innej wiary
narasta w nas lęk o nas samych:
Jak zmieni się nasze życie? Czy coś nam grozi?

Pomoc innym, podanie komuś ręki, zaproszenie kogoś do wspólnego życia wymaga ogromnej odwagi. Trzeba przezwyciężyć lęk, czasem odruch obrzydzenia, obcowanie z nieznanym. Właśnie
obcowanie z nieznanym.

Nie wszystko, co nieznane, jest złe. Przed złem można się bronić. Odkąd świat światem byli tacy, którzy uprowadzali, torturowali, gwałcili, manipulowali, zabijali. Oprócz sprawców, były też ofiary i świadkowie – wszyscy w mniejszym lub większym zakresie czyniący zło. Czynienie zła może wynikać z zaburzeń psychicznych, kiedy sprawca nie ma świadomości swoich czynów, ale też często jest konsekwencją aktualnej sytuacji życiowej. Kontekst sytuacyjny nie zwalnia nikogo, kto czyni zło, od odpowiedzialności, ale może mieć wpływ na złagodzenie reperkusji.

Nie reagowanie na zło, czynione innym, może wynikać z przeciążenia, wycieńczenia, znieczulenia wywołanego koniecznością codziennego borykania się ze swoimi problemami. Może niektórym ludziom brakuje odwagi, wiary w to, że są w stanie nadal wieść swoje życie, mimo zmieniającej się rzeczywistości?

Źródłem, zła są najczęściej działania ludzi o osobowości antyspołecznej. Tym głównie chodzi o to, żeby być w centrum uwagi. Wiedza nie jest im potrzebna. Nic nie jest dla nich trudne. Często nie przeczytali żadnego podręcznika. Nie musieli tego robić, bo mają asystentów, specjalistów w różnym zakresie – tych zazwyczaj nie charakteryzuje osobowość antyspołeczna. Jednak czasem dużo czasu im zajmuje, by zrozumieć na czyją rzecz działają. W jaki zatem sposób, ludzie czyniący zło wzbudzają zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i sympatię innych?

Człowiek to istota społeczna – taki tytuł nosi też jeden z najlepszych podręczników psychologii społecznej. Autor, Elliot Aronson, omawia wpływ, jaki wywierają ludzie na poglądy i zachowania innych, między innymi środki masowego przekazu i propaganda, stereotypy i uprzedzenia.

Człowiek to też stadne zwierzę. Zdarza się, że ślepo podąża za przywódcą. Wykorzystują to zjawisko psychopaci, dyktatorzy, fanatycy religijni, różnego pokroju gwiazdy i liderzy. Czy człowiek ma wolną wolę? Są teorie, które to potwierdzają i które temu przeczą. Jedna z nich dowodzi, że nasze działania zależą od tego, czy w naszym mózgu uruchomiony został układ nagrody czy kary. Według tej teorii wolnej woli nie ma. Nagroda każe nam czynić tak dalej, kara hamuje działania.

Nagroda to endorfiny, produkowane w mózgu. Dostarczamy ich sobie, gdy się śmiejemy, uprawiamy sport, zjadamy coś słodkiego albo pikantnego, jesteśmy zakochani lub też zażywając niektóre leki i środki zmieniające świadomość. To endorfiny wprowadzają nas w stan euforii i zmniejszają odczuwanie bólu. A zatem wolna wola, czy chemia mózgu?

Trudno mówić o wolnej woli, gdy trawi nas depresja, towarzyszą nam stany lękowe, demencja, uzależnienia albo też stany, których nie definiujemy jako chorobowe: zakochanie, podziw, ekstaza religijna. Czy umiemy rozpoznać kiedy kończy się entuzjazm a zaczyna zaślepienie? Czasem zadajemy sobie pytania, jak inteligentny człowiek z mocną psychiką padł ofiarą intryg antyspołecznych egoistów? Zabrakło mu sceptycyzmu? Jak rozpoznać i jak zachować się, gdy próbuje nas omamić lider, którego jedynym celem jest jego własny dobrostan?

Każdy człowiek ma prawo do niezakłóconego niczym procesu myślenia i każdy człowiek powinien dążyć do tego, by pozwolić innym na, niczym niezakłócony, proces myślenia. Pytanie, czy umiemy korzystać z należnych nam praw? Czy mamy dość wiedzy i w ogóle  zasoby, by uporać się z dylematami moralnymi i etycznymi?

I jeszcze kilka słów o godności człowieka. Godność człowieka jest przyrodzona – wynika z samego faktu bycia człowiekiem. Godność ta jest niezbywalna – jest przypisana na całe życie. Godność jest źródłem wolności praw człowieka – wolności i prawa wynikają z godności człowieka. Godność jest nienaruszalna – nikt i nic nie może pozbawić człowieka godności, ograniczać jej, zawieszać, nawet w sytuacjach nadzwyczajnych. Poszanowanie i ochrona godności jest też obowiązkiem władz publicznych. Muszą one reagować w każdym przypadku, kiedy jest naruszana lub łamana godność człowieka, a nawet kiedy jest ograniczana.

Zawsze pomoc człowiekowi jest i powinna być wsparciem w zachowaniu przez niego przysługującej mu godności. Ten, który wymaga pomocy również ma prawo sam o sobie stanowić, ma prawo wyboru. Pomagający nie może myśleć za tych, którym udziela pomocy. Ma im jedynie wskazać różne drogi poprawy sytuacji.

Wygląda na to, że aby pomagać innym, nie można zasłaniać okna na świat, zwłaszcza jeśli to jest gazeta. Trzeba też umieć się komunikować z różnymi ludźmi i z sobą samym przede wszystkim.