niedziela, 15 stycznia 2017

Z ręką w nocniku



Każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pierwszy krok, zawsze poprzedzony jest decyzją. Decyzją jakąkolwiek. Twój szef jest cukiernikiem oraz doskonale zna się na samochodach, dlatego zarządzanie i promocja jakoś mu nie wychodzą. Ludzi nie szanuje, traktując ich jak naczynia do napełniania własnymi frustracjami. Choć dobry z niego człowiek, bo dobre ma chęci. Zachłysnął się mrzonkami i świetlaną przyszłością firmy. Zarząd to kupił i wszyscy zaczęli realizować marzenia czyjeś, a nie własne. Ktoś podjął jakieś decyzje i zaniechał innych. Fakt -  wszyscy są dorośli i odpowiedzialni. Wiodąc własne życie i realizując własne decyzje, każdy ponosi własną odpowiedzialność. Ty również, czyż nie?



Możesz teraz zacząć się tłumaczyć, że tylko wykonywałeś polecenia, zgodne z  trendami firmy. Możesz wyć w kącie albo walić głową w mur. Możesz szukać winnych wokół siebie. Cokolwiek pomyślisz, to będą wymówki i tanie usprawiedliwienia. Możesz karmić nimi siebie i swoich przełożonych. Może nawet Ci uwierzą i pomogą utworzyć armię, która rozpocznie walkę o Ciebie. Tylko co to zmieni w realnym świecie? Jesteś sam na sam ze sobą i konsekwencjami własnych decyzji. Żadne usprawiedliwienia nie mają teraz sensu. Robiąc wciąż to samo, będziesz kręcił się dookoła własnej osi, tworząc rodzaj kręgu, którego nie uda Ci się przekroczyć. Żeby iść dalej, najpierw otwórz oczy.



Obudziłeś się z ręką w nocniku, siedząc w obślizgłym bagnie, które przykleja się do wszystkiego. Dziwisz się, że nie ma zbyt wielu chętnych, by podać Ci rękę? Nikt się nie zbliża, bo wszyscy pochłonięci są markowaniem jakiegokolwiek zajęcia, oby tylko nikt nie skojarzył ich z Tobą. Oni też stąpają po śliskim gruncie. Jeszcze nie ma sygnału „z góry”, czy trzeba Ci pomóc, czy pozwolić Ci się utopić w tym bagnie. W tym bagnie, w którym znalazłeś się, bo przecież każdy Człowiek sam decyduje i jest odpowiedzialny za własne decyzje. Polecenie było niejasne? Za późno. Trzeba było działać wtedy. Wczoraj już nie istnieje. Jest dziś. Trzeba wypić to piwo. Pij.



Czego Ty chcesz? Współpracy? Przyjaźni? Pomocy? Ale kto ma Ci pomóc? Masz przyjaciół? Przypomnę, że przyjaciel, to ktoś, komu możesz powierzyć swoje troski. Czy przyznajesz się, choćby przed sobą, że troski istnieją? Przyjaciel to ktoś, kto obroni Cię przed oszczerstwami, tak jak Ty jego. To ktoś, kto mimo braku szczęścia, beznadziei, problemów nie zostawi Cię samego. Tak jak Ty jego. Znasz takie doświadczenie? Przyjaciel to ktoś, z kim możesz nie tylko się bawić ale i milczeć, płakać, marudzić i narzekać. Przyjaciela lubi się i szanuje za to, że jest i mimo tego, jaki jest. Przyjaciel to ktoś, kto nie obrazi się za krytykę i ktoś kto wyraża krytykę po to, byś nie zanurzał się w bagnie. Przyjąłeś z godnością czyjąś krytykę?



Pomyśl, czy chcesz tkwić w tym w czym jesteś? Czy nadal chcesz tracić czas i energię, powtarzając do znudzenia: 

takie są zasady, ja tylko wykonuję polecenia, tu moje zdanie się nie liczy etc.” 
Może najwyższy czas, by dostrzec w sobie Człowieka, by dostrzec wokół ludzi? Wyduś w końcu, co Cię boli, co Cię ogranicza? Co nie pozwala wyjść poza krąg, który istnieje w Twoim umyśle? Czyżbyś był na smyczy, której nie da się nawet wydłużyć? Zachłysnąłeś się mrzonkami o świetlanej przyszłości, do której doprowadzi Cię realizacja poleceń? Tyle tylko, że dziś nikt nie pamięta polecenia, które doprowadziło Cię w bagniste odmęty. Powtarzam, to Ty zrobiłeś ten krok. Nikt za Ciebie nie podjął decyzji. Odpowiedzialność za jej skutki leży po Twojej stronie.



A może warto, skoro już tu jesteś, pochylić się nad sobą? Schrzaniłeś coś? – każdemu się zdarza. Skręciłeś na manowce? – nie ma tragedii, zawsze można znaleźć wyjście. Nie czekaj, aż świat się zmieni. Świat się nie zmieni. Twój szef się nie zmieni. Twój szef nie zna innych sposobów zarządzania, a dodatkowo wygodnie mu w układzie, który stworzył. Bezrefleksyjnie wykonując polecenia, rezygnujesz z siebie. Bardziej wierzysz w innych niż siebie? To pułapka. Zbierz resztkę sił i … zrób pierwszy krok. Podejmij decyzję. Twoją decyzję. Wykorzystaj swoje doświadczenia. Oby nie było za późno. 

Coś w tym jest – powiedział złodziej wkładając rękę do nocnika.

wtorek, 27 grudnia 2016

Z metapoziomu taka sytuacja ...



Każdy poznaje świat swoimi zmysłami. Każdy weźmie z otaczającego świata tylko tyle, ile przepuszczą jego osobiste filtry. I tak, jedni będą się zachwycać, inni będą narzekać przebywając w tych samych miejscach. Jedni będą głosić i propagować poglądy, inni te poglądy będą mieszać z błotem. Jedni będą wielbić i upodobniać się do idoli, inni zachowania tych idoli będą uznawać za tandetne. 

Zastanawiałeś się kiedyś skąd się biorą te, a nie inne odczucia dotyczące miejsc, potraw, ludzi etc? Dlaczego takie samo zachowanie u kogoś tolerujemy, wzmacniamy, a innemu mamy za złe? Czy domyślasz się skąd się bierze taki wybiórczy brak umiejętności wykrzesania z siebie współodczucia w stosunku do pewnych ludzi? 


Być może uosabiają słabszą stronę Twojej osobowości. Być może nie jesteś w stanie się z nimi utożsamiać, bo nie akceptujesz w sobie samym ich cech? 

Tyle tylko, że aby komunikować się z innymi w sposób inteligentny, konstruktywny, satysfakcjonujący wszystkie strony, nie można się do ludzi dystansować. Jeśli nie potrafisz utożsamić się z innymi, nie jesteś w stanie nawiązać z nimi właściwych relacji. Może czujesz lęk związany z odrzuceniem? 

Czasem stajemy się bardzo wrażliwi na to, jak ludzie nas odbierają. Zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że było Ci trudno utożsamić się z kimś, bo obawiałaś się, że jeśli za bardzo się do tego kogoś zbliżysz, ten ktoś może Cię odtrącić? Albo tak bardzo będziesz go podziwiać, że sam przestaniesz nieomal istnieć?


Obraz siebie samych jest wyłącznie wytworem naszej fantazji. To, że jest w pewnym sensie fikcją nie oznacza, że trzeba go ignorować. Bez umiejętności wyobrażania sobie siebie i tego, co czują inni, będziemy smętnymi egoistami niezdolnymi do zrozumienia motywów i postępowania swojego i innych ludzi. 


Wielu ludzi chce narzucić nam swój sposób widzenia świata. Najpierw robią tak rodzice, opiekunowie, później rówieśnicy, koledzy z pracy, szefowie, politycy etc. Jak wygląda Twój świat? Jak wygląda Twój dzień? Jakich masz znajomych, przyjaciół? Co myślisz o sobie? Co dla Ciebie jest ważne w życiu? Jakie uczucia najczęściej przeżywasz? Czy zauważasz trudności w codziennym życiu? Jak sobie z nimi radzisz? Jakie cele zaplanowałeś do realizacji w 2016 roku? Czy udało Ci się „to” zrobić? 


Popatrz na swoje życie z metapoziomu. Daj sobie prawo do istnienia. Masz prawo tu być, bez względu na to, co inni myślą o Tobie. Masz prawo tu być niezależnie od tego, czy jesteś komuś potrzebny, czy nie. Tak samo jak inni ludzie masz prawo do przyjemności, do realizacji własnych celów i potrzeb. Tak samo, jak inni ludzie … masz prawo przedstawiać innym swoje oczekiwania, dopóki uznajesz, że inni mają prawo odmówić. 

Nie jesteś narzędziem, którym inni zrealizują swoje cele. Zwróć uwagę, że każdy ma prawo wyrazić swoje prośby i oczekiwania wobec Ciebie. Ty możesz chcieć je spełnić, możesz też nie mieć na to ochoty. Masz prawo do odmowy. Nie ma też powodu by za to przepraszać, czy usprawiedliwiać się. Mamy takie same prawa: prosząc jest we mnie zgoda na Twoją odmowę. Nie musisz mnie atakować, krytykować, pouczać. Ty jesteś w porządku i ja jestem w porządku. 

Są sytuacje, gdy należne nam prawo nie jest przestrzegane. Dzieje się tak, kiedy świat zaczyna składać się z intruzów, którzy chcą wtargnąć do Twojego domu, zawładnąć Twoimi myślami i emocjami. Możesz ulec intruzom i dostosować się do ich żądań fundując sobie frustrację z powodu bycia "nie w porządku”. Niektórzy uważają, że lepiej się dostosować do ogółu. Inni twierdzą, że jeśli ktoś nie przestrzega należnych Ci praw, Ty również możesz złamać ten wyjątkowy traktat. Masz prawo.


Popatrz na swoje kontakty z metapoziomu. To, co przeżywasz w kontakcie z inną osobą, w znaczący sposób wpływa na Twoje zachowanie. Jeśli jesteś świadomy, jakie to są emocje, łatwo możesz zrozumieć, o co w tej sytuacji chodzi. Znasz własne motywy i własne zachowanie. Znasz swoje intencje i wiesz, czy są wrogie i agresywne, to znaczy nastawione na zranienie lub zniszczenie. 


Kontakty z ludźmi polegają na wymianie – jesteśmy biorcami i darczyńcami. Znam wielu ludzi, którzy wolą dawać, niż brać, a już na pewno nie lubią prosić o cokolwiek. Prośba jest dla nich oznaką słabości, a podarowanie komuś czegokolwiek daje im poczucie swojej wartości. Prosząc, mają wrażenie, że potwierdzają swój brak czegoś, a dając mają poczucie, że czegoś mają nadto. To pułapka, która jest źródłem wielu problemów.


Nikt nie lubi problemów, za to wszyscy cenią rozwiązania… Święty spokój, niepewność, tak naturalna potrzeba bycia „w porządku”, lęk przed poczuciem winy, lęk przed odrzuceniem i jeszcze inne stany emocjonalne i dywagacje rozumowe sprawiają, że godzimy się na spełnianie próśb i oczekiwań kogoś, kto naciska… Wydaje nam się, że w ten sposób komuś pomagamy …. 

To nie tak. Czy wiesz, że ratownik – ktoś kto pomaga w najtrudniejszych chwilach - zanim przystąpi do udzielania pomocy, jest zobowiązany do tego, by zadbać o jedną rzecz – o swoje własne bezpieczeństwo? Co więcej, ratownik ma prawo odstąpić od udzielania pomocy, jeśli takowa bezpośrednio zagraża jego bezpieczeństwu. 


Popatrz na siebie z metapoziomu. Tak jakbyś patrzył z lotu ptaka, albo tak, jakbyś był reżyserem tego, co właśnie dzieje się z Twoim udziałem. Pozwól innym decydować o samych sobie, pozwól samodzielnie reagować, przestań zakładać, że wiesz lepiej od innych, co jest dla nich dobre. Nie wiesz. i pomyśl, dlaczego?

piątek, 2 grudnia 2016

Gdy gra staje się życiem albo życie grą




Większość dzieci od nauki zdecydowanie woli zabawę. Podobnie jest w świecie dorosłych. Być może, gdybyśmy mieli wybór, wolelibyśmy grać zamiast pracować. Gry gwarantują doskonałą rozrywkę. Dzieci uczą się przez zabawę wielu nowych umiejętności. Jeśli uda się zmotywować dzieci do udziału w grach, których stopień trudności dostosowany jest do wieku i rozwoju, zabawa uchroni je od nudy i nie zniechęci zbyt trudnymi zadaniami. Gry mogą przenosić w jasny i przyjazny świat, co sprawi, że poczujemy się bezpiecznie, a jeśli są opracowane w oparciu o psychologiczne i w ogóle naukowe modele, gry będą wspierać prawidłowy rozwój graczy.

Gry to świetne narzędzie do pracy z ludźmi. Angażują uczestników do działania, do podejmowania samodzielnych decyzji, kształtują odpowiednie postawy. W grze możemy doświadczać wielu uczuć i oswajać się albo sprawdzać jak będziemy sobie radzić w różnych sytuacjach. Gry mogą zapewniać realną edukację i wiele osób świadomie sięga, na przykład po historyczne strategie, gry logiczne, aby udoskonalać wiedzę o świecie w rozrywkowej, najbardziej skutecznej formie pobudzającej mózg do działania.

By grać, kuszą nas nowe technologie i sprzęt komputerowy. Nie wychodząc z domu, płacąc jedynie abonament za Internet, za pośrednictwem dostępnych serwisów możemy dołączyć do innych graczy, albo samotnie oddawać się rozrywce. Właśnie. Wirtualny świat wciąga. Angażujemy się nadmiernie i zaniedbujemy partnera, dzieci, przyjaciół, no i po części siebie samych.

Każda gra zazwyczaj wymaga utrzymania znacznej koncentracji, połączonej z koordynacją ruchową. Podczas gry, czas upływa niezauważalnie i szczęśliwie. Nic w tym nadzwyczajnego, bo gra to czynność nastawiona na teraźniejszość, podczas której organizm gracza dodatkowo produkuje hormony szczęścia. Gracz porusza się w świecie, gdzie sukces – po wykonaniu określonych zadań – jest natychmiastowy. 

Tematyka gier dostępnych na rynku i ich walory estetyczne w połączeniu z dostępnymi gadżetami ułatwiającymi i umilającymi gry są tak różnorodne, że przestaje nas powoli dziwić, jak wiele osób z nudnej, nieciekawej, nieatrakcyjnej, trudnej a czasem smutnej rzeczywistości przenosi się w wirtualny świat. Gry mogą być formą odreagowania stresu i napięcia, a dla tych, którzy czują się odrzuceni przez swoje środowisko, stanowią atrakcyjne miejsce, w którym można spotkać, co prawda wirtualnego, ale jednak partnera, równoważąc w ten sposób kwestie życia towarzyskiego.

Lubimy grać w gry, bo lubimy wyzwania, lubimy zwyciężać, lubimy się doskonalić. Grę można zaczynać kilka razy, uczyć się jej popełniając błędy, by w kolejnej rozgrywce potknięcia eliminować. To daje satysfakcję. Są też gry, w których wyzwanie nie jest najważniejsze. A może to graczy różni motywacja do grania? W grach nie wszyscy szukają wyzwań, jako czegoś najważniejszego, niektórzy wolą przeżyć jakąś historię. Nie biorą udziału w walkach, wolą fabułę. Zamiast krwi i dociskania kolanem, szukają źródeł albo przewidują konsekwencje kolejnych kroków. Frustracja, znużenie, zmęczenie, zdenerwowanie – to odczuwamy, gdy świat i inni zachęcają nas do walki. Dobrze jest pokonywać przeszkody, ale szarpać się i mocować tylko dlatego, że dookoła wróg czai się zewsząd, to za trudne nawet dla superbohatera. Najgorzej jest, gdy gra staje się życiem albo życie grą.

Nie każda gra daje mi relaks. Istnieją, dobrze opisane w literaturze, gry psychologiczne. Uczestniczymy w nich, by coś zdobyć lub czegoś uniknąć. To nie są zabawne gry. Co więcej, one niszczą, choć pozornie przynoszą korzyści. Niszczą, bo opierają się na sztucznych relacjach, w które wchodzimy nie do końca świadomie. Po kilku rozgrywkach, w których bierzemy udział, nasza życiowa energia niemal znika, przybierając postać przykrych emocji. Dlaczego? Gracz, który uważa, że wygrywa, uzyskuje korzyści kosztem innych uczestników, a ci czują się co najmniej zdezorientowani.

W gry psychologiczne gramy z nudy, by wypełnić czas, jaki ma każdy z nas. Nie wszyscy z taką samą łatwością potrafimy strukturalizować swój czas. Wchodzimy w gry psychologiczne, kiedy inni nie zwracają na nas uwagi, ani nie zauważają naszych sukcesów, a my nie potrafimy o tym rozmawiać wprost. Nikt nie lubi obojętności, a tylko niewielu potrafi sobie z nią radzić. Idealnym miejscem na gry psychologiczne jest miejsce pracy. 

Gry pojawiają się tam, gdzie brak jest jasno wyznaczonych celów i zadań. Wówczas trudno jest sprecyzować, jak mogę sprostać wymaganiom, a jeśli wejdę w grę, mogę schować się przed odpowiedzialnością. Wyobraź sobie, że Szef przedstawia nowy projekt i natychmiast udziela głosu pracownikom. Ktoś proponuje rozwiązanie, które szef natychmiast komentuje – „To dobry pomysł, ale kosztowny, a my mamy ograniczenia finansowe”. Inna osoba postuluje, by zbadać potrzeby, których projekt dotyczy, a Szef – „Ciekawa sugestia, ale to już było zrobione. Mamy to”. I tak dalej, żadna, nawet świetna propozycja nie okaże się dobra, bo Szef gra w „Tak, ale ...”. W końcu wszyscy orientują się, że ich wysiłki są na nic, i zapada cisza. Po co się wysilać, jeśli Szef-gracz odrzuca wszystko, z założenia i dla zasady? Gra toczy się dla jednej korzyści Szefa – ma utwierdzić się w przekonaniu, że może inni i mają pomysły, ale do niczego i to on znowu musi wszystko wymyślić, wszystko jest na jego głowie. Inną korzyścią jest potwierdzenie roli szefa – „ja tu rządzę, inni nieco się starają, może i coś proponują, ale to ja kształtuję wszystko to, co się dzieje i nie pozwolę, by ktoś mi mówił, co robić”.
Są też korzyści dla pracowników – szybko nauczą się unikać wydatkowania energii. Nie będą odczuwali konieczności wprowadzania w życie pomysłu, który się spodobał. Po co? By utrwalać przekonanie, że Szef jest, jaki jest i nic się z nim nie da zrobić. To właśnie im pasuje.

Gry psychologiczne krzywdzą wszystkich graczy. Zaczyna ten, kto nie radzi sobie ze swoim napięciem i chce poczuć się lepiej, ale ... kosztem kogoś innego. W grze udaje się to, ale tylko przez chwilę, bo w głębi duszy Człowiek wie, że zagrał nieczysto. Znalazł, co prawda, jedyne „słuszne” ujście dla swojej nudy, gniewu, frustracji, ale w podsumowaniu … musi grać dalej.

Wśród gier psychologicznych najczęściej inicjuję „To okropne”. Kiedy rośnie moja frustracja, kiedy już mam „po kokardę”, lubię sobie ponarzekać … „jakie to okropne pracować w takim towarzystwie; robią głupie rzeczy; na niczym się nie znają, a właściwie to tylko udają, że coś robią; aż dziwne, że w ogóle cokolwiek się w tej firmie dzieje.” W tej grze chodzi o to, aby ten do kogo gram współczuł mi i jednocześnie podziwiał. No bo skoro inni są do niczego, to całe dobro przypada mnie. Tylko mnie.

I jeszcze jedna gra, w którą grają wszyscy, a najczęściej pracownicy w kiepsko zarządzających firmach. Znana jest pod nazwą „Policjanci i złodzieje”. Gracze-policjanci próbują pilnować przestrzegania procedur, gracze-złodzieje starają się je łamać i uniknąć odpowiedzialności. Grają ci, którym taka zabawa sprawia większą frajdę, niż praca. Najwyżej punktowany jest spryt, który pozwala na łamanie zasad panujących w firmie i nie dać się na tym przyłapać. Pracownicy wchodzą w rolę brojących i nieodpowiedzialnych dzieci, wpychając w rolę rodzica Szefa, który jeśli wejdzie w grę, bierze na siebie rolę rodzica – czuwa nad bezpieczeństwem dzieci i nadzoruje je jednocześnie. Ta gra bardzo wciąga, bo zapewnia wrażenia, pobudzenie, stymulację, a to wszystkim graczom „pasuje”.

Gry psychologiczne szkodzą. Dlatego trzeba je zidentyfikować. To czasem trudne, bo głęboko ukryte. Reaguj zatem na to, co widzisz i słyszysz. Konfrontuj grę z rzeczywistością. Jeśli Szefowi nie podobają się Twoje pomysły i ciągle chce coś zmieniać, zapytaj, co konkretnie chce zmienić, poprawić. Ignoruj tych, co tylko narzekają. Nie podejmuj gry i ignoruj temat. Ja natychmiast uświadamiam sobie, że zaczęłam grać w „To okropne”, kiedy inny gracz okazuje mi niewspółmierne do sytuacji współczucie lub podziw. A, że sama nie jestem wylewna w okazywaniu nieadekwatnego współczucia i podziwu - „To okropne” odchodzi w zapomnienie.

To, co najważniejsze dla Ciebie, poznaj siebie jako gracza. Postaraj się zidentyfikować, w co i po co grasz? Rozpoznaj swoje aktualne potrzeby. Warto mówić wprost o tym, co przeszkadza, co boli, co złości, czego Ci aktualnie potrzeba? Warto o to pytać innych. Pytać i usłyszeć odpowiedź. Bo jeśli tylko znajdzie się miejsce na niedopowiedzenia, niepewność, niezrozumienie – rozpocznie się jakaś gra, w której wszyscy możemy być przegrani. 

Nie zniechęcaj się, jeśli nie rozumiesz tego tekstu. Grać nauczyłeś się w dzieciństwie. Twórca koncepcji o grach psychologicznych – Eric Berne – twierdzi, że umiejętność wchodzenia w gry kształtuje się w wieku 2-8 lat. Gry są strategią komunikowania się, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Jako dzieci, stosujemy strategie nieświadomie, ale jako dorośli … moglibyśmy inaczej, zamiast siłą przyzwyczajenia tkwić w takich samych sposobach relacji.
Mając określone przyzwyczajenia, wybieramy wokół siebie osoby, z którymi gramy w te same gry. Skoro znamy je od dzieciństwa, to też czujemy się w nich najlepiej. Uwolnienie się od wpływów z dzieciństwa, zwłaszcza wtedy, gdy służyły naszemu rozwojowi przez wiele lat, nie jest łatwe. Jest możliwe wówczas, gdy odważnie, odpowiedzialnie wyrazisz to, co akceptujesz z rodzicielskich nauk, a co odrzucasz. To normalne, że będziesz wpadać w stare koleiny, ale tamten styl i gry nie będą dominować. Masz wolny wybór. Możesz rozwijać swoją autonomię.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Szczery do bólu


Często mówi się, że emocje są zawsze prawdziwe i Człowiek powinien je okazywać. Wówczas zasługuje na miano autentycznego, szczerego, ale … czy na pewno? Jak myślisz, które sytuacje i zdarzenia życiowe zachęcają do otwartego okazywania uczuć? Nie wydaje Ci się, że okazywanie emocji często oceniane jest przez otoczenie nagannie?

Weźmy przykład z życia zawodowego - od pracownika oczekuje się logicznego myślenia i działania, a emocje w tym przeszkadzają. Wyobraź sobie szefa, wybuchającego gniewem, gdy wchodzisz spóźniona 30 minut na spotkanie ze strategicznym klientem. Albo lepiej, wyobraź sobie zniesmaczenie szefa, kiedy opowiadasz strategicznemu klientowi, że przez ostatnie półgodziny stałaś w łazience przed lustrem i próbowałaś powstrzymać łzy, bo właśnie rzucił Cię partner. 

To typowe przykłady zachowań zgodnych z emocjami, ale całkowicie mijających się z oczekiwaniami społecznymi.

Nie można być szczerym do bólu. Oczekuje się od nas opanowania. Jeśli przeżywasz radość, mówią Ci byś zachował się poważnie, jeśli przeżywasz złość, mówią żebyś był spokojny. Inni ludzie oczekują od nas profesjonalizmu i pełnego panowania nad sobą. Chcą byśmy byli dla nich wygodni, by z nami czuli się bezpiecznie. My sami też nie lubimy, kiedy sytuacja nas zaskakuje. Wniosek? 
- powinniśmy ukrywać to, co czujemy i udawać to, co czuć powinniśmy. I właśnie tak często postępujemy.
Chcesz o sobie myśleć dobrze i tak samo mocno chcesz, być dobrze postrzeganą przez innych. Pomagają Ci w tym mechanizmy obronne. To one nie dopuszczają do Ciebie wiedzy, której nie chcesz przyjąć. Można tak zinterpretować rzeczywistość, żeby odpędzić od siebie niechciane myśli i uczucia i obarczyć nimi innych ludzi albo ogólnie świat. 

Ile razy zaprzeczasz? Wmawiasz sobie, że czegoś nie ma lub Ciebie nie dotyczy? Książkowym przykładem są osoby, które zaprzeczają, że agresywny partner jest zagrożeniem dla rodziny. Konflikt w pracy Ciebie nie dotyczy. Łatwiej zaprzeczyć, niż zaakceptować smutną prawdę. Rak zabija palaczy, ale nie wszyscy palacze chorują. Mnie nie zabije, a jeśli już ... na coś trzeba umrzeć.

Ile razy czułaś się oceniana, krytykowana przez innych pod każdym względem: wyglądu, zachowania etc. Czułaś się tak, nie mając racjonalnych dowodów na istnienie oceny czy krytyki. Każde przelotne spojrzenie przypadkowych osób, czy słowa wypowiedziane na dowolny temat uznawałaś za skierowane do Ciebie. Każdy z nas czasem wyobraża sobie, co ktoś może czuć i myśleć w danej sytuacji, ale nie możemy być tego całkiem pewni. 

Ile razy zaprzeczałaś swoim emocjom? Najczęściej wypieramy złość i wszystkie inne uczucia skojarzone z agresją. Wolimy oszukać, że się na kogoś nie złościmy z obawy, że ta złość mogłaby zniszczyć relacje.
Czasem każdy tak robi, zwłaszcza gdy dopadnie go lęk przed oceną na przykład w trakcie prowadzenia wykładu, gdy dostrzeże, że ktoś nie słucha z zainteresowaniem. Co więcej, ktoś, kiedy my mówimy takie ważne rzeczy prowadzi rozkoszną rozmowę telefoniczną. Wypieramy złość, by dokończyć swoje zadanie.

Ile razy intelektualizowałaś, oddzielając myśli od emocji? Wolisz mówić o emocjach, zamiast je przeżywać. To świetna umiejętność w pewnych zawodach. Lekarz, który przeżywałby i współodczuwał emocje swoich pacjentów byłby mało skuteczny. Dlatego ludzie wykonujący stresujące zawody zmniejszają napięcie emocjonalne poprzez racjonalne tłumaczenie swojego zachowania. Każde zachowanie i sytuację można zracjonalizować, poświęcając prawdziwe motywy. 
– Jestem dobrym szefem, tylko ciągle trafiam na nieudolnych pracowników.
Ile razy dzieliłaś świat na ludzi jednoznacznie dobrych i jednoznacznie złych. Trudno Ci było zaakceptować, że każdy ma zalety i wady, i że czasem każdy może źle zachować się wobec Ciebie. Nie można ludzi sklasyfikować do jakiejś jednej kategorii.

Myślenie charakterystyczne dla mechanizmów obronnych upraszcza patrzenie na życie. Służy oszukiwaniu siebie. Jeśli jesteś dla siebie szczery, szczery do bólu, zdemaskujesz te z pozoru niewinne kłamstwa. Chcesz myśleć o sobie dobrze, poznaj siebie i spraw by świat poznał Ciebie, takim jakim jesteś. 

Wyrażane emocje mogą odpowiadać oczekiwaniom i normom społecznym, ale nie mogą pozostawać w sprzeczności z tym, co odczuwasz. Ty wybierasz. Możesz pozostać w zgodzie ze swoimi uczuciami i w dobrej kondycji psychicznej, albo wejść w rolę i grać według narzuconego z zewnątrz scenariusza. Niestety kosztem tego drugiego wyboru jest cierpienie, związane z uznaniem swojego zachowania za obłudne. Uwaga, to grozi zaniżoną samooceną, depresją, cynizmem, wypaleniem zawodowym, załamaniem nerwowym i wszystkimi innymi skutkami jakie niesie życie w permanentnym konflikcie z samym sobą.

piątek, 11 listopada 2016

Człowiek jest wolnością


Naiwnie wierzę, że komuś zadrży sumienie, że nad troską o zachowanie stołka przedłoży zwykłe człowieczeństwo i przyzwoitość. System, w którym polityk robi coś może i zgodnego z prawem, ale sprzecznego z elementarną moralnością to moralny totalitaryzm, brak zasad, barbarzyństwo.

Takich słów używa Szymon Hołownia, pisząc o politykach, którzy bez zgody rodzin chcą ekshumować ciała ofiar katastrofy smoleńskiej. 
I trudno się z nim nie zgodzić.

W dzisiejszym świecie można zaobserwować coś, co się nazywa poszerzeniem norm akceptacji społecznej. To, co kiedyś przeszkadzało, było złe, dzisiaj już nie budzi takiego oburzenia. Przykład: kiedyś tatuaże kojarzyły się albo z marynarzami, albo z życiem więziennym. Dzisiaj tatuaż, i to w widocznym miejscu ma każdy celebryta i każdy kto do tej roli pretenduje.

Świat się zmienia. Niektóre zmiany prowadzą do sukcesu, inne do upadku. Czasem w narodzie jest Moc – pamiętam chwile, kiedy tworzyła się Solidarność jeszcze w czasach PRL. Wolność, Równość, Solidarność mają smak Mocy. Wówczas Świat dążył do cywilizacyjnego sukcesu. Ludzie czuli smak Zwycięstwa, Braterstwa. 

Nie wiem, co takiego stało się, że schodzimy z kursu. Dlaczego zabrakło Odwagi? Co się stało z samodzielnym myśleniem i odpowiedzialnością za swoje czyny - przejawy uznawanych wartości? Może to Moc straciła swoje właściwości, mimo, że nadal jej pożądamy. Może to pożądanie sprawia, że zwracamy się w kierunku Siły – myląc Siłę z Mocą. 

Siła to pożądanie, złość, gniew, uraza, agresja, upór, walka, spryt, fortel, przebiegłość, kłamstwo, gra, manipulacja. Prowadzi do apatii, wykluczenia, biedy, bo pochłania mnóstwo życiodajnej energii. Ma jednak coś pozytywnego do zaoferowania, jak przekonuje D. R. Hawkins – wydobywa z depresji i braku woli życia. Jak? Z pomocą politycznych demagogów i populistów, którzy mamią obietnicami socjalnymi, wskazują wrogów publicznych i dążą do ich ukarania, gloryfikują ofiary – męczenników, by w ten sposób podsycać energię zwyczajnych, nie dość wykształconych suwerenów i angażować ich w poparcie dla Siły.

Jak to się dzieje, że zwykły człowiek może nagle zamienić się w bestię i czynić Zło? Widzimy przejawy zła na każdym kroku. Kobieta rodzi martwe niemowlę na podłodze szpitala i nikogo to nie interesuje. Kilkumiesięczne dziecko trafia w stanie agonalnym do szpitala ze śladami pobicia, a matka niczego nie zauważa. Pełni dobrych chęci pracownicy, menadżerowie i rozmaici przywódcy nie są w stanie nic zrobić z rozprzestrzeniającymi się patologiami -  dyskryminacją, mobbingiem, przemocą i wszelkim kontrproduktywnymi zachowaniami. 

W starożytnej Grecji, Sokrates twierdził, że Człowiek nie może czynić zła z premedytacją, może się jedynie mylić w kwestii tego, co jest dla niego dobre. Sokratejska logika wskazuje, że ludzie czyniący zło są, po prostu, w błędzie. Ktoś im powiedział, że to, co robią jest w porządku. Ale to nie wszystko. Ci, którzy są świadkami czynienia zła, również zachowują się, jakby wszystko było w porządku. Godzimy się żyć i pracować w warunkach, w których wartości ogólnoludzkie zajmują odległe miejsce za wartościami ekonomicznymi. Powoli rodzi się wszechobecny Konflikt, a wraz z nim przychodzi frustracja, gniew, lęki, obawy, brak szacunku i podejrzliwość. 

Jak żyć, gdy z braku szacunku tracimy wiarę w tych, którzy nie grają fair? Jak żyć, gdy to nam zarzuca się nieuczciwość i obwinia za coś, czego nie zrobiliśmy? Wybawieniem z opresji staje się postawa pełna cynizmu i depersonalizacji.

Czy nie czujesz się bezpieczniej, gdy obojętniejesz na to, co dzieje się wokół Ciebie? To logiczne, że tracisz mniej energii minimalizując swoje zaangażowanie. Możesz też porzucić dotychczasowe ideały – przyszłość jest niepewna, po co się łudzić? Możesz też stracić wiarę we własną zdolność do zmiany sytuacji, a wtedy … inni stracą wiarę w Ciebie.

Zauważyłaś, że utrata energii rozpoczęła się z pozycji Mocy i sukcesu? Wiesz, co chciałaś osiągnąć a stało się tak, jakby Twoja dotychczasowa pasja uległa negatywnej przemianie. Gniew i frustracja to sygnał, że z jasnej strony Mocy przechodzisz do ciemnej strony Siły. 

Gniew towarzyszący frustracji sprawia, że zaczynasz budować negatywne relacje z ludźmi. Wkrótce zaczniesz szukać kozła ofiarnego i winić wszystko i wszystkich za swoje trudności. W zamian spotkasz się z agresją, sytuacją poniżania, zawstydzania, wrogości. Może pojawić się lęk, bo życie będzie stawać się coraz bardziej nieprzewidywalne. Opryskliwość, sarkazm, krytycyzm i zniewagi staną się normą, choć dawniej były wyjątkiem. 
Jeśli warczysz na ludzi, to oni będą warczeć na Ciebie. 
Ludzie też nie chcą być już blisko Ciebie, z Tobą. Ot i drgnęło koło historii, Człowiek jest wolnością – raz na wozie, raz pod wozem. Chcę wierzyć, że Moc będzie ze mną.

sobota, 5 listopada 2016

Nie wyrzekaj się siebie




Chciałabym być częścią takiego świata, który mi sprzyja. Nie chcę żyć w takim, który jest wobec mnie wrogo nastawiony. Marzę o tym, by świat i moja obecność w nim wzmacniały mnie, a nie osłabiały. Chodzi o to, by móc się rozwijać, czerpać wiedzę z codziennego doświadczania, ale bez przykrego uczucia przytłoczenia, czy tłamszenia. Chcę się czuć swobodnie, bezpiecznie, chcę realizować własne plany i znajdować sens swojego życia.

To naturalne cele przynależne każdemu Człowiekowi. Co więcej, to cele nadrzędne Człowieka jako gatunku.

Jak większość, chcę przetrwać i zrobię, co w mojej mocy, by przetrwał mój ród. Chcę czerpać garściami z dobrodziejstw tego świata, poznawać go, bo jest moim domem. Potrzebuję tej aktywności jak tlenu. Chcę mieć wpływ na to, co robię. Współdziałając z tymi, z którymi dzielą i łączą mnie role zawodowe i rodzinne mam nadzieję na szczęśliwą egzystencję.

Bywa, że Ktoś ignoruje swoje naturalne potrzeby albo nie ma umiejętności ich zaspakajania. Niektórzy mają kłopot, by rozróżnić potrzeby zgodne z naturą Człowieka, od zachcianek i sztucznych potrzeb.

Potrzeby nie są widoczne, widoczne są działania, jakie ludzie podejmują, by zaspokoić swoje potrzeby. Teorii na temat potrzeb jest wiele, ale najbardziej powszechna jest ta, sformułowana przez Abrahama Maslowa. Zakłada, że wszyscy realizujemy te same potrzeby, choć znacznie różnimy się sposobem ich realizacji. Dla przypomnienia, Maslow twierdzi, że ludzkim zachowaniem steruje mechanizm ściśle związany z potrzebami. Przedstawiony jest jako hierarchiczny układ w kształcie piramidy, u podstawy której znajdują się potrzeby najbardziej pierwotne, pozwalające na przeżycie. Trzeba nam tlenu, by oddychać; pokarmu i wody, by zaspokoić głód i pragnienie; snu, by odpocząć; ciepła, by się ogrzać. Żeby przetrwał gatunek, musimy się rozmnażać. Kolejne piętra piramidy zajmują potrzeby związane z bezpieczeństwem, relacjami z innymi i światem, przynależnością i akceptacją, szacunkiem i uznaniem, a na szczycie znajduje się potrzeba samorealizacji związana z rozwojem duchowym. Zaspakajając potrzeby, odczuwamy przyjemność, co motywuje nas do jeszcze lepszego zaspokojenia ich.

Ktoś kupuje nowe auto po to, by skuteczniej realizować się zawodowo i w efekcie mieć lepszy dochód – zaspakaja potrzeby podstawowe. Inny też kupuje auto, ale po to, by nie wyróżniać się w swoim środowisku – zaspakaja potrzebę przynależności i akceptacji. Jeszcze inny kupuje auto właśnie po to, by się wyróżnić, zostać zauważonym i podziwianym – to wynika z potrzeby uznania, prestiżu, szacunku.

Nie ma prostego i sztywnego związku pomiędzy potrzebami a działaniami i pomysłami ich zaspokojenia. Większość ludzi uważa swoje potrzeby za swoje prywatne terytorium, na które nikt lub niewielu może wejść. To swoiste tabu sprawia, że obserwując czyjeś działania, chętnie domyślamy się i interpretujemy je, zgadując jakich potrzeb dotyczą. Często się mylimy, bo każdy jest ekspertem swoich potrzeb.
 
Własne potrzeby, najlepiej zrealizujesz wyrażając je w sposób, który dawałby stosunkowo największe szanse na ich zaspokojenie. Poproś, wyraź oczekiwanie wobec kogoś, kto mógłby Twoją potrzebę zaspokoić. 

Zdarza się, że mając opory przed prośbą, rezygnujesz. Czasem, próbując dodać sobie pewności, zamiast prośby wyrażasz żądania. Zamiast zwyczajnej prośby stosujesz strategię wyolbrzymiania przeszkód i bagatelizowania potrzeb:
– wiem, że to jest bardzo trudne, ale Ty sobie z tym poradzisz;

- wiesz, chodzi o taki drobiazg;

- mam taką małą sprawę do Ciebie.

Udajesz, że potrzeba jest nieważna, bo obawiasz się odmowy? Miotasz się i manipulujesz. Nie prosisz, bo nie jesteś pewna, czy masz w ogóle prawo prosić? Przyznanie sobie prawa do wyrażania próśb i potrzeb jest łatwiejsze, gdy takie samo prawo przyznasz wszystkim ludziom. Każdy ma prawo do odmowy. Odmowa oznacza, że ciągle masz – jak zawsze w takiej sytuacji – wybór jednego z trzech podstawowych stylów zachowania: wycofaj się, zaatakuj i przemocą zażądaj zaspokojenia swojej potrzeby albo stanowczo, łagodnie, bez lęku respektuj wzajemnie obowiązujące prawa i przyjmij odmowę ze zrozumieniem. Nie pal mostów. Co nie jest możliwe dziś, może zdarzyć się jutro.

W jednym pomieszczeniu przebywa kilka osób - jedni wolą otwarte, inne zamknięte okno. Wszystkie osoby mogą realizować te same potrzeby fizjologiczne – utrzymanie pożądanej przez każdą z tych osób temperatury. Czy ta sama potrzeba to taka sama potrzeba dla każdego? NIE. Różnimy się nieco od siebie – jeden lubi 18 inny 24 stopnie w skali Celsjusza. Ale tu wcale nie musi chodzić o tę podstawową potrzebę fizjologiczną? Mamy wiele potrzeb – okno może być pretekstem, by zaspokoić współuczestnictwo w decydowaniu o sprawach grupy.

Nie wyrzekaj się siebie i swoich potrzeb. Rozpoznawaj je i nazywaj. Proś o pomoc przy ich realizacji i pomagaj realizować potrzeby innych, jeśli czyniąc to nie zaszkodzisz sobie. Nie czekaj, aż wszystko czego zapragniesz przyjdzie do Ciebie samo. Z małym zastrzeżeniem – gdy czujesz radość – możesz przez chwilę nie czynić nic innego, tylko upajać się takim stanem. Innymi słowy, radość wskazuje, że aktualnie znajdujesz się w takiej sytuacji, w której Twoje potrzeby są zaspokojone. Emocje są zawsze prawdziwe i mówią nam, co się aktualnie dzieje z naszymi potrzebami. Aktualnie.

niedziela, 23 października 2016

Podaruj mi coś cennego





Mądra Kobieta żyła wśród gór. Któregoś dnia, nabierając wodę ze strumienia, znalazła cenny kamień. Wrzuciła go do plecaka i ruszyła ma wędrówkę. Mądra Kobieta kochała wędrówki po górach. Pewnego dnia na swojej drodze spotkała Wędrowca. Był zmęczony, wycieńczony i bardzo głodny.

Mądra Kobieta bez wahania otworzyła plecak i podzieliła się swoimi zapasami. Mimo zmęczenia, Wędrowiec dostrzegł kamień w plecaku Mądrej Kobiety i zachwycił się nim.

Kiedy tylko zaspokoił swój głód i nieco odpoczął, poprosił Mądrą Kobietę, by podarowała mu kamień. Zgodziła się, a Wędrowiec odszedł w dalszą drogę, ciesząc się swoim szczęściem. Wiedział, że kamień ma wielką wartość i, że jeśli go sprzeda, do końca życia będzie wiódł dostatnie życie.

Minęło kilka dni. Wędrowiec zawrócił ze swojej wędrówki i zaczął szukać Mądrej Kobiety. Po kilku dniach udało mu się ją odnaleźć. Zwrócił jej kamień i wyznał:
„Dużo myślałem. Wiem, że ten kamień jest bardzo wartościowy, ale oddaję Ci go w nadziei, że podarujesz mi coś o wiele bardziej cennego. Jeśli możesz, ofiaruj mi tę rzecz, która pozwoliła Ci dać mi ten kamień”…

Prawda, że to była bardzo Mądra Kobieta?